Jej rycerski duch w literaturze i życiu osobistym

kossak n.jpg
Zanim przystąpiłem do napisania tego eseju sięgnąłem do jednej z półek mojej obszernej, domowej biblioteczki i wyjąłem trylogię znakomitej powieściopisarki wydaną przez PAX w roku 1956, dwa lata po moich narodzinach. „Krzyżowcy”, „Król trędowaty” i „Bez oręża” – cierpliwie czekały w rodzinnym zaczytaniu także i na mnie.

Mając kilkanaście lat, kiedy zawładnęli moim życiem m.in. sienkiewiczowscy bohaterowie: Wołodyjowski, Zagłoba, Skrzetuski wraz z całą masą innych, stryjek Tadeusz podsunął mi pod nos książki Zofii Kossak mówiąc: – Czas już na wyprawę krzyżową z tą niezwykłą autorką. Ona już od nas odeszła, my z nią pozostańmy, zasługuje na to.

Latem 1968 roku, kilka miesięcy po jej śmierci, nie przeczytałem tych książek, ja je po prostu połknąłem. Wracałem do nich wielokrotnie, a niektóre ich fragmenty były dla mnie niczym kossakowskie, niezwykłe obrazy, w tym wielkie zwycięstwo i tragiczna klęska bohaterskiego, dotkniętego trądem, króla jerozolimskiego, Baldwina IV. Sposób prezentacji tych wydarzeń historycznych jest niezwykle barwny, wypełniony obrazowym, wręcz malarskim przekazem. Zofia Kossak była nie tylko powieściopisarką, miała talent artystyczny przekazany jej z pewnością przez dziadka, Juliusza Kossaka. Poznałem sporo jej książek, ale o niej samej nie wiedziałem wówczas nic. PAX wydawał jej dzieła na ogół bez notek biograficznych; na wspomnianych wyżej ani słowa kim jest, a jak dotarło do mnie sporo lat później, w PRL na początku lat pięćdziesiątych, jej twórczość objęta była całkowitą cenzurą. Podziękowanie więc dla PAX-u, że jej książki zaczął w końcu wydawać w trudnym okresie w naszym kraju, w tym i dla kultury polskiej.

W połowie lat 80. ub. wieku dotarła do moich rąk, wydana w tzw. drugim obiegu, jej książka „Pożoga”. Drobniutki, lekko rozmazany druk na kiepskim, poszarzałym papierze, z jakiejś skrytej w piwnicy lub na strychu maszyny drukarskiej, otworzył mi oczy nie tylko na dramat jej lat młodości na Wołyniu podczas bolszewickiej rewolucji, ale także zza dotychczasowej zasłony niewiedzy ujrzałem niezwykłą kobietę, której rycerskość, mocny charakter połączony z wrażliwością i delikatnością wzbudziły we mnie wielki podziw. Teraz wiem już o niej dużo, choć z pewnością nie wszystko. Ale to, co jest mi wiadome o jej życiu, oddaniu drugiemu człowiekowi nie tylko piórem, ale i czynem, skłania mnie do oddanie powieściopisarce głębokiego pokłonu. Pozwolę sobie teraz w skrócie przybliżyć czytelnikom, co o Zofii Kossak mi wiadomo. Warto odświeżać pamięć i wiedzę o tej znakomitej postaci literatury polskiej; pamięć ta, przykro to mówić, w dzisiejszym zalewie kulturowym powoli się zaciera.

W tym roku mija 125. rocznica urodzin Zofii Kossak... – Nie, za rok! – powie ktoś. Fakt, że jeszcze w wielu wcześniejszych informatorach, publikacjach, biografiach podaje się 1890. Jednak analiza dokumentów udowodniła, że przyszła na świat 10 sierpnia 1889 roku. Okrągła rocznica skłania tym bardziej do jej upamiętnienia, jeśli nie jako Patronki roku 2014. (już za późno na taką decyzję komisjo sejmową...), to do różnorodnych inicjatyw w środowiskach kulturalnych w Polsce i poza nią (przez wiele lat była przymusową emigrantką, ale o tym poniżej).

Przyszła na świat w Kośminie nad Wieprzem, dzieciństwo i młodość spędzała na Lubelszczyźnie. Córka Tadeusza Kossaka i Anny Kisielnickiej. Siostrą stryjeczną Zofii była znana satyryczka, Magdalena Samozwaniec oraz poetka, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Jej dziadkiem, jak już wspomniałem, był Juliusz Kossak, a wujkiem brat bliźniak ojca, Wojciech Kossak, znani i wielce uznani malarze.

