Pomniki Bandery w Rzeszowie

bandera com.jpg
Po opadnięciu emocji związanych z „niebywałym” afrontem, jakiego doznał majestat RP wobec niewpuszczenia na pogrzeb Borysa Niemcowa Bogdana Borusewicza (wszak tylko Polska i Zachód mają prawo stosować sankcje), chcącego sobie urządzić na opozycyjnej stypie w Moskwie solidarnościowe jasełka, warto zastanowić się nad sprawami naprawdę istotnymi. Chodzi tu o stosunek przyszłej „wskrzeszonej” Ukrainy do Polski.

Jak będą układały się wzajemne relacje, gdy ziszczą się marzenia lwiej części nadwiślańskiej klasy politycznej, karmionej od dziecka prometeistyczno-federalistyczną papką? W pracy z 1932 roku zatytułowanej „O program polityki kresowej” Jędrzej Giertych pisał m.in.:

„Z punktu widzenia więc naszej wewnętrznej polityki kresowej, niepodległa Ukraina byłaby sąsiadem niedogodnym, - państwo zaś (o ustroju sowieckim czy narodowo-rosyjskim) obejmujące całość dzisiejszych ziem Z.S.R.R. jest sąsiadem znacznie dogodniejszym (…) niepodległa Ukraina – którą naturalna dążność do zjednoczenia możliwie wszystkich Rusinów w swych granicach musiałaby popchnąć w kierunku dążeń aneksjonistycznych wobec naszych ziem południowo-wschodnich, zamieszkanych przez liczny i najbardziej wyrobiony odłam szczepu ruskiego – niepodległa Ukraina znalazłaby się w polityce międzynarodowej z natury rzeczy i w sposób zupełnie nieuchronny w obozie przeciwpolskim”. W tym celu Ukraina szybko znalazłaby, zdaniem Giertycha, możnych protektorów (wówczas były to Niemcy), Rosja zaś, bez względu czy komunistyczna, czy przyszła narodowa, „nie jest przez żadną konieczność pchana w kierunku polityki przeciwpolskiej, - może więc być przedmiotem zabiegów politycznych polskich, zmierzających do ułożenia z nią stosunków przez Polskę na zasadzie zgodnego sąsiedzkiego współżycia, a przynajmniej na zasadzie obojętnego i obustronnie pozbawionego cech agresywności wzajemnego odizolowania”.

Wszak powyższe słowa pisano przeszło osiemdziesiąt lat temu! – zakrzykną sceptycy, gdy Polska miała inne granice, nie była jak dziś państwem narodowym, a narodowościowym, otaczały ją wrogie potęgi – nie ma zatem czego porównywać. Wszystko to w większości prawda, czy jednak aby na pewno zagrożenie ukraińskie w Polsce, chociaż inne niż w latach 30. ub. wieku, przestało być już dziś aktualne? Jaką możemy mieć pewność, że po „upragnionym” oderwaniu Ukrainy od Rosji, nowa, Wielka Ukraina nie upomni się na przykład o Rzeszów, Krosno i Przemyśl? Może nawet nie w sensie terytorialnym, ale chociażby w takiej formie, w jakiej czynią to separatyści z RAŚ? Już dziś Ukraińcy mieszkający na południowo – wschodnich obszarach Polski mają na nie niemały wpływ. Zasiadają w samorządzie, administracji publicznej, wydają własne pisma, działają w stowarzyszeniach. Tylko czekać, aż pojawią się dwujęzyczne urzędy, szkoły i... pomniki Bandery. A może to jest prawdziwy cel panów Borusewicza, Boniego i Michnika?

Maciej Motas