„Nowoczesny endek” w zgrzebnym łachu

ziem 3.jpg
Już ładnych parę lat temu felietonista Rafał Ziemkiewcz postanowił zostać endekiem, i to nie byle jakim – „nowoczesnym endekiem”. To nawiązanie do tytułu najważniejsze książki Romana Dmowskiego „Myśli nowoczesnego Polaka” jest uderzające i ma sugerować współczesnemu czytelnikowi, że oto w sto lat po ukazaniu się tego dzieła pojawił się następca Dmowskiego – „nowoczesny endek”, który na nowo odczyta wzywania czasu, w jakich żyje naród polski.

Już raz ze środowiska, z którym związany był (jest) Rafał Ziemkiewicz wyszedł jeden „nowy” Roman Dmowski – był nim Piotr Wierzbicki, pierwszy naczelnym „Gazety Polskiej”, wygryziony ze stanowiska przez Tomasza Sakiewicza za „zdradę”. Otóż tenże Piotr Wierzbicki napisał książkę „Myśli staroświeckiego Polaka”, będącą apoteozą Romana Dmowskiego. Wierzbicki miał racje rodzinne, żeby takie dzieło napisać – jego dziadek, to Andrzej Wierzbicki, wybitny ekonomista, działacz endecji.

Książka była napisana świetnie, co z tego, jeśli poglądy i działania samego Wierzbickiego w latach 90. wpisywały się w tradycję nie mającą nic wspólnego z myślą Narodowej Demokracji. Głównym daniem ideologicznym, jakim uraczono Polaków była „Lista agentów”. I tak już zostało – do „agentów bezpieki”, tewulców, dołączyli agenci Moskwy. Wierzbicki skończył jako muzyczny felietonista w „Gazecie Wyborczej”, z zakazem pisania o polityce. Trafił tam, gdzie powinien, bo przecież od początku było jasne, że „Gazeta Polska” to „prawicowy” dodatek „Gazety Wyborczej”, co przy każdej ważnej okazji widać jak na dłoni.
Jako się rzekło, Wierzbicki nowym Dmowskim nie został, ale jego książka prezentowała jednak jakiś poziom, podczas gdy czołowe dzieło Ziemkiewicza „Myśli nowoczesnego endeka” już nie. Po pierwsze dlatego, że jest on felietonistą o wiele gorszym niż Wierzbicki, za to mającego znacznie większe mniemanie o sobie niż poprzednik. „Twórczo” rozwija w tej książeczce takie odkrycia ideologiczne, jak Wałęsa to TW Bolek, zdrada Magdalenki, Putin i Rosja wrogiem ludzkości, Lech Kaczyński wielkim był, Tusk to demon itp. Co to ma wspólnego z myślą i tradycją Narodowej Demokracji, Bóg raczy wiedzieć. A jednak Ziemkiewicz uznał, że jest od tej pory „nowoczesnym endekiem”. Ba, uwierzyli w to nawet niektórzy, np. wydawcy wznowionej książki Mariusza Kułakowskiego (Józefa Zieliński) pt. „Roman
Dmowski w świetle listów i wspomnień”, prosząc „nowoczesnego endeka” o wstęp.

Jakie są te myśli „nowoczesnego endeka” możemy poznać czytając jego teksty na blogu Interii.pl pod wymownym tytułem, a jakże, „Myśli nowoczesnego endeka”. No to zacytujemy kilka złotych myśli z ostatnich tygodni. Felieton pt. – uwaga – „Wyrwać się z Kacapii”. Dla nieznających terminologii naszego „endeka” – Kacapia to Rosja. Wyrwać się chce oczywiście Ukraina, o której sądziłem, że jest państwem samodzielnym i nie będącym w granicach Rosji.
Opisując zajścia na Majdanie, oczywiście nie miał wątpliwości: „Trudno mi nie podejrzewać – a mówiąc szczerze, nie być pewnym – że nitki, animujące zarówno snajperów, jak i nieznanych z nazwiska prowodyrów, którzy wyrwali zniecierpliwiony i zdesperowany tłum spod władzy Kliczki, Jaceniuka i Tiahnybuka, zbiegają się gdzieś w jednym ręku, i że jest to ręka Władimira Putina. Przed laty, gdy Zachód przymykał oczy na jego zbrodnie w Czeczenii, i wcześniej, na wysadzanie w powietrze bloków mieszkalnych w Moskwie, które dało mu pretekst do rozprawy ze zbuntowanym Kaukazem, pułkownik Kukliński przestrzegał, że wolny świat hoduje sobie nowego Hitlera”.

