Banderowcy w KL Auschwitz

sawicki.jpg
Kiedy 22 czerwca 1941 r. wybuchła oczekiwana przez banderowców wojna wraz z wojskami niemieckimi posuwały się ukraińskie „grupy pochodne”. Utworzone one zostały samowolnie przez Banderę z zadaniem proklamowania ukraińskiej niepodległości i werbowania do swych szeregów nowych ochotników. Grupą północną, idącą w kierunku Sokala na Żytomierz, kierował Mykoła Kłymyszyn.

Melnykowcy, w przeciwieństwie do banderowców, opowiadali się głównie za formowaniem regularnych wojsk ukraińskich przy oddziałach Wehrmachtu, do czego jednak nie doszło. W dniu 30 czerwca 1941 r. nad ranem wojska niemieckie wkroczyły do opuszczonego przez wojska sowieckie Lwowa. Jeszcze w tym samym dniu banderowcy proklamowali w tym mieście niepodległość Ukrainy i nadali o tym komunikat przez lwowską rozgłośnię radiową, którą zdołali opanować na kilka dni. Odezwę nazwaną „Aktem 30 czerwca” odczytał Julian Sawićkyj (na zdjęciu powyżej), student ze Lwowa. Warto przytoczyć jej fragment : „Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów pod przewodem Stepana Bandery wzywa do podporządkowania się utworzonemu we Lwowie Krajowemu Rządowi, (...). Sława Bohaterskiej Armii Niemieckiej i jej Führerowi Adolfowi Hitlerowi!”. Akcenty prohitlerowskie wspomnianego tekstu nie mogły bowiem przysłonić faktu, że powyższa proklamacja niepodległości była sprzeczna z planami kierownictwa III Rzeszy, w tym samego Hitlera wobec Ukrainy.

W dniu 1 sierpnia 1941 r. na mocy dekretu Hitlera powstał dystrykt „Galizien” włączony do Generalnego Gubernatorstwa, któremu podlegały obwody lwowski, tarnopolski, stanisławowski, drohobycki i południowa część powiatu krzemienieckiego. W odpowiedzi na to posunięcie hitlerowców Lew Rebet, w imieniu OUN-banderowców, oświadczył: „Niemcy, to nasi jedyni przyjaciele, oni wyzwalają Ukrainę z rąk bolszewickich, my idziemy razem z nimi, ale my wypowiadamy się za ukraińską państwowością, ze wstrętem przyjmujemy myśl o przyłączeniu (Halicji) do Generalnej Guberni, to znaczy do Polski”.
Z kolei 1 września 1941 r. hitlerowcy utworzyli Reichskommisariat Ukraine, w skład którego wszedł m.in. Wołyń i Polesie oraz od 15 września tegoż roku rozpoczęli masowe aresztowania wśród aktywistów OUN-b, którzy z reguły byli ludźmi bardzo młodymi. Stepana Banderę i część jego zwolenników osadzono w różnych więzieniach na terenie dystryktu „Galizien”, np. Kołomyja, Stanisławów i Lwów, przenosząc ich później głównie do Sachsenhausen oraz do więzienia Montelupich w Krakowie, a stąd do Auschwitz. Warto zaznaczyć, że niektórych banderowców zatrzymano także na terenie samego Krakowa. Rozbite zostały także grupy pochodne OUN.
Do końca 1942 r. aresztowania objęły osiemdziesiąt procent kadry przywódczej OUN-b. Udało się ich jednak uniknąć m.in. Mykole Łebedowi, kierującemu wspominaną „Służbą Bezpeky”, który został jednocześnie prowindykiem OUN-banderowców po aresztowaniu Stepana Bandery w Krakowie 5 lipca 1942 r. i osadzeniu go później w Sachsenhausen.

