Narodowcy w KL Auschwitz

KL staniszkis.jpg
Rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz jest okazją do przypomnienia martyrologii ludzi obozu narodowego, którzy tu przebywali i zginęli. Był to kwiat polskiej inteligencji, najwybitniejsze postaci – tacy jak prof. Witold T. Staniszkis (na zdjęciu wyżej), Jan Mosdorf czy prof. Roman Rybarski. Poniżej fragment unikatowej książki więźnia narodowca Jerzego Ptakowskiego:

„Konspiracyjna grupa Stronnictwa Narodowego zaczęła działać już w pierwszych miesiącach istnienia obozu. W skład piątki założycielskiej wchodzili najwcześniej do Oświęcimia zesłani narodowcy: Józef i Stanisław Mirochnowie, Bolesław Świderski, Piotr Kownacki i Jerzy Ptakowski.

Wszyscy oni znaleźli się za drutami kolczastymi już w roku 1940. Dwaj pierwsi przyjechali transportem tarnowskim, którego więźniowie otrzymali numery od 31-758. Bolesław Świderski został przywieziony transportem z Wiśnicza (numery od 759 do 1071). Piotr Kownacki należał do więźniów pierwszego transportu warszawskiego (numery 1513-1899 i 1901-3179). Jerzy Ptakowski przybył drugim transportem warszawskim (numery 3821-4959 i 4961-5526). Cała ta piątka mimo stosunkowo młodego wieku — od 27 do 44 lat — miała za sobą wieloletnie doświadczenie organizacyjne, byli to działacze narodowi na szczeblu wojewódzkim czy centralnym. Znali się już przed wojną, mieli do siebie pełne zaufanie.

Połączyła ich nadto, obok więzi ideowej, serdeczna przyjaźń, jaka zawiązała się w czasie pobytu w Oświęcimiu. W Stronnictwie Narodowym przed wojną Stanisław Mirochna był kierownikiem organizacyjnym na województwo tarnowskie, Józef Mirochna kierownikiem propagandy i wychowania ideowego w Tarnowie, a później w województwie kaliskim, Piotr Kownacki przewodził organizacji województwa wileńskiego, a Jerzy Ptakowski był kierownikiem organizacji województwa warszawskiego i członkiem Wydziału Organizacyjnego Zarządu Głównego SN. Bolesław Świderski w latach przedwojennych, w okresie rozłamu oenerowskiego, zerwał ze Stronnictwem Narodowym, pełnił wysokie funkcje w „Falandze”, a następnie chodził własnymi drogami jako współpracownik „Prosto z Mostu” i redaktor „Małego Dziennika”. Po wybuchu wojny polsko-niemieckiej związał się ponownie z działaczami Stronnictwa Narodowego, obiecał im lojalną współpracę i obietnicy tej w obozie dotrzymał.

Konspiracja obozowa

Założyciele komórki SN w Oświęcimiu pochodzili z różnych stron kraju; każdy z nich odszukiwał wśród nadchodzących transportów znanych sobie członków i sympatyków ruchu narodowego. A tych przybywało do obozu coraz więcej. Ze szczupłej piątki grupa narodowa przemieniła się w latach 1941-42 w organizację liczebną i wpływową. W okresie szczytowym skupiała ponad sto osób.
W lipcu 1941 roku kierownictwo grupy przyjęło do swego grona przybyłego transportem warszawskim prof. Romana Rybarskiego i przez niego nawiązało kontakt z kierowaną przez płk. Rawicza ogólnoobozową organizacją typu wojskowego. Na miejsce zmarłego na tyfus w lipcu 1941 r. Piotra Kownackiego w skład kierownictwa wszedł członek Zarządu Głównego SN Stefan Niebudek. Miejsce po przeniesionym do Birkenau Stanisławie Mirochnie zajął Jan Mosdorf.

