A imię jego Cyprian

norwid cyprian portret 1_6247935.jpg
Najprawdopodobniej Cyprian Norwid zetknął się z młodziutką Kamilą Lemańską w salonach Warszawy, być może u krewnej jej, Aleftyny Gościmskiej, która mieszkała w stolicy, i u której bywali goście na spotkaniach literackich, i nie tylko. Czy byli sobą zauroczeni i jak bardzo zażyłe stosunki łączyły ich oboje, nie wiadomo.

Dość, że gdy Władysław Wężyk i Cyprian wybrali się na wyprawę po ziemiach polskich, zaplanowali pewnie przebieg trasy, którą mieli przebyć i raczej z góry, uwzględnili pobyt u rodziny Lemańskich w Zagórzu koło Kłobucka, u której na stałe Kamila mieszkała. Z Warszawy wyruszyli pod koniec sierpnia 1841 roku, a objechawszy krąg gościnny od wschodu do centrum kraju, stanęli u bramy zamku wsławionej w Polsce rodziny, z Germanów wyszłej, aby zabawić tu przez pierwszą część września tego roku.

Z wierszy, które snuły się Norwidowi długo po opuszczeniu Zagórza wynika, że młoda dziewczyna, o perlistym uśmiechu, pełnych kształtach i bardzo życiowa, wywarła na początkującym poecie wielkie wrażenie. Pozostawał w domu Lemańskich w bliskich stosunkach z Kamilą, prowadzając się z nią na spacery i wyjeżdżając dorożką do lasu i nad jezioro w malowniczej okolicy Zagórza. Pozostając pod urokiem pięknej przyrody i ulegając wdziękom młodej damy, oświadczył się, wkładając jej pierścionek na rękę. Wkrótce opuścił miejscowość wraz z przyjacielem Wężykiem, a o swej miłośniczce pamiętał i zajadle korespondował z nią.

To wszystko lub prawie wszystko wiadomo z wierszy i poematów później powstałych Norwida, a jego słowom można wierzyć lub nie wierzyć, bo poeta ma prawo do licentia poetica, co przełożywszy na teorię literatury oznacza, że podmiot liryczny nie jest tożsamy z autorem, a kolokwialnie rzecz biorąc, poeta kłamie. Miłosz powiada, że poeta pamięta, a teoria, że kłamie, co jest paradoksem pozornym, bo twórca wierszy wie, że mija się z prawdą, a jednocześnie nie może o tym mówić. Taki dramat zsyła poecie jego posłannictwo.

W następnym roku, wychowany na starych księgach Heroldii Królestwa w Warszawie, przez Niemcy, Norwid przedostaje się do Włoch, gdzie zwiedza zabytki, odpoczywa, bawi się towarzystwem. Trochę lekkomyślny, zapomina o narzeczonej, która pewnie długo tęskniła za nim, lecz osamotniona przez odjazd Cypriana z Królestwa, nie mając pewnie żadnej wiadomości o dumnym Mazurze z rodu normańskiego, postanowiła zerwać z nim zaręczyny. Przez Aleftynę Gościmską, za pośrednictwem matki, odsyła pierścionek młodemu, a bezmyślnemu chłopcu. Wytrąciwszy się z podróży, siedzi we Florencji i przeżywa klęskę, jak nigdy. Mając skłonność do prostracji, rozchorowuje się na depresję. Przeżywa niesamowite udręki, męczy się, świat cały widzi na czarno, chce popełnić samobójstwo, a równocześnie pisze cykl wierszy, zwanych „czarną suitą”, w której ukazuje upadek i cały bezsens swej egzystencji.

Wydźwignąwszy się z zapaści psychicznej, pozostaje, podróżując i zgłębiając arkana literatury, rzeźby i architektury, we Włoszech. 27 marca 1845 roku w kościele San Claudio w Rzymie, zostaje wybierzmowany przez kardynała Jakuba Filipa Franzoniego, w obecności patrona Karola Krasińskiego. Norwid na bierzmowaniu przybrał nowe imię, Kamil, używane czasem odtąd zaraz po swoim drugim, Cyprian. Interesująca jest geneza tej decyzji. Na pewno podjęta została pod wpływem świeżej wciąż pamięci Kamili Lemańskiej i jej idealizacją. Po niej przyjął imię w postaci zmodyfikowanej, zmaskulinizowanej, a głośno powiadał, że „piękny kardynał z dominikańską głową” nadał mu „imię rzymskie” dyktatora Kamila, co było, jak wiadomo, prawdą połowiczną.

Od czasu otrzymania imienia Kamil na bierzmowaniu, Norwid zaczął używać go przy podpisywaniu korespondencji, jako drugie po Cyprianie, imieniu nadanym mu na chrzcie. Ale i w tym wypadku był niekonsekwentny. Śledząc jego listy spotkać się można z rozrzutnością w nazewnictwie. Podpisywał się na różne sposoby: pełnymi imionami i nazwiskiem, skrótami imion i nazwiskiem, skrótem jednego imienia i pełnym nazwiskiem, skrótem imienia i nazwiska itp.