Śmierć braci Banderów

Spośród nacjonalistów ukraińskich aresztowanych w Krakowie najpierw wszystkie kobiety oraz większość mężczyzn umieszczono w celach oddziału kobiecego Zakładu Helclów. Jedynie część mężczyzn osadzono w więzieniu na Montelupich. Pozostająca pod opieką Ukraińskiego Komitetu Pomocy grupa uwięzionych nacjonalistów liczyła kilkadziesiąt osób. Wśród nich znajdowali się dwaj bracia Stepana Bandery - Aleksander i Wasyl. W dniu 20 lipca 1942 r. numerami 49689-49758 oznaczono w KL Auschwitz siedemdziesięciu więźniów skierowanych do obozu przez policję bezpieczeństwa z Krakowa. Wśród nowo przywiezionych osób, głównie Polaków, było dwudziestu czterech banderowców, którzy otrzymali numery od 49721 do 49744. Po przejściu kwarantanny w bloku nr 11 początkowo umieszczono ich w bloku nr 13.

Jako pierwszy z tych więźniów, zwanych w obozie „Bandera Gruppe” lub „Bandera Bewegung (ruch Bandery)”, został zarejestrowany Wasyl Bandera (nr 49721), student filozofii, zamieszkały w Krakowie. Razem z nim zostali przywiezieni m.in. Leontyn Diakiw (nr 49723) – absolwent prawa i teologii, Dmytro Jaciw (nr 49727) – prawnik, Roman Polutranka (nr 49737) – urzędnik bankowy ze Stanisławowa, Mykoła Kowal (nr 49729) – dziennikarz z Drohobycza, Petro Mirczuk (nr 49734) – dziennikarz i Stepan Łenkawśkyj (nr 49731), twórca wspominanego już „Dekalogu” ukraińskich nacjonalistów. Dwaj ostatni z wymienionych powyżej obóz oświęcimski przeżyli.
W dniu 24 lipca 1942 r. z więzienia na Montelupich w Krakowie przywieziono do Auschwitz sześćdziesięciu więźniów. Otrzymali oni numery od 51426 do 51485. Byli to głównie polscy więźniowie polityczni. Wraz z nimi został przywieziony jeszcze jeden brat Stepana Bandery – Aleksander (nr 51427), doktor nauk społeczno-politycznych, który zginął w obozie wcześniej niż jego młodszy brat Wasyl.

Do jego śmierci w komandzie budowlanym „Neubau” przyczynić się miał pośrednio między innymi student z Przemyśla, Franciszek Podkulski (nr 5919) (na zdjęciu poniżej). Ten pełniąc funkcję vorarbeitera, czyli przodownika pracy, zmuszał go do nadmiernego wysiłku. Wysiłek ponad siły i najprawdopodobniej pobicie przez innych polskich więźniów spowodowało, że Aleksander Bandera został umieszczony w bloku szpitalnym nr 20. W dniu 10 sierpnia 1942 r. lekarz SS przeprowadził w tym bloku selekcję, podczas której wybrał siedemdziesięciu pięciu więźniów. Jeszcze tego samego dnia zabito ich z polecenia SS dosercowymi zastrzykami fenolu. Jednym z zamordowanych był Aleksander Bandera.

Franciszek Podkulsi.jpg

Na temat przyczyn śmierci jednego z braci Stepana Bandery, najprawdopodobniej Wasyla, takie oświadczenie złożył Zygmunt Gaudasiński (nr 9907): „Latem 1942 r. byłem zatrudniony w komandzie „Neubau” jako pomocnik pisarza (...). Po przybyciu na blok 16 kapo Edward Radomski wskazał nam więźnia niewielkiego wzrostu, który na rusztowaniu dowoził tynkarzom zaprawę murarską, oświadczając przy tym, że jest to zbrodniarz ukraiński Bandera, odpowiedzialny za śmierć wielu Polaków. Zauważyłem wówczas, że vorarbeiter Feliks Maruta (później jeden z kapów komanda) zachowywał się brutalnie w stosunku do Bandery, twierdząc, że jest to zapłata za zbrodnie, których dopuścił się na jego rodzinie i innych Polakach”. W wyniku powyższych zdarzeń Wasyl Bandera trafił 5 sierpnia 1942 r. do szpitala obozowego, gdzie później zmarł.
Z kolei Jerzy Tabeau, przebywający w obozie pod nazwiskiem Jerzy Wesołowski (nr 27273) zeznał, że był świadkiem śmierci jednego z braci Banderów [niewątpliwie był to Wasyl Bandera – dop. AC], który zmarł na biegunkę w bloku szpitalnym nr 28, kiedy on tam pracował jako pielęgniarz. W swoich zeznaniach stwierdził także, że wcześniej do niego na sztubę przychodziło wielu Ukraińców, którzy prosili, żeby nim się dobrze opiekować.

