Solidarni z Banderą

janowa.jpg
„Kult Bandery na Ukrainie nie jest antypolski, UPA Ukraińcom nie kojarzy się z antypolonizmem, tylko z walką z sowiecką okupacją. Współczesny kult UPA i Bandery jest antysowiecki, antyrosyjski. Skrajni ukraińscy nacjonaliści demonstrują ogromną sympatię dla Polaków. Dlatego pamiętając o historii, należy wspierać Ukraińców” – powiedziała niedawno Ewa Stankiewicz. Teraz chce obchodzić rocznicę zbrodni na Kresach wschodnich II RP.

11 lipca 2014 r. obchodzić będziemy kolejną rocznicę apogeum banderowskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich II RP. Niezmiennym postulatem środowisk kresowych jest ustanowienie Dnia Męczeństwa Kresowian właśnie 11 lipca. W roku ubiegłym imponująca manifestacja przeszła z Palcu św. Aleksandra pod tablicę upamiętniającą ofiary UPA na Krakowskim Przedmieściu. W tym roku różne środowiska zapowiadają powtórzenie tego Marszu.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wiadomość, że jednym z organizatorów Marszu Pamięci chce być także Stowarzyszenie Solidarni 2010, znane do tej pory raczej z kultywowania swoiście zresztą pojętej pamięci o katastrofie smoleńskiej. Tym razem środowisko to podpisało się pod komunikatem o Marszu Pamięci razem z Porozumieniem Pokoleń Kresowych i Stowarzyszeniem Rajd Katyński. Na czym polega problem? Na tym, że w lutym tego roku Ewa Stankiewicz, prezes Zarządu Stowarzyszenia Solidarni 2010, manifestowała na Majdanie w Kijowie. Miało to miejsce niedługo po tym, jak prezes PiS, Jarosław Kaczyński, wykrzykiwał tam banderowskie hasło; „Sława Ukraini, hierojam sława”. Po powrocie do kraju pani Stankiewicz podzieliła się swoimi wrażeniami i opiniami z publicznością w Polsce. Podczas tego spotkania, w Radiu Wnet, wyświetliła także film z Majdanu. Ale nie to jest najważniejsze. Podczas dyskusji Stankiewicz stwierdziła, że:

„Kult Bandery na Ukrainie nie jest antypolski, UPA Ukraińcom nie kojarzy się z antypolonizmem, tylko z walką z sowiecką okupacją. Współczesny kult UPA i Bandery jest antysowiecki, antyrosyjski. Skrajni ukraińscy nacjonaliści demonstrują ogromną sympatię dla Polaków. Dlatego pamiętając o historii, należy wspierać Ukraińców”. (relacja Jana Bodakowskiego dla prawy.pl).

Tę skandaliczną wypowiedź tak skomentowała Anna Wiejak z portalu prawy.pl:

„Na opinię, że kult banderowski nie jest antypolski, na jaką pozwoliła sobie Ewa Stankiewicz, przechodzą po plecach ciarki. Natychmiast stają mi bowiem przed oczami zgromadzone przez Instytut Pamięci Narodowej dramatyczne zdjęcia ofiar bestialskich mordów dokonywanych przez OUN-UPA na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. W południowo-wschodniej części Polski pamięć ta jest nie tylko żywa, ale rany wtedy zadane, nadal bardzo świeże i bolące.
Z chwilą wzrostu nastrojów nacjonalistycznych na Ukrainie mieszkańcy Podkarpacia poczuli zupełnie zrozumiały lęk – wielu z nich cudem zachowało życie, częstokroć tracąc rodziny i dorobek całego życia. Zwracali się oni nawet w tej sprawie do lokalnych polityków. Tymczasem Ewa Stankiewicz formułuje opinię, że Polacy powinni wiedzieć, że kult Bandery na Ukrainie nie jest antypolski. Na jakiej podstawie Ewa Stankiewicz tak sądzi? Na podstawie kilku sztucznych gestów do kamery uczynionych przez dyżurnych „opozycjonistów”? Skutki traumy, jaką zafundowali nam banderowcy, odczuwamy do dziś, a twierdzenie, że są oni naszymi przyjaciółmi jest po prostu kompromitujące”.

Dodać wypada, że nie tylko kompromitujące, ale i haniebne. Od lat na zachodniej Ukrainie spadkobiercy Bandery nie tylko stawiają mu pomniki, ale także „upamiętniają” te miejsca, w których upowcy bestialsko mordowali Polaków. Tak było w tym roku w Janowej Dolinie, gdzie miejscowa komórka Prawego Sektora „uczciła” rzeź Polaków (patrz zdjęcie) pod obeliskiem, na którym widnieje napis: „Tutaj 21-22 kwietnia 1943 roku sotnie pod dowództwem „Dubowego” zlikwidowały jedną z najlepiej umocnionych baz wojskowych polsko-niemieckich okupantów na Wołyniu. W walce zlikwidowano niemiecką i polską załogę, wyzwolono z obozu jeńców wojennych i powstrzymano terrorystyczne akcje przeciwko okolicznym wsiom, które przeprowadzali polsko-niemieccy zaborcy”.