Znamy już mniej więcej kulisy krwawego zamachu stanu w Kijowie, dlatego apodyktyczne i prostackie oceny „nowoczesnego endeka” brzmią teraz śmiesznie, ale trudno przypuszczać, żeby zmienił on swoje zdanie. Dlatego, że on wie, czym jest Rosja: „Rosja – czy to carska, czy komunistyczna, czy postczekistowsko-mafijna – rozumie bowiem tylko język siły, a każdego, kto nie mówi do niej tym językiem, uważa za frajera i słabeusza, któremu można "wrzucić jeża w gacie" (jak to ujął był towarzysz Chruszczow, gdy wysyłał na Kubę rakiety jądrowe w przekonaniu, że mięczak Kennedy nie odważy się tknąć spustu). Bieg wydarzeń na Ukrainie pasuje do modus operandi rosyjskich służb w każdym detalu i – przede wszystkim - do typowej dla Moskwy determinacji, by terytoria zależne utrzymać pod kontrolą za wszelką cenę. W każdy sposób ? zbrodnią, przemocą, pieniędzmi”.
Brrr… Brzmi to jak dobra banderowska propaganda z Majdanu. Ziemkiewicz kilka razy udawał, że jest wrogiem banderowców, domagał się rozliczenia zbrodni UPA i znów wielu mu uwierzyło. Ja nie, zawsze uważałem, że brzmi tam fałszywa nuta. No i przy pierwszej okazji, kiedy można powiedzieć, sprawdzam pana karty, panie „endek”, wyszło szydło z wora. Ziemkiewicz nie widzi na Majdanie banderowców i płatnych pachołków żydowskich oligarchów w rodzaju Kołomojskiego.

Widzi zaś to: „Kilkuset zamordowanych ludzi (sic!), których winą jest to, że mieli już dość życia w nędzy i Kacapii [dodam od siebie, że w ramach tej „ucieczki z Kacapii” kilka milionów Ukraińców pracuje w Rosji – JE], to nie jest dla Kremla zauważalna cena za jej mocarstwowość”. Bzdurność i prymitywizm tego twierdzenia jest powalająca, ale czemuż się dziwić. Każe dziecko wiedziało, że w czasie trwania Olimpiady w Soczi strzelanina w Kijowie, to było ostatnie życzenie, jakie mógł mieć Putin. Ale ktoś bardzo chciał, żeby rozstrzygnięcie tej brudnej gry o władzę i wpływy nastąpiło właśnie wtedy, w czasie trwania Olimpiady, kiedy Rosja miała związane ręce.

Nie wymagajmy jednak od naszego „endeka” jakiejś pogłębionej analizy sytuacji, bowiem on ma na jej wyjaśnienie prosty schemat rodem z lat 50. XX wieku, a także z lat 50. XIX wieku: „Rosyjski imperializm nie zmienia się w swym charakterze i metodach. Zmienia się natomiast jego skuteczność. Odziedziczone po carach sposoby w dzisiejszym masowym świecie nie przynoszą dawnych sukcesów. Kreml potrafi kreować w atakowanych krajach prezydentów i likwidować prezydentów stawiających mu opór, ale cała – wzięta jeszcze od Sun Cy, a podniesiona do maestrii przez Ochranę, NKWD i KGB – sztuka manipulacji i zbrodni podporządkowujących Rosji państwowe elity państw-ofiar, bądź przynajmniej je dekonstruujących, nie jest w stanie zmienić tego, co stało się w Polsce, w krajach bałtyckich i na Bałkanach, co teraz dzieje się na Ukrainie, i co po jej odpadnięciu od gnijącego cielska imperium Iwana Groźnego powtórzy się w kolejnych podbitych krajach...”
I na koniec finezyjne: „Ale nawet zatruci sączonym przez pająka jadem będą wciąż, pokolenie po pokoleniu, odmawiać życia w Kacapii i szukać sposobu, by się z niej wyrwać. Ukraińcy na Majdanie giną właśnie za to. Nie za politycznych liderów, nie za Banderę ani Europę, ale który jakiekolwiek hasła akurat podchwycił – za to, żeby nie żyć w Kacapii i nie skazywać na życie w niej swoich dzieci. Jak dziewiętnastowieczni Polacy, idący co pokolenie „w bój bez broni”.