W wyniku śledztwa prowadzonego przez obozowe gestapo w sprawie śmierci braci Banderów, Franciszka Podkulskiego, który był studentem i pochodził z Przemyśla, osadzono w bunkrze bloku nr 11, a następnie rozstrzelano pod Ścianą Straceń 25 stycznia 1943 r. W egzekucji tej został także stracony Feliks Suligowski (nr 8635), pisarz komanda budowlanego „Neubau”, który przed wojną był urzędnikiem miejskim w Terespolu. Pod Ścianą Straceń wraz z nim zginął także kapo komanda „Neubau” Wilhelm Szyma (nr 6038) oraz więzień tego komanda Józef Lichtenberg (nr 988), jak również – o czym było już wspominane – Kazimierz Kołodyński, pochodzący z Terespola.

W dniu 8 sierpnia 1942 r. z więzienia Montelupich w Krakowie skierowano do KL Auschwitz sześćdziesięciu trzech więźniów, którzy otrzymali numery 57317-57379. Z polskimi więźniami politycznymi przybyło wówczas dwudziestu trzech członków OUN-b. Podobnie jak poprzednio osadzeni w obozie nacjonaliści ukraińscy, aresztowani oni byli przeważnie w różnych miejscowościach na terenach przedwojennych Kresów Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Na Montelupich osadzono ich po przewiezieniu najczęściej z innych więzień, np. z Tarnopola lub ze Lwowa. Rejestracja banderowców z tego transportu odbyła się w bloku nr 19.

W KL Auschwitz

Były więzień Kazimierz Smoleń (nr 1327), który pracował w komandzie „Aufnahme” rejestrującym nowo przywiezionych do KL Auschwitz twierdzi, że kolejne grupy Ukraińców z „grupy Bandery” dostarczał z więzienia Montelupich w Krakowie SS-Hauptscharführer Malotky, który kontaktował się w obozie z esesmanem Hansem Starkiem. Na jego polecenie Ukraińcy z tej grupy mieli pozostawać w Auschwitz pod pewną ochroną. Wykonując to polecenie Stark podjął decyzję o umieszczeniu banderowców w bloku nr 11, który był blokiem izolowanym.

Mykoła Kłymyszyn (nr 57340) przywieziony do KL Auschwitz 8 sierpnia 1942 r. tak opisał pierwsze chwile swojego pobytu w obozie: „ Wieczorem do bloku nr 11 przyszli z kijami Polacy. Było ich ponad dziesięciu i zaczęli pytać, kto tutaj jest z OUN-b. Nikt z nas się nie odezwał. Tak trzy razy pytali, grożąc, że zabiją na miejscu, gdy znajdą. Kiedy mimo wszystko nikt z nas nie zgłosił się, oni zaczęli jednego po drugim pytać o imię i nazwisko. Kiedy imię i nazwisko brzmiało po polsku odprawiali na blok. (...) Kiedy przyszła na mnie kolej, powiedziałem prawdziwe swoje nazwisko i że jestem Ukrainiec. Ale na pytanie skąd, powiedziałem, że z Żytomierza. „A gdzie jest Żytomierz?” – „Koło Kijowa” – odpowiadam. „Toś ty nie z polskiej Ukrainy?” – „Nie” – daję odpowiedź. „To idź na blok” – zadecydował jeden z nich”.