To tylko jeden z przykładów – miejsca by nie starczyło, by cytować wypowiedzi liderów „Swobody” i Prawego Sektora jawnie antypolskie. Próby przedstawienia spadkobierców Bandery jako niemal przyjaciół Polski pojawiają się ostatnio coraz częściej, także w mediach, o których Stankiewicz mówi, że są zdradzieckie i antypolskie, mam tu na myśli np. „Gazetę Wyborczą”. Ta zbieżność poglądów w tej akurat kwestii jest wymowna. Jest jedna przyczyna tego kuriozalnego, wydawać by się mogło, sojuszu – jest nią nieprzytomna rusofobia. To ona sprawia, że nawet skrajni banderowcy zaczynają być postrzegani jako „nasi sojusznicy”. Ich nienawiść do Rosji imponuje naszym rodzimym rusofobom, dla których patriotyzm oznacza prawie wyłącznie walkę z tym państwem, nieważne białym czy czerwonym.

Zadać należy pytanie – z jakim przesłaniem chce obchodzić rocznicę banderowskiego ludobójstwa pani Stankiewicz? Może wysunie hipotezę, że na Wołyniu to przebrani za UPA Sowieci mordowali Polaków? Takie tezy już formułowano, jakże by pasowały do historiozofii Solidarnych 2010. No bo jeśli kult Bandery na Ukrainie nie jest antypolski, lecz antyrosyjski, to znaczy, że banderowcy to nasi sojusznicy. Nienawiść jest antychrześcijańska, no chyba, że dotyczy Rosji i Rosjan, wtedy jest godna pochwały – taka jest filozofia wywodu, jakiego dokonała Stankiewicz.
Polacy na Wołyniu i na Kresach mieli inne doświadczenia, mają też i obecnie inne spojrzenie na współczesność niż Stankiewicz i jej środowisko. Na Wołyniu bardzo często jedynym ratunkiem przed banderowskim nożem i siekierą był oddział partyzantki sowieckiej. Ponad 10 tys. Polaków broniących się przed rzezią we wsi Przebraże zawdzięcza życie sowieckiemu oddziałowi Nikołaja Prokopiuka. Ocaleni przed okrutną śmiercią nie zapomnieli, kto ich ratował.

Dlatego środowiska kresowe nie są podatne na organizowaną przez jedną z partii politycznych kampanię nienawiści przeciwko Rosjanom i Rosji. Jan Niewiński, komendant warownej wsi Rybcza na Wołyniu, który przeżył tamte straszne czasy, napisał w opublikowanym nie tak dawno Apelu, że tegoroczne obchody Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian będą oznaczać także sprzeciw „wobec obłędnej polityki głównych partii w Polsce reprezentowanych przez Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego, wspierających ugrupowania postbanderowskie na Ukrainie, siejących nienawiść do Rosji i Rosjan i grożących Polakom rzekomym zagrożeniem ze strony Federacji Rosyjskiej. Uroczystości te nie mogą być zawłaszczone przez żadne ugrupowanie polityczne ani upartyjnione, bowiem jest to wspólna pamięć wszystkich Polaków, kwestia naszej godności, honoru i pamięci o Ofiarach bestialstwa ukraińskich sił faszystowsko-nazistowskich”.

Solidarni 2010 są forpocztą Prawa i Sprawiedliwości, która to partia rok temu głośno domagała się uznania zbrodni na Wołyniu za ludobójstwo, próbowała nawet zawłaszczyć obchody tej rocznicy, a w pół roku później jej lider kroczył ramię w ramię z banderowcami na Majdanie. W ten sposób pamięć o ofiarach została zbezczeszczona, poświęcona na ołtarzu tzw. wielkiej polityki, a raczej wielkiej antypolskiej awantury, jaką jest poparcie udzielane przez Polskę (rząd i opozycję) siłom banderowskim na Ukrainie.

I po tym wszystkim animatorzy tej polityki wpychają się na organizatorów rocznicy ludobójstwa dokonanego przez spadkobierców tych, których tak gorliwie poparli. Po co? Żeby odzyskać stracone głosy Kresowian przed kolejnymi wyborami? Żeby nadać tym obchodom „właściwy” wydźwięk, dopasowany do obecnej polityki PiS na Ukrainie? Jeśli ofiary Katynia zostały zaprzęgnięte do politycznej gry, to dlaczego nie zrobić tego samego z ofiarami Wołynia i Małopolski Wschodniej? Należy żywić nadzieję, że to się nie uda – bo Solidarni 2010 w tej akurat sprawie są bardziej Solidarni z Banderą niż z polskimi ofiarami.

Magda Braun
Na zdjęciu – aktywiści Prawego Sektora „czczą” pamięć UPA w miejscu kaźni Polaków, w Janowej Dolinie (fot. vse.rv.ua)