... a Warszawę wyzwolili Białorusini

MM.jpg

Świetny tekst prof. Bronisława Łagowskiego pt. „Cząstki elementarne” („Przegląd”, nr 6/2015), w którym krakowski naukowiec wykazuje absurdalność współczesnej polityki historycznej polskiej klasy rządzącej (vide głośna wypowiedź Schetyny o wyzwoleniu KL Auschwitz), skłonił mnie do rozwinięcia jednego z poruszonych w tym artykule wątków.

Dotyczy on decyzji o przywróceniu Pomnika Braterstwa Broni, zwanego potocznie „pomnikiem czterech śpiących” na dawne miejsce na warszawskiej Pradze w okolice Dworca Wileńskiego. Podchwytując myśl krakowskiego badacza, uważam, że warszawski oddział IPN-u powinien już dziś rozpocząć zakrojone na szeroką skalę badania nad ustaleniem narodowości upamiętnionych na pomniku żołnierzy Armii Czerwonej. Jest ich tam dwóch, pozostali dwaj są Polakami, fakt ten jednak co gorliwsze rusofoby zdają się negować. Ich zdania nie zmienia nawet kresowy rodowód dużej części Polaków walczących w szeregach 1. Armii Wojska Polskiego. Chociaż z ich punktu widzenia kresowe pochodzenie może wydawać się jeszcze bardziej podejrzane, wszak mogli oni walczyć z „bratnią” UPA.

Wracając jednak do Rosjan z postumentu, gdyby okazało się, że byli oni Ukraińcami, pomnik oczywiście w tej sytuacji należałoby pozostawić na dawnym miejscu (oczyma wyobraźni widzę już uroczyste obchody z udziałem najwyższych władz Polski i Ukrainy, kwieciste przemowy sławiące odwieczny sojusz polsko-ukraiński, przypominające jego najpiękniejsze karty z roku 1919-1920, aż po wyzwolenie Polski w 1945 r.). Sylwetki czerwonoarmistów można byłoby jedynie przepasać niebiesko-żółtą wstęgą, na cokole zaś wmurować obok orła symbol tryzuba. Cały misterny plan może jednak lec w gruzach, wszak posługując się podczas wspomnianych badań metodą ministra Schetyny, mogłoby się okazać, że Warszawę wyzwolili... Białorusini walczący w ramach 1 Frontu Białoruskiego.
MM