Zgodnie z tradycją rodzinną podjęła studia, kierunek malarstwo, w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie (1912-13), a następnie rysunek w Ecole des Bcaux Arts w Genewie (1913-14). W 1915 roku wyszła za mąż za Stefana Szczuckiego, zamieszkali w Nowosielicy na Wołyniu. W kolejnych latach urodziła dwóch synów: Juliusza (1916) i Tadeusza (1917). Twórczość literacka nie zagościła jeszcze w jej życiu. Ale rok, w którym przyszedł na świat jej drugi syn, był początkiem wielkiego, dziejowego dramatu, który stał się kilka lat później inspiracją do napisania debiutanckiej książki pt. „Pożoga” (1922). Wartością tego dzieła historycznego jest nie tylko świetne pióro, ale przede wszystkim autentyzm oparty na osobistych przeżyciach oraz przebijający się z kolejnych opisów wydarzeń na Wołyniu w latach 1917-1919 porażający dramat ludzi przerzuconych z „idylli do żałoby”. Wieloletnia przyjaźń sąsiedzka przeradza się w nienawiść, rozbój, bezlitosne okrucieństwo, mord... Młoda Zofia z dwojgiem małych dzieci i mężem przeżywają ogromny dramat. „To był Żywioł, Żywioł nieodparty i nieubłagany, który powstał z szumem groźnym fali, a runąwszy, miał zalać wszystko i zagładzić” (cyt. z książki).

W literackim światku krytyków i pisarzy nie brakuje „szpilek i kąśliwych uwag”. Zofia Kossak-Szczucka (używała już wówczas podwójnego nazwiska) nie była rodowitą Wołynianką, a Jarosław Iwaszkiewicz w artykule pt. „Niewiasty kresowe” w „Wiadomościach Literackich” w 1926 roku zarzucił jej: „niedostateczne wrośnięcie w ziemię kresową”. Trzydziestodwuletni wówczas współzałożyciel grupy Skamander „kąsnął” niewiele lat starszą od niego debiutantkę literacką... pochodzeniem. Nie z Kresów, to niedostateczność i niekompetencja w opisie tego miejsca na Ziemi. Błąd. Krew, pot i łzy powodują wrośnięcie w nią człowieka, czasami już na wieki...

okl pozoga.jpg
„Pożoga” jest nie tylko wiernym, dokumentalnym opisem tamtejszych wydarzeń na Wołyniu, to także poruszający, sentymentalny, pełen wrażliwości i głębokich uczuć do bliźniego kobiety-matki, polskiej ziemianki z pięknym, rycerskim charakterem.

Ten wielki egzamin człowieczeństwa, Zofia Kossak-Szczucka ujmuje w przejmujących słowach, (cyt.): „Kto pozostał uczciwy, dał dowód, że jest uczciwym do głębi; kto nie został podłym, wykazał, że żadna podłość już się go nie czepi (...). Więc z ludzkich rzeczy Odwaga i Dobroć, oto jedyne przymioty mające wartość na tym świecie. (...) dwie cnoty-siostry, cnoty stare i rycerskie, cnoty dziedziczki rasy i kultury, cnoty chrześcijanki – cnoty wystarczające za całą mądrość życiową w chwilach największych przewrotów”. Przechodząc przez piekielny ogień próby w tamtym miejscu i czasie, dała świadectwo, że jest jedną z nich.

Symbol ziemiaństwa polskiego, biały ogier, porąbany szablami przez „krwawych żołdaków”, jest przejmująco opisany w końcowych słowach „Pożogi”, (cyt.): „Stanął koń wolny i ze swojej ziemi na pohańbienie iść nie chciał (...). Padł na granicy swego gniazda niby skrwawiony płat śniegu, niby krzyk protestu duszy zwierzęcej przeciw okrucieństwom ludzkim, niby żywy symbol ostatków kultury i piękna wdeptanych w krwawe błoto plugawie obmierzłym obcasem”.
„Rozdarta książka”, znak wyniszczenia i upadku wielowiekowej kultury kresowej, w debiucie literackim stała się zaczynem i otwarciem nowej drogi w jej życiu. Utrwalać na kartach książek przede wszystkim historię, tę dzisiejszą i tę sprzed wieków, nie pozwolić jej odejść w cień zapomnienia.