Ten ostatni fragment pozwala nam zweryfikować deklaracje Ziemkiewicza, że jest wrogiem „patriotyzmu wariackiego”, całej naszej romantycznej literatury, Mickiewicza czy Mochnackiego, tych wszystkich XIX-wiecznych szaleństw i zaklinania rzeczywistości. A czymże jest to co wypisuje, jak nie klasycznym, czystej wody politycznym wariactwem na pograniczu obłędu intelektualnego, jeśli nie wprost obłędem? Co to ma wspólnego z Romanem Dmowskim i endecją, z jej wielką, realistyczna myślą polityczną i dorobkiem kilku pokoleń wybitnych myślicieli i polityków?
Rusofobia Ziemkiewicza jest, że się tak wyrażę, totalna. Niektórzy rusofobi, chcąc usprawiedliwić swoją postawę – mówią: my tylko nie lubimy państwa rosyjskiego, ale Rosjan lubimy. Nasz „nowoczesny endek” nie ukrywa, że nie lubi (nienawidzi) także narodu rosyjskiego: „Dla Rosjan – mówię teraz nie tylko o rządzących czekistach, mówię o mentalności tego nieszczęsnego narodu – opowieści o woli ludu to tylko kapitalistyczna propaganda, której nie dadzą się zwieść. Oni dobrze wiedzą, że „Solidarność” od początku do końca stworzona została przez CIA, sfinansowana za amerykańskie dolary, i dyrygowano nią z Pentagonu. I dokładnie tak samo wiedzą, że teraz z Warszawy, za kolejne amerykańskie dolary, zorganizowano faszystowski Majdan, wyszkolono, uzbrojono i rzucono do akcji banderowców” (cytat z tekstu „Żyć ze schizofrenicznym niedźwiedziem”).
„Nieszczęsny naród” – bo nie buntuje się przeciwko „Putlerowi”. Przy okazji rzuca się w oczy wiara Ziemkiewicza w to, że w Kijowie mieliśmy jakieś spontaniczne wystąpienie narodu chcącego „wyrwać się z Kacapii”, nie było banderowców, działań zachodniej agentury, jawnej ingerencji państw trzecich, czy pociągania za sznurki przez oligarchów. A może nie wypada o tym pisać? A może on to wie, ale pisać tak musi jako członek neokonserwatywnej sekty?

Nie będę cytował innych wypowiedzi autora na ten temat, bo wszystkie są w tej samej tonacji. Wspomnę tylko o tekście w tygodniku „Do Rzeczy” pt. „Polsko-rosyjski kompleks” (nr 15/2014), w którym przekonuje nas, że „Polska budzi w Rosjanach szczególną wściekłość”, bo „jesteśmy małym narodem, który aż trzy razy pokonał i upokorzył wielką Rosję”. Obawiam się, że jest odwrotnie – to Ziemkiewicz i jemu podobni są wściekli na Rosję, że wygrała z nami walkę o hegemonię na wschodzie Europy, zabrała nam państwo i stłumiła wszystkie powstania. Histeryczne powracanie do roku 1612, kiedy to polska załoga (raczej litewska) była na Kremlu jest wyrazem nieprzezwyciężonego kompleksu polskiego, jest wyrazem bezsilnej nienawiści czerpiącej swoje soki w odległej przeszłości. Przy okazji tacy jak Ziemkiewicz uważają, że wszyscy na świecie nie podzielający tego szaleństwa, to naiwniacy i „pożyteczni idioci Kremla” – wszyscy to durnie – Francuzi, Niemcy i Amerykanie Obamy. Tylko my „znamy się na Rosji”, no i może jeszcze stary podżegacz wojenny John McCain.

Przypadłość tą opisał już 100 lat temu Roman Dmowski, uznając taką kategorię „zbuntowanych niewolników” za groźną dla Ojczyzny, oskarżając ich o to, że „bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę”, że w swoim zaślepieniu gotowi są walczyć z Rosją, nawet gdyby jej klęska miała zniszczyć i Polskę. A o takim pojmowania patriotyzmu, jaki prezentuje Ziemkiewicz pisał tak w 1914 roku: „Otóż taki patriotyzm, który myśli przede wszystkim o zemście na wrogu, nie zaś o pożytku własnego narodu, jest niesłychanie groźnym niebezpieczeństwem, bo stanowi prostą drogę do narodowego samobójstwa. Kierowana nim polityka przestaje być polityką polską: rozgląda się ona tylko za wrogami swoich wrogów, ażeby się im wysługiwać, kosztem własnej ojczyzny oddać się im za narzędzie...”. Nic dodać, nic ująć.

Ziemkiewicz jest sfrustrowany, bo nagle znalazł się w tym samym gronie co Adam Michnik, Aleksander Smolar, Kazimierz Wóycicki, Tomasz Lis, Aleksander Kwaśniewski, Jacek Saryusz-Wolski, Włodzimierz Cimoszewicz, Ryszard Kalisz, Rafał Grupiński i cały tabun lokatorów lewackiego Salonu Warszawskiego i Krakowskiego. To, jak się okazuje, naturalne miejsce jego środowiska, udającego od lat, że jest inaczej. Miałbym tylko jeden postulat – grając fałszywymi kartami, niech pan Ziemkiewicz nie podszywa się pod Narodową Demokrację i Romana Dmowskiego. Ordynarny język połączony z parodią myśli politycznej jako takiej – nie upoważnia do używania szyldu kojarzącego się z rozumem i prawdziwą troską o losy narodu i państwa. Ma pan lepsze wzorce – XIX-wiecznych wariatów i szaleńców. Odczep się pan od Dmowskiego i endecji.
Jan Engelgard