KL Ptakowski.jpg
Na zdjęciu: Jerzy Ptakowski

W połowie roku 1942 grupa narodowa przeszła na system „trójkowy”. Ubyli z kierownictwa zmarli prof. Roman Rybarski i Józef Mirochna. Bolesław Swiderski zgłosił się na transport, gdyż działalność jego coraz bardziej rzucała się w oczy gestapo; wyjechał do Neugamme. Łączność z organizacją wojskową, kierowaną przez płk. pilota Juliusza Gilewicza, utrzymywał nadal Stefan Niebudek. Po rozstrzelaniu Nie-budka na bloku jedenastym „trójka górna" działała w składzie: Aleksander Górecki, Jan Mosdorf, Jerzy Ptakowski. W październiku 1943 roku na bloku egzekucyjnym zginął Mosdorf. Łączność z resztkami rozbitych grup konspiracyjnych i z uformowaną w połowie tego roku Radą Wojskową Obozu, na czele której stał Bernard Świerczyna, podtrzymywał z ramienia narodowców Aleksander Górecki, współpracując z Ptakowskim aż do czasu masowej ewakuacji obozu, która rozpoczęła się w październiku 1944 r.

Celem głównym zawiązanej przez narodowców organizacji było niesienie moralnej i rzeczowej pomocy współwięźniom. Po nawiązaniu łączności z ogólnoobozowym ruchem oporu do zadań tych przybyły inne, mianowicie zdobywanie i rozpowszechnianie informacji, podtrzymywanie kontaktów ze światem zewnętrznym, przygotowywanie do wystąpień samoobronnych i tym podobne.

Zadania opiekuńcze mogła organizacja wypełniać dzięki tym kolegom, którzy pracowali w mających pewne możliwości komandach, takich jak szpital, sekretariat obozowy, apteka, jarzyniarnia, paczkarnia czy magazyn odzieżowy. W dziedzinie pomocy żywnościowej działał zwłaszcza Świderski, mający kontakty z kuchnią. Pomagał też w tym zakresie kolegom Tadeusz Rosicki, „Stubendienst” na bloku 15. W szpitalu opiekowali się chorymi i dostarczali środków leczniczych dr Stefan Żabicki, Bolesław Świderski, Aleksander Górski oraz Jan Sikorski. W ratowaniu od niespodziewanych transportów pomagali zatrudnieni w „Schreibstube” Tadeusz Miciukiewicz, Tadeusz Sztaba i Michał Preisler. Kontakty ze światem zewnętrznym mieli Stanisław Siwiec z grupy ogrodników i Tadeusz Hrehorowicz, zatrudniony w grupie mierników. W dziedzinie zaopatrywania świeżo przybywających do obozu w odzież, bieliznę i obuwie najskuteczniej działał Stefan Niebudek, zatrudniony w „Bekleidungskammer”, współpracującej z „Effektenkammer”.

W trosce o bezpieczeństwo nie prowadzono żadnych spisów narodowców i przysiąg nie odbierano. Wystarczył fakt niekwestionowanej przynależności do Stronnictwa Narodowego. Łączność wewnętrzną utrzymywało kierownictwo poprzez osobiste spotkania. Nie wszyscy współpracownicy grupy narodowej zdawali sobie sprawę z istnienia powiązań konspiracyjnych. Sądzili, że pomoc zawdzięczają wyłącznie starym znajomościom i przyjaźniom. O składzie kierownictwa wiedzieli tylko nieliczni, o kontaktach z ogólnoobozowym ruchem oporu tylko członkowie górnej „szóstki", a w późniejszym okresie tylko „trójka”. Ta elastyczność form uchroniła organizację od wpadek.

Było ich sześćdziesięciu trzech

Przy braku spisów, dokumentów i ograniczeniach pamięci nie łatwo jest po trzydziestu kilku latach od zakończenia wojny wyliczyć nazwiska wszystkich działaczy narodowych, którzy przeszli przez bramy Oświęcimia. Byli wśród nich zarówno wybitni, jak i zwykli członkowie z całej Polski, ludzie różnych zawodów i różnego wieku. Mogę przypomnieć nazwiska tylko tych, którzy byli w moim zasięgu oddziaływania i z którymi spotykałem się najczęściej.