Szczęśliwie udało się jej rodzinie wyjść cało z „rewolucyjnej pożogi”. Wróciła do niepodległej już Polski. W 1923 r., po śmierci męża we Lwowie, zamieszkała z synami u rodziców we wsi Górki Wielkie na Śląsku Cieszyńskim. W 1925 wyszła za mąż za Zygmunta Szatkowskiego, oficera WP. W roku 1926 na świat przyszedł jej trzeci syn, Witold Szatkowski, a dwa lata później córka, Anna Szatkowska.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego ukazało się wiele jej książek, tłumaczonych na liczne języki obce. W 1924 roku powieść „Beatum scelus” zapoczątkowała prozę historyczną. Temat dziejów Śląska, z którym bardzo mocno się związała, znaleźć można w powieściach takich jak „Legnickie pole” (1930), czy zbiorze opowiadań: „Nieznany kraj” (1932). Pisała też dla dzieci i młodzieży, jej „Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata” (1924) znalazły szerokie grono czytelników w wielu krajach.

okl kossak.jpg
Największą popularnością cieszyli się „Krzyżowcy” (1936), pierwsza część wspomnianej już wcześniej trylogii (kolejne: „Król trędowaty” oraz „Bez oręża” ukazały się w roku 1937). Wśród licznych nagród i wyróżnień w tamtym okresie, w 1936 roku otrzymała bardzo ceniony Złoty Wawrzyn Akademicki Polskiej Akademii Literatury.

W roku 1939 wyjechała do Warszawy i rozpoczęła aktywną działalność konspiracyjną oraz charytatywną. Jej rycerski, niezłomny charakter, pełne oddanie się drugiemu człowiekowi docenili także Żydzi, którzy zarzucali jej antysemityzm w związku z jej zdecydowanymi wypowiedziami w sprawie stosunku wielu z nich do Polski, Polaków. Broniła dobrego imienia swojego narodu, stanęła w obronie bestialsko niszczonego przez Niemców narodu żydowskiego. We wrześniu 1942 roku wraz z Wandą Krahelską, córką Aleksandra, uczestnika powstania styczniowego i zesłańca, członkinią Organizacji Bojowej PPS, utworzyła Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom, przekształcony później w Radę Pomocy Żydom „Żegota”. W 1985 została pośmiertnie odznaczona medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przez Izraelski Instytut Pamięci Narodowej Yad Vashem w Jerozolimie.

„Antysemitka, która ratowała Żydów” – tak o niej mówią dzisiaj niektóre media. Pozostawiam to bez komentarza, a tego typu „kąśliwości” medialne odstawiam do kąta. Szkoda tracić na nie czas. Otrzymując Wielki Krzyż Zasługi została przyjęta do Rycerskiego i Szpitalnego Zakonu św. Łazarza z Jerozolimy. Rycerska kobieta, całym swym sercem oddana bliźniemu w pełni zasłużyła na ten i powyższy honorowy tytuł. Zofia Kossak była współredaktorką pierwszego pisma podziemnego „Polska Żyje”, w 1941 roku utworzyła wraz z przyjaciółmi Front Odrodzenia Polski, stając na jego czele.

We wrześniu 1943 roku została aresztowana przez gestapo i 5 października 1943 wywieziona do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, w którym kilka miesięcy wcześniej zginął jej drugi syn, Tadeusz Szczucki. W 1944 roku, po zidentyfikowaniu jej prawdziwego nazwiska, została przewieziona do Warszawy, na Pawiak i skazana na śmierć. W lipcu, tuż przed powstaniem warszawskim, dzięki staraniom władz podziemia została uwolniona. W powstaniu brała czynny udział mając już 55 lat! Niezwykła kobieta, powtarzam po raz kolejny.

Po powstaniu, przebywając w Częstochowie, opisała swój pobyt w niemieckim obozie koncentracyjnym w książce „Z otchłani”. W 1945 roku wyjechała z Polski na tzw. przymusową emigrację, najpierw do Londynu, a następnie do Kornwalii w Szwajcarii, gdzie wspólnie z mężem gospodarowali na farmie Troswell. To był czas ich ciężkiej fizycznej pracy i dużych problemów finansowych. Pisząc w 1956 roku, planowaną już w latach trzydziestych, książkę „Dziedzictwo”, napisała w liście do Jana Dobraczyńskiego m.in.: „zaplanowałam przedstawić na tle dziejów mojej rodziny (ze mną włącznie) przemiany, jakie zaszły w Polsce na przestrzeni stu lat, od r. 1850 do 1956.” Nie było to łatwe wówczas wyzwanie; w kolejnym liście do Dobraczyńskiego napisała: „Praca nad nową książką mimo ciężkich zajęć gospodarczych (Mój mąż i ja siedzimy we dwoje na czterdziestoakrowym gospodarstwie z kupą inwentarza – krowy, cielęta, owce, kury, koty, gołębie, ogród. Nie mamy nikogo do pomocy, pracujemy po szesnaście godzin...)”.