Nie ma w tym względzie stałej zasady. Przykładowo można podać, że 20 grudnia 1845 roku, pod listem z Berlina postawił podpis: Cyprian K. Norwid. Pod listem do Marii Trębickiej z Berlina postawił skrótowiec: Cy Nor (27 stycznia 1846). List z 29 stycznia 1847 roku do Cezarego Platera kończy się krótkim hasłem: Norwid. Dalej bywało też różnie, ciągle inaczej, jakby improwizująco. Pod listem do Marii Trębickiej z Bain de Lusques z dnia 2 augusta (sierpnia) 1847 roku, umieścił zestawienie: Kamil N. Z listem z Rzymu z 16 września tego samego roku przywędrowała krótka parafka, widniejąca u spodu tekstu: Cyprian. Do Marii Trębickiej z Pudliszek (23 lipca 1848) przywędrował kryptonim: Cypr. Kamil N. Z Paryża 16 sierpnia 1849 roku pisał się C.K.N.

16 października lub 16 listopada 1851 roku również list z Paryża opatrzył imionami: Cyprian Kamil. 8 sierpnia 1852 roku, nadal w Paryżu, skrył się pod skrótem imienia i nazwiska: C.N.W listach z podróży do Nowego Jorku i Londynu nie używał imienia ani skrótów imienia: Kamil. I potem już stale używa imienia Cyprian, czasem w odosobnieniu, czasem w połączeniu z nazwiskiem Norwid. Co się stało, że na początku lat pięćdziesiątych XIX wieku znika z pism Norwida jego drugie imię Kamil? Sprawa wygląda tajemniczo, więc wypada dodać do niej uzupełnienie, że w swoich listach Norwid używa czasem nazwiska – przydomków jak de Gamin, czy Ismael.

A już zupełnym zaskoczeniem jest fakt, że w roku 1866 (8 kwietnia) w liście z Paryża poeta powraca raz jeszcze do formuły: Cyprian Kamil Norwid. Powraca raz tylko (według „Listów Wybranych” Cypriana Norwida) i określenie: Kamil znika już na zawsze z praktyki epistolarnej ex-narzeczonego. Jak to uzasadnić, jak powiązać z wypadkami z życia poety? W tym właśnie okresie doszło do ponownego nawiązania kontaktu między Kamilą, a Cyprianem. Nie wiadomo, czy już po rozwodzie z jej pierwszym mężem Biernackim, niewierna kobieta wysłała swemu kawalerowi bilecik z poufnymi wieściami (listopad 1850), o którym w liście do Augusta Cieszkowskiego wspominał: „Jako małżeństwo – to, żem był kochany, i zaręczony”, ale jak Juliusz mówi: „(...) odebrałem list, że za mąż idzie – a potem, jak ten jej majątek stracił i opuścił ją – pisze mi bilecik z przypomnieniem mi miłości swej.”

Norwid rozczarował się do Kamili, tak ją uwielbiał, tak wywyższał, że jej imię wydawało mu się najsłodsze, a tymczasem zerwawszy z nim zaręczyny i wydając się za Biernackiego, po jego odejściu, utracjusza i birbanta, śmie przypominać się Cyprianowi, jakby nie wiedziała, co się pod tym kryje. Przecież zbrukała ich czystą znajomość, swoją i jego miłość. W 1851 roku przestał używać imienia Kamil przekonawszy się do niewierności i sprzedajności dawczyni tego imienia. Ostateczna rezygnacja z sygnowania swojej korespondencji tym podpisem wiąże się z głębokim zawodem poety, dowiadującego się w połowie lat sześćdziesiątych XIX wieku o zamążpójściu Kamili Lemańskiej za konsula pruskiego, który zasłynął z antypolskiej postawy. Zatem względy patriotyczne, przy komplikacjach sercowych, zaważyły na odrzuceniu od sygnowania swego nazwiska imieniem Kamili.

Jakie ta cała sprawa znalazła odbicie w naszym odbiorze postaci Norwida i jego rzutowania na całe życie społeczne? Nadspodziewanie znaczne, od samego początku percepcji życia i twórczości poety, zachodziły nieporozumienia. Badacze biografii pisarza, krytycy, działacze różnych instytucji i podmiotów duchowości popełniali błędy na poziomie zasadniczym. Lew Kaltenbergh, spolszczony biograf, w książce „Dno czary” stwierdził, że znał poetę od 9. roku życia. W 10 lat po śmierci swego druha, wziął się za pisanie opowieści faktograficznej o nim. Korzystał z wielu źródeł, zdawało się, że zgłębi temat na wylot, lecz nie wiedzieć czemu, postać poety skrył pod podwójnym imieniem Cyprian Kamil. Owszem, w dialogach występuje pod imieniem Cyprian, ale czy nie jest to tylko imię na użytek domowy?