KL Świderski.jpg
Na zdjęciu: Bolesław Świderski

Są to Antoni Grembosz, dr Stanisław Nowogrodzki, Stanisław Siwiec, Tadeusz i Stefan Surzyccy, Bolesław Świderski i Marian Trecz, wszyscy z Krakowa. Dalej Józef i Stanisław Mirochnowie z Tarnowa, Piotr Kownacki z Wilna, Wilhelm Bartyzel i red. Edward Zajączek z Podhala, Stefan Niebudek, Leszek Przygodzki i Józefat Stysiński z Częstochowy, Marian Dembiński z Łodzi, Tadeusz Sztaba z Lublina, Stanisław Lipniacki z Garwolina, Jan Sikorski, Armstedt, i Bohdan Białkowski z Kielc, Czesław Dmowski z Siedlec, Stanisław Turkiewicz z Sochaczewa, Kakowski z Przasnysza, Edward Paczuski z bratankiem z Węgrowa, Leon Uchwat z Przemyśla, Michał Howorka i Michał Preisler z Poznańskiego, inż. Mieczysław Kozarski i dr Stefan Żabicki z Sosnowca. Pamiętam też wielu warszawiaków jak: Zbyszek Bielecki (brat prezesa SN dr Tadeusza Bieleckiego) ze swym stryjem, Wiktor Butler, mecenas Jerzy Czarkowski, senator książę Seweryn Czetwertyński wraz z bratem Włodzimierzem i bratankiem Jerzym, Ludomir Czapiński, Jan Dziżyński z bratem Tadeuszem, znany poeta Stefan Godlewski, Aleksander Górecki, Aleksander Heinrich, Tadeusz Hrehorowicz, por. Alojzy Kasprowicz, Jan Dariusz Mester, Antoni Malatyński, Tadeusz Miciukiewicz, Jan Mosdorf, Tadeusz Łukasiewicz, płk Ignacy Oziewicz, Jerzy Ptakowski, Tadeusz Rosicki, prof. Roman Rybarski, Ludwik Sawicki, Tadeusz Szwarc, prof. Witold Staniszkis, Józef Stemler, Władysław Szczęśniak, Władysław Sikorski, prof. Tadeusz Uhma z synem Wacławem, Witold Wasiutyński.
Spośród sześćdziesięciu trzech tu wymienionych zamordowano w obozach czterdziestu. Wojnę przeżyło dwudziestu trzech, żyje po dziś dzień już tylko dziesięciu. Z przedwojennego Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego zginęli w Oświęcimiu prof. R. Rybarski, prof. Witold Staniszkis i mec. Stefan Niebudek. Należy im się szersze wspomnienie.

Rybarski i Staniszkis

Rybarskiego i Staniszkisa aresztowało gestapo warszawskie w połowie kwietnia 1941 r. i osadziło na Pawiaku. Obaj profesorowie przybyli do Oświęcimia tym samym transportem, tj. 24 lipca 1941 r. Więźniowie tego transportu otrzymali numery od 18335 do 18684. Rybarski, numer obozowy 18599, był wówczas jeszcze w sile wieku, miał lat 54. Staniszkis przekroczył właśnie sześćdziesiątkę. Utrzymali się przy życiu w obozie oświęcimskim niespełna rok, mimo że dzięki staraniom zasiedziałych już w obozie kolegów mieli zapewnioną pomoc żywnościową i uzyskali przydział do stosunkowo lekkiej pracy w kartoflami. Komando to składało się w większości z inteligentów, ludzi w podeszłym wieku lub inwalidów. Zajmowało się obieraniem ziemniaków na potrzeby kuchni obozowej.

Profesora Staniszkisa, byłego rektora Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, pamiętałem sprzed wojny jako człowieka pełnego energii, temperamentu, raczej wybuchowego. Przyjechał do obozu już w marnym stanie zdrowia, osłabiony wiekiem i pobytem w więzieniu. Zamknięty w sobie, małomówny, starał się jak najoszczędniej gospodarować wyczerpującymi się siłami organizmu. Zmarł pod koniec roku 1941 na zapalenie opon mózgowych.

KL czetwerstynski.jpg
Na zdjęciu: książę Seweryn Czetwertyński

Profesor Roman Rybarski, znakomity ekonomista i specjalista z dziedziny prawa skarbowego, znosił obóz znakomicie. Cieszył się wśród więźniów wielką popularnością. Pod ściany kartoflami, gdzie pracował, ściągały gromadki jego znajomych, ludzi o różnych przekonaniach politycznych. Szukali w rozmowach z wybitnym politykiem pomocy w analizowaniu zawikłanej sytuacji światowej i snuli spekulacje na temat terminu zakończenia wojny. Profesor Rybarski nie wątpił, że wojna skończy się porażką Hitlera. Przepowiadał, że klęskę Niemiec spowoduje brak surowców. Wśród surowców, których, zdaniem Rybarskiego, miało Niemcom zabraknąć, była benzyna, której zapasy potrafił obliczać z dokładnością niemal do jednej beczki.