A w kolejnym liście do niego, z dnia 14 marca 1956 roku: „Ja od paru miesięcy wróciłam do pisania i dłubię w wolnych chwilach obszerną wspominkarską rzecz, całkowicie autentyczną . Pierwszy tom (przewiduję ich 3-4) wyjdzie w końcu tego roku, jeśli Bóg da skończyć.” Bóg najwyraźniej był bardzo przychylny ciężko zapracowanej kobiecie z literackim zacięciem. Dzięki wsparciu przez Radio Wolna Europa i Jana Nowaka-Jeziorańskiego oraz umowie z wydawnictwem Tern (Rybitwa) Book (Londyn) pierwszy tom ukazał się w 1956 roku. Kolejne dwa tomy pisała już po powrocie do Polski w 1957 roku (cz. II – 1964; cz. 3 napisana wspólnie z mężem, Zygmuntem Szatkowskim – 1967). W Polsce, podczas jej pobytu na emigracji, w 1951 roku, jej utwory objęte zostały całkowitą cenzurą i wycofane z bibliotek. Wróciła do ojczyzny, do swoich ukochanych Górek Wielkich, po 12 latach, w 1957 roku. Wydawnictwo PAX nieco wcześniej, po odwilży październikowej w PRL, zaczęło wydawać jej książki (trylogia, 1956). Pierwszy tom „Dziedzictwa” ukazał się w Polsce w 1961 r.

Była osobą niezłomną, walczącą do końca o prawdę i sprawiedliwość. W 1964 roku dołączyła obok m.in.: Marii Dąbrowskiej, Stanisława Dygata, Aleksandra Gieysztora, Pawła Hertza, Pawła Jasienicy, Stefana Kisielewskiego, Tadeusza Kotarbińskiego, Jana Parandowskiego, Artura Sandauera, Władysława Tatarkiewicza, Melchiora Wańkowicza, do sygnatariuszy tzw. Listu 34, napisanego przez Antoniego Słonimskiego do władz PRL-u w proteście przeciwko cenzurze, w obronie swobody wypowiedzi. Współautorem akcji zbierania podpisów pod listem był Jan Józef Lipski.

Zmarła 9 kwietnia 1968 roku w Bielsku-Białej, spoczęła na cmentarzu parafialnym w Górkach Wielkich obok ojca, Tadeusza Kossaka i pierworodnego syna, Juliusza Szczuckiego, który zmarł w wieku dziesięciu lat, w roku 1926.

Na koniec przytaczam fragment wypowiedzi z wywiadu z osobą znającą powieściopisarkę o wiele lepiej niż każdy z nas, jej córką, Anną Szatkowską, także pisarką, mieszkającą w Szwajcarii, założycielką Fundacji im. Zofii Kossak („Dziennik Zachodni”, listopad 2008 rok):

„Ważne dziś i na przyszłość pozostają zarówno jej postać, jak i jej dorobek literacki. Zofia Kossak była bezkompromisową, jeżeli chodzi o nią samą, a pełną wyrozumienia i życzliwości wobec osób spotkanych na swej drodze, zarówno najbliższych, jak i obcych.
Świadoma, głęboka i gorąca wiara, oparta na Ewangelii, była jej przewodnikiem w życiu prywatnym i publicznym, czemu też dawała wyraz w swoich książkach. Jako człowiek pozostanie przykładem wiernego, konsekwentnego stosowania się do swoich przekonań. Na nich opierały się jej światopogląd, patriotyzm, poczucie obowiązku i odpowiedzialności za otrzymany talent.”

W Górkach Wielkich otwarto w dniu 2 stycznia 1973 roku Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej, powołane do życia jako Oddział Muzeum w Cieszynie. Będąc na Śląsku Cieszyńskim zajrzyjmy tam i wspomnijmy tę niezwykłą kobietę, z rycerskim, niezłomnym charakterem. Takich niewiast potrzebowaliśmy wczoraj, potrzebujemy i dziś, będą bardzo potrzebne kolejnym pokoleniom w naszej Ojczyźnie.

Piotr Stanisław Król
Myśl Literacka, nr 71, maj 2014