Różnie potem bywało z imionami Norwida. Juliusz Wiktor Gomulicki opatrzył „Dzieła wszystkie” i „Pisma wybrane” prostym połączeniem jednego imienia z nazwiskiem: Cyprian Norwid. Zdzisław Łapiński, norwidolog, w swojej książce „Norwid” (1971) uporczywie używa tylko nazwiska: Norwid. Marian Piechal w „Micie Pigmaliona” nieodparcie używa formy: Norwid, Cyprian Norwid. A Piechal nie był ignorantem w temacie. Z kolei najciekawszych spostrzeżeń i wniosków dostarcza jubileuszowy numer „Poezji Dzisiaj” (2001), wydany z okazji 180. rocznicy urodzin poety. Na okładce tego pisma widnieje nadtytuł: „Cyprian Kamil Norwid dzisiaj – w 180 rocznicę urodzin poety”. Sprawa rozstrzyga się na początku, redakcja pisma opowiada się za formułą nazewniczą: Cyprian Kamil Norwid, znów inaczej, niż niektórzy wcześniejsi autorzy.

A jaką formę nazewniczą zastosowali krytycy, zaproszeni do zamieszczenia swoich artykułów? Krzysztof Gąsiorowski w eseju: „Ivry jest wszędzie” stosuje zamiennie formę Norwid i Cyprian Norwid. Inni postępują różnie. Ale zastanawiające jest podejście do problemu Komitetu Inicjatywnego Obchodu Roku Norwidowskiego, który w liście do „Szanownego Pana Aleksandra Kwaśniewskiego, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”, formułuje pogląd, że obchodzimy 180. rocznicę urodzin Cypriana Kamila Norwida. Na tak wysokim poziomie rozegrała się batalia o brzmienie „oznaczenia” dla Norwida, czwartego wieszcza? Czyżby wyrok nie budził wątpliwości? Dla załagodzenia wątpliwości podajmy stanowisko w tym względzie samego Papieża, Jana Pawła II. W Jego przemówieniu z okazji urodzin Norwida duże postawy badaczy znajdują okolicznościowe równouprawnienie. Ojciec Święty serdecznie dziękuje przybyłym do Watykanu na obchody 180. rocznicy urodzin Cypriana Kamila Norwida (jak wyraża się Komitet Obchodów), a dalej już składa hołd ustawicznie Cyprianowi Norwidowi (zamiennie: Norwid).

Pod koniec numeru tego okazjonalnego pisma widnieje informacja o możliwościach jubileuszowych na cześć piety w XXIV LO im. Cypriana Norwida, podkreślmy: Cypriana Norwida. Wydawałoby się, że nie ma problemu, czy użyjemy formy Cyprian czy Cyprian Kamil. To pozór. Dlaczego weszło w użycie zestawienie: Cyprian Kamil, skoro poeta to drugie imię używał krótko i świadomie z niego zrezygnował, jako nieprzystajne do jego zasad? Dlaczego mamy stosować „Cyprian Kamil”, jeśli poeta stosował: „Cyprian”, „C.K.N.”, „Kamil” itd.? Te krótko stosowane formy też mogłyby dać nagłówek dla osoby Norwida. A już podobnie różne pseudonimy, przydomki... Raczej należałoby obstawać przy imionach otrzymanych przez Norwida na chrzcie. Oto ksiądz parafialny w Dąbrówce, Jan Kanty Matliński ochrzcił najmłodszą latorośl Norwidów, „nadając mu na życzenie rodziców cztery imiona: Cyprian (po pierwszym świadku i ojcu chrzestnym, Cyprianie Szukszewiczu, a zarazem po świętym, w którego wigilię się urodził), Ksawery (po drugim świadku, ojczymie jego matki), Gerard (to imię „przyniósł” sam sobie na świat) i Walenty (z tego zapewne powodu, że starsza siostra Paulina otrzymała na trzecie imię Walentyna).

Ktoś na początku popełnił błąd. Ktoś inny powtórzył go i cała norwidologia stanęła w sytuacji niepewności, waha się co do tego, która formuła z dwóch możliwych: Cyprian, czy Cyprian Kamil Norwid jest poprawna. „Cyprian Kamil” jest formą nadrzędną wobec imienia „Kamil”, ale przecież nie obejmuje innych, używanych przez poetę form: Cy, Nor., Ismael, itd. Poza tym, jeśli przyjmuje się pseudonim, czy imię incydentalnie, na niedługi czas, liczy się stanowisko finalne pisarza, bo wielu używało różnych podpisów (np. Stefan Żeromski – Maurycy Zych itd.), a pozostało przy wyjściowym.

Niewątpliwie wystarczy raz na zawsze połączenie: Cyprian Norwid, zgodnie z ostateczną decyzją poety, żeby usunąć drugie imię w podpisie i ta forma ma, jako jedyna, uzasadnienie i powinna zwyciężyć raz na zawsze. A tylko w konkretnych odniesieniach, np. gdy podajemy brzmienie sygnatury nominalnej pod listem z tytułem Cyprian Kamil, musimy obstawać przy tej formie. Podobnie na prawach przywołania, Papież Jan Paweł II musiał podać brzmienie Obchodów Roku im. Cypriana Kamila Norwida, zaś błąd w nazwie jego roku popełnił niewątpliwie Komitet Obchodów Roku, który dał mu nieodpowiednie miano, nie wiedząc, że Cyprian Kamil Norwid był w istocie Cyprianem Norwidem.

Stanisław Stanik
Myśl Literacka nr 1/2015