Podczas przywiezienia do obozu następnych nacjonalistów ukraińskich wspomniany Malotky dowiedział się, co spotkało banderowców w bloku nr 11, do którego podobno udał się wraz Hansem Starkiem, gdzie została przeprowadzona rozmowa z uwięzionymi banderowcami. W imieniu Ukraińców wystąpił Kłymyszyn, Rak i inni. Następstwem złożonych wówczas skarg było przeniesienie wszystkich banderowców do dwóch sal w bloku nr 17. Przebywali razem i pomiędzy sobą rozmawiali wyłącznie w ojczystym języku. Utworzyli nawet chór ukraiński.
Ponadto należy dodać, że w bloku szpitalnym nr 20 była wyodrębniona izba dla chorych banderowców. Powodem tego był fakt, że polscy więźniowie podejrzewali ich o współpracę z esesmanami, natomiast Ukraińcy sami chcieli otoczyć w szpitalu obozowym opieką medyczną swoich kolegów, obawiając się Polaków. Lekarz Władysław Fejkiel (nr 5647) twierdzi, że otrzymali oni osobne pomieszczenie w sali nr 4 na parterze bloku, gdzie mieli dwóch swoich pielęgniarzy: Mychajłę Szewczuka (nr 121343), dawnego kolegę Fejkla ze studiów i młodego sanitariusza Leonida Mostowycza (nr 57353). Natomiast nie mieli wtedy swojego lekarza”.
We wcześniejszych swoich wspomnieniach Władysław Fejkiel o banderowcach napisał znacznie więcej, nie szczędząc im krytycznych uwag, że przed przywiezieniem do KL Auschwitz wiernie służyli Hitlerowi i jego systemowi. Grupa ta jego zdaniem była groteskowa i tragiczna: „Zamiana spodziewanych dostojeństw na smętny pobyt w warunkach obozowych niczego ich nie nauczyła. Byli otoczeni powszechną nienawiścią i pogardą niemal całego obozu, ponieważ wszyscy wiedzieli, że mają oni na sumieniu tysiące pomordowanych niewinnych ludzi. Z tych też powodów nawet w oddziale szpitalnym współwięźniowie nie mogli ukryć wobec nich niechęci. Mimo to my lekarze, staraliśmy się traktować ich możliwie poprawnie”.

Wśród banderowców przywiezionych do obozu oświęcimskiego razem z Mykołą Kłymyszynem znajdował się także Lew Rebet (nr 57368), który był jednym z najbliższych współpracowników Stepana Bandery i członkiem rządu ukraińskiego utworzonego w oparciu o „Akt 30 czerwca” z 1941 r. Obóz przeżył – podobnie jak przywieziony do KL Auschwitz nieco wcześniej inny członek tego rządu – Stepan Łenkawśkyj. Po wojnie dr Lew Rebet był jednym z założycieli i aktywnym działaczem na emigracji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów za granicą.
Banderowcy w 1942 r. – poza dwoma wymienionymi transportami – nie byli już przywożeni z Montelupich w większych ilościach, lecz sporadycznie nadal byli kierowani z tego więzienia do KL Auschwitz, np. 30 września 1942 r. został przywieziony Jarosław Rak (nr 66676), sądzony i skazany przed wojną za pomoc udzieloną zabójcy Bronisława Pierackiego. Ponadto kierowano ich jeszcze sporadycznie z Montelupich do KL Auschwitz w 1943 r., a także dwóch z nich przywieziono do tego obozu z więzienia w Pradze czeskiej 8 maja 1943 r.

Relacje z Polakami

Należy podkreślić, że stosunki między polskimi więźniami i banderowcami szczególnie były napięte podczas pierwszych miesięcy ich pobytu w KL Auschwitz. Sytuacja uległa szczególnemu zaognieniu, gdy pewnego razu do wydzielonej sali szpitalnej w bloku nr 20 wszedł, prawdopodobnie przez pomyłkę, pijany sanitariusz SS Joseph Klehr, który planował kilku chorych nacjonalistów ukraińskich wyznaczyć na zabicie zastrzykiem z fenolu w serce, co jednak nie udało mu się zrealizować. Banderowcy natomiast mylnie sądzili, że była to prowokacja przygotowana przez polskich więźniów i zaczęli na nich wysyłać skargi i donosy do obozowego gestapo.