Rybarski zachorował na krwawą dyzenterię w święto Bożego Narodzenia 1941 roku. Zmarł 3 marca 1942 r. na bloku 20. W tym samym budynku na parterze mieścił się oddział dla zakaźnie chorych. Przebywałem na tym bloku jako rekonwalescent po szczęśliwie zwalczonym tyfusie plamistym. Znajomy sanitariusz wywołał mnie z sali szpitalnej na korytarz blokowy w chwili, gdy na blaszanych nosidłach dwóch „Lechen-tragerów” znosiło po schodach nagie, wychudzone zwłoki prof. Rybarskiego. Pożegnałem wzrokiem i cichą modlitwą starszego, zasłużonego kolegę organizacyjnego, który był dziekanem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego w roku 1938, kiedy zdobywałem na tej uczelni dyplom magisterski.

Stefan Niebudek

Śmierć Stefana Niebudka nie była spowodowana chorobą czy też załamaniem się sprawności fizycznej. Była konsekwencją z pierwszej poważnej wpadki wojskowej konspiracji obozowej, po której zamordowano ponad pięćdziesięciu wybitnych wojskowych i działaczy politycznych. Sekretarz Zarządu Głównego SN, Stefan Niebudek, zginął w dniu 26 stycznia 1943 roku zastrzelony przez Niemców, na bloku śmierci. Stefan Niebudek, dobrze mi znany z okresu wspólnej pracy w kwaterze głównej Stronnictwa Narodowego, przyjechał do Oświęcimia w kwietniu 1941 r. razem z profesorami Staniszkisem i Rybarskim i otrzymał numer 18531. W obozie odnalazł łatwo licznych przyjaciół, a także klientów swojej kancelarii adwokackiej. Dzięki pomocy koleżeńskiej i biegłej znajomości języka niemieckiego niemal wprost z bloku dla „Zugangów" dostał się do mającego duże możliwości komanda „Bekleidungskammer", obsadzonego przez stare numery. Pracował pod dachem, w magazynie przeznaczonym do przechowywania odzieży cywilnej odebranej więźniom w chwili przyjęcia do obozu.

Miał ułatwiony dostęp do takich drobiazgów, które w warunkach obozowych urastały do wartości skarbów, jak czysta choć znoszona bielizna, mydło, sznurowadła, sweter, skrawek świeżej gazety, a czasem nawet buty lub książka. Po wieczornym apelu obozowi nędzarze wyczekiwali na Niebudka i zwierzali się ze swoich braków i kłopotów. Poczciwy Stefan, narażając się na karę chłosty, bunkier, a nawet ryzykując życiem, pomagał potrzebującym. Potrafił też jako pierwszy w naszej grupie zapewnić sobie kontakt z cywilami i za pośrednictwem pracujących poza drutami więźniów otrzymywał od nich cenne informacje. Korespondował też drogą nielegalną z rodziną i pokazywał mi w obozie fotografię żony i synka, które otrzymał. Był na pewno myślami z nimi w ostatnich minutach swego życia.
Katastrofa, jaka spadła na więźniów zatrudnionych w „Bekleidungskammer", a której jedną z ofiar był Niebudek, odnotowana jest pod datą 6 stycznia 1943 r. w „Zeszytach Oświęcimskich”, w słowach następujących:

„Rano po apelu i komendzie „Arbeitskommando formieren" zatrzymano na placu apelowym Bekleidungskammer, Effektenkammer, Entwesungskammer i Erkennungsdienst. Do zatrzymanych podeszła grupa SS-manów, w której znajdowali się kierownik obozu SS-Haupsturmfiihrer Aumeier, kierownik oddziału politycznego SS-Untersturmführer Grabner, Rapportführer SS-Haupscharführer Palitsch i inni. SS-Unterscharführer Lachman z oddziału politycznego zwrócił się kilkakrotnie do zatrzymanych więźniów z zapytaniem „Wer ist Oberst?”. Po wystąpieniu z szeregu więźniów płk. Karola Kumunieckiego, nr 8361, zapytywano poszczególnych więźniów o wykształcenie i zawód. Następnie podzielono ich na trzy grupy. Pierwszą, składającą się z piętnastu więźniów, zaprowadził Palitsch do bloku jedenastego, lecz po chwili przyprowadził ich z powrotem. Następnie zabrał karabinek i udał się do bunkrów bloku 11. Wybranych piętnastu więźniów zaprowadził ponownie do bunkrów bloku 11 dopiero po opróżnieniu ich, tj. egzekucji, którą wykonał w międzyczasie. Grupę drugą, składającą się z Reichs- i Volksdeutschow, skierowano ponownie do pracy. Natomiast grupę trzecią, bardzo liczną, skierowano do komanda «Kiesgrube», tj. do ciężkiej pracy przy kopaniu żwiru”.

