Ten zły 2014

5440-ukraine-terror.jpg

Nie ma co ukrywać – rok 2014 do dobrych nie należał. Nigdy jeszcze od chwili zakończenia zimnej wojny i rozpadu ZSRR napięcie w Europie i na świecie nie osiągnęło takiego poziomu. Polska, niestety, znajduje się na pierwszej linii tego nowego frontu konfrontacji między Zachodem a Rosją. W dużej mierze taką pozycję zajęła dzięki swojej polityce zagranicznej, jednostronnej, konfrontacyjnej i uległej wobec możnych zachodnich protektorów.

Głównym zadaniem każdego polityka, który ma na względzie dobro swojego państwa i narodu powinno być zapewnienie mu bezpieczeństwa i stabilizacji. U nas wszakże od 1990 obowiązującą filozofią establishmentu jest kontynuacja zimnej wojny, tym razem po drugiej stronie barykady. Kiedyś wrogiem był „amerykański imperializm” – teraz jest nim „imperializm rosyjski”.

Od ponad 20 lat uprawia się w Polsce propagandę mającą na celu demonizację Rosji, wzniecanie poczucia zagrożenia wojennego, sakralizowanie państwa upadłego i opanowanego przez skrajny szowinizm, jakim jest Ukraina. Medialna urawniłowka i psychologiczny szantaż sprawia, że w Polsce w praktyce nie ma znaczącego polityka, który zakwestionował by dogmaty obecnej polityki wschodniej. Jesteśmy wyjątkiem w tej części Europy, państwem pozbawionym elit politycznych myślących kategoriami interesu narodowego.

Położenie geopolityczne Polski wskazywałoby na konieczność unikania polityki konfrontacyjnej, na budowanie mostów a nie murów, na poszerzanie obszarów współpracy i zaufania. Wbrew lansowanej fałszywej ocenie sytuacji geostrategicznej Polski – nasz kraj nie był zagrożony. Jednak agresywna i nieopowiedziana polityka Zachodu taką sytuację stwarza. Widzą to jak na dłoni politycy z Węgier, Czech i Słowacji, nie widzi tego, albo nie chce widzieć, nikt w Warszawie. I to jest najbardziej bolesna konstatacja w tych rozważaniach na koniec 2014 i początek 2015 roku.

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 1-2 (4-11 stycznia 2015)