Wtedy Władysław Fejkiel zorientował się, że sytuacja staje się bardzo niebezpieczna. Postanowił działać, aby zmienić wzajemne stosunki. W tym celu wybrał się do bloku nr 17, w którym mieszkali banderowcy. Kiedy im powiedział, że chce omówić sprawy ich chorych, odpowiedzieli, że nie będą na te tematy z Polakiem rozmawiać. „W tym momencie – wspomina Fejkiel – przyszedł mi z pomocą szczęśliwy przypadek. Z łóżka z trzeciego piętra zeskoczył jakiś wysoki, czarny więzień, podszedł do mnie i zaczął się serdecznie witać. W pierwszej chwili nie mogłem go poznać. Po chwili przypomniałem sobie, że jest to Michał Szewczuk, mój dawny kolega uniwersytecki ze Lwowa. Szewczuk przerwał nieprzyjemną i napiętą dyskusję i zapowiedział mi, że odwiedzi mnie wieczorem”.
Warto odnotować, że dotrzymał słowa przychodząc jeszcze tego samego wieczoru z kilkoma innymi banderowcami na zapowiedziane spotkanie. Przybyli zobowiązali się lojalnie zachowywać względem Polaków i prosili o dalszą pomoc nad swoimi chorymi. Fejkiel przyjął ich oświadczenie, mając nadzieję, że w ten sposób można będzie zażegnać niebezpieczeństwo. Przydzielił do opieki nad ich chorymi zaufanego polskiego lekarza Tadeusza Szymańskiego oraz nadal zapewnił pracę w szpitalu obozowym w charakterze pielęgniarzy banderowcom: Szewczukowi i Mostowyczowi. Od tej chwili wzajemne stosunki zmieniły się.

Następne transporty

W dniu 3 października 1943 r. przywieziono do obozu oświęcimskiego z więzienia we Lwowie przy ul. Łąckiego dwieście trzydzieści kobiet (numery 64085 - 64323) i siedmiuset trzydziestu mężczyzn (numery 154392 – 155121), których umieszczono w Brzezince. Wśród więźniów tego transportu było około stu pięćdziesięciu nacjonalistów ukraińskich. Dzięki zabiegom Mykoła Kłymyszyna w obozowym gestapo, którego funkcjonariuszem był SS-Unterscharführer Klaus Dylewski, studiujący przed wojną w Gdańsku ze studentami ukraińskimi, będącymi członkami OUN, wszyscy oni zostali przeniesieni z Brzezinki do obozu macierzystego w Oświęcimiu i umieszczeni w bloku nr 17, co wielu z nich niewątpliwie uratowało życie.
Jednym z więźniów tego transportu był Stepan Petelyćkyj (nr 154922), aresztowany przez Niemców za działalność nacjonalistyczną i osadzony w więzieniu w Złoczowie, skąd przewieziono go do więzienia przy ul. Łąckiego we Lwowie. Przebywał później w Auschwitz, Mauthausen i Ebensee, gdzie został wyzwolony wiosną 1945 r.

Następny duży transport z tego więzienia przybył do Oświęcimia w dniu 28 października tegoż roku. Liczył on pięćdziesiąt pięć kobiet (numery 66315 – 66369) i dwustu trzydziestu mężczyzn (numery 159046 – 159275). Razem z polskimi więźniami politycznymi przywieziono w tych transportach do obozu stu trzydziestu dwóch nacjonalistów ukraińskich, w tym stu dwudziestu dwóch mężczyzn i dziesięć kobiet, głównie studentek ukraińskich. W wymienionych transportach lwowskich oprócz członków OUN-b byli również członkowie Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), która stanowiła zbrojne ramię OUN-b od wiosny 1943 r. W przeciwieństwie do więźniów polskich, większość z tych osób również obóz przeżyła. Można przypuszczać, że powodem powyższych aresztowań wśród członków OUN-UPA, przywiezionych do KL Auschwitz ze Lwowa, było przeniesienie działań OUN-UPA z Wołynia do Galicji Wschodniej, co sprawiło, że Niemcy przystąpili do represji przeciwko Ukraińcom.

Banderowcy umieszczeni w bloku nr 17 jesienią 1942 r., zajmowali dwie sztuby i otoczeni byli opieką przez Politische Abteilung, czyli obozowe gestapo, pracując w różnych dobrych komandach pod dachem, co więźniom tym stwarzało szansę na przeżycie. Były to przykładowo takie komanda jak: Bekleidungskammer (magazyn odzieży więźniarskiej), Effektenkammer (magazyn rzeczy odebranych w depozyt więźniom przywiezionym do obozu), Krankenbau (szpital obozowy), kartoflarnia, piekarnia, rzeźnia oraz kuchnia dla więźniów i kuchnia dla esesmanów.
Do komanda „Aufnahme”, gdzie pracował Kazimierz Smoleń przydzielono trzech banderowców: Mykołę Kłymyszyna, Zenona Winnićkiego i Borysa Witoszynśkiego. Ten jawny fakt faworyzowania Ukraińców z „grupy Bandery” polscy więźniowie traktowanli jako pewien rodzaj infiltracji przez Politische Abteilung komand do których zostali przydzieleni.

Jak się później okazało obawy te były przedwczesne, a podejrzenia niesłuszne, co w swojej relacji potwierdza Kazimierz Smoleń: „Nie słyszałem, aby ktoś z Ukraińców naszego komanda donosił do Politische Abteilung. A mieli ku temu sposobność, bo wymieniony SS-Hauptscharführer Malotky zjawiał się od czasu do czasu w KL Auschwitz, rozmawiał z Ukraińcami i interesował się warunkami ich pobytu w obozie, a wiec gdyby chcieli, to mogli mu opowiedzieć o swoich spostrzeżeniach”.

Wśród banderowców więzionych w Auschwitz można było zaobserwować nie tylko nastawienie antypolskie, ale również antyniemieckie. Warto również zaznaczyć, że na temat trzech banderowców pracujących w komandzie „Aufnahme” (Kłymyszyn, Winnićkyj i Witoszynśkyj) jeszcze raz pozytywnie wypowiada się Kazimierz Smoleń: ”Mówiąc o naszych ukraińskich kolegach z komanda muszę dodać, że współdziałali z nami Polakami przy sporządzaniu nielegalnego wykazu transportów więźniarskich. Wykaz (...) ten został potajemnie wysłany z KL Auschwitz i zachował się. Gdyby esesmani z Politische Abteilung dowiedzieli się o tej naszej działalności, uczestnikom tego działania groziła śmierć. We wspomnianym wykazie transportów rejestrowanych w KL Auschwitz można między innymi rozpoznać rękopis Kłymyszyna”.

Transporty do KL Mauthausen

Pobyt w KL Auschwitz przeżyło większość osadzonych w nim banderowców, którzy dzięki protekcji obozowego gestapo pracowali później w dobrych komandach więźniarskich. Ponadto otrzymywali w dużych ilościach paczki żywnościowe z Czerwonego Krzyża. Część z nich została również wcześniej zwolniona z KL Auschwitz, np. Jarosław Rak wolność odzyskał 18 grudnia 1944 r., natomiast Mykołę Kłymyszyna, Stepana Łenkawśkiego i Lwa Rebeta zwolniono w następnym dniu 19 grudnia.
Niemniej banderowcy ponieśli również straty szczególnie w pierwszych miesiącach ich uwięzienia w KL Auschwitz. Przykładowo spośród czterdziestu ośmiu ukraińskich nacjonalistów, którzy zostali przywiezieni w transportach z 22 lipca i 8 sierpnia 1942 r. z więzienia Montelupich w Krakowie, zginęło w tym obozie szesnastu. Kilkunastu banderowców zmarło także w Ebensee, dokąd trafili później poprzez Mauthausen, po ewakuowaniu ich w styczniu 1945 r. z KL Auschwitz. Zmarli na skutek strasznego głodu panującego w tym obozie, gdzie wiosną 1945 r., jak wspomina polski więzień Jan Dziopek (nr 5636): „Umierały wtedy z głodu codziennie setki więźniów. Krematorium nie mogło nadążyć z paleniem ciał, więc stosy trupów leżały pod gołym niebem”.

Ogółem spośród prawie że dwustu banderowców więzionych w KL Auschwitz, a po ewakuacji więźniów tego obozu w styczniu 1945 r. również w Mauthausen i Ebensee, śmierć we wspomnianych hitlerowskich obozach koncentracyjnych poniosło ponad trzydziestu z nich.

dr Adam Cyra, Oświęcim
na zdjęciu: Julian Sawicki, to odczytał we Lwowie Apel z 30 czerwca 1941 roku
Myśl Polska, nr 17-18 (27.04-4.05.2014)