To samo źródło informuje dalej pod datą 25 stycznia 1943 roku, że: przeprowadzono w bunkrach bloku 11 selekcję, podczas której wybrano 51 podejrzanych o nielegalną działalność w obozie, skierowaną przeciwko SS, a także o przygotowywanie ucieczek. Wśród wybranych znajdowali się wyżsi wojskowi i inteligenci z obozu macierzystego i z podobozu w Monowicach. W tym samym dniu rozstrzelano ich na dziedzińcu bloku 11 pod ścianą śmierci".

W odsyłaczach źródło to wymienia kilkanaście osób spośród rozstrzelanych, m.in. płk. Karola Kumunieckiego, płk. Gett-Getyńskiego, płk. Jana Karcza, ppłk. Mieczysława Kolińskiego, rtm. Włodzimierza Kolińskiego i innych. Wśród ofiar czystki źródło reżimowe nie wymienia Stefana Niebudka. Nigdzie dotąd nie zostało też napisane, kto był sprawcą wpadki i jakie było jej podłoże.
Wpadka, jaka miała miejsce 6 stycznia 1943 roku, była następstwem obchodzonego dwa tygodnie wcześniej wieczoru wigilijnego. Pracujący w „Bekleidungskammer” i „Effektenkammer” więźniowie narodowości polskiej obchodzili po kryjomu, w nocy, Gwiazdkę w baraku „Effektenkammer”, który mieścił się na terenie obozu. Było tam dzielenie się opłatkiem i modlitwy, przemówienia i śpiew zbiorowy „Jeszcze Polska nie zginęła”. Doniósł o tym do obozowego gestapo jeden z Volksdeutschów zatrudnionych w „Effektenkammer”, niejaki Ernst Malorny, nr 6036820. W czasie wspomnianej w „Zeszytach Oświęcimskich” selekcji Palitsch podzielił zatrzymanych więźniów na cztery, a nie na trzy grupy. Do grupy czwartej należeli więźniowie „zatrzymani do specjalnego rozporządzenia Rapportfuhrera”. Stefan Niebudek został zaliczony do tej grupy. Grupa zatrzymanych do rozporządzenia nie chodziła do pracy, lecz trzymana była po apelu na bloku, w którym mieszkała. Tak przeszły bodaj dwie noce, zdawało się, że więźniowie ci ocaleją ...

Widywałem Stefana w tych krytycznych dniach. Od niego dowiedziałem się o nazwisku zdrajcy. Wiem również, że w czasie tej selekcji Niebudek podał zawód „student” zamiast adwokat i temu prawdopodobnie zawdzięczał, że nie został natychmiast skierowany na blok śmierci. Adwokaci i księża byli w tym czasie przez gestapowców najbardziej prześladowani.

W tej samej co Niebudek grupie szedł na śmierć inny działacz Stronnictwa Narodowego, mniej od Stefana znany ze swej działalności politycznej. Był to Tadeusz Łukasiewicz, student SGH (Szkoły Głównej Handlowej), kierownik organizacji SN w powiecie warszawskim. Przejął on w podziemiu odpowiedzialne i niebezpieczne stanowisko kierownika kolportażu „Walki” (naczelnego organu konspiracyjnego SN), po bohaterskiej śmierci Ryszarda Szczęsnego, zamordowanego przez gestapo, gdy bronił lokalu redakcyjnego. Łukasiewicza dosięgnął w obozie w Oświęcimiu wyrok śmierci wydany przez gestapo warszawskie, nie mający nic wspólnego ze sprawą „Bekleidungskammer”.

Jerzy Ptakowski, „Oświęcim bez cenzury i bez legend”, Myśl Polska”, Londyn 1985, ss. 75-83.
Fot. Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau