Polska potrzebuje liderów-patriotów – rozmowa ze Stanisławem Tymińskim

stan 1.jpg
„Polska może wyjść z kryzysu tylko przez eksport. Dlatego uważam za karygodne, że przez 25 lat odcinaliśmy się od Rosji, ogromnego rynku zbytu. Nad naszymi głowami wszyscy robią z Rosją interesy: Niemcy, Wielka Brytania, wreszcie Francja, która zbudowała dwie wielkie korwety dla Rosji. A my z cała premedytacją rezygnujemy z wielkich zysków” – powiedział w wywiadzie dla MP Stanisław Tymiński.

Swego czasu odegrał Pan dużą rolę polityczną w Polsce. Mam na myśli Pańskie kandydowaniu na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej w 1990 r. Od tego czasu minęło bez mała ćwierć wieku. Jakie wnioski wyciągnął Pan z tej wyjątkowej przygody politycznej. Używam słowa „wyjątkowej”, bowiem pokonał Pan w pierwszej turze kandydata establishmentu – Tadeusza Mazowieckiego. Wyniki miał Pan wcale zadowalające, bo 3,8 mln głosów (23,10 proc.). Mimo wściekłej i oszczerczej nagonki Pański wynik w II turze był bez mała taki sam, bo 3,7 mln (25,75 proc.). Gdyby kampania przebiegała uczciwie mógłby Pan pokonać Lecha Wałęsę?
- Zacznę od dysproporcji finansowej. Ja miałem na kampanię 350 tys. USD, przy faktycznej blokadzie moich środków finansowych przez bank w Polsce. Po przegranej Mazowieckiego establishment oraz Stany Zjednoczone postawiły na Wałęsę. Świadczy o tym wizyta po przegranej Mazowieckiego – sekretarza obrony USA Dicka Cheneya. Ponieważ odmówiłem spotkania z Cheneyem, a więc zawarcia z nim układu politycznego, uruchomiono na mnie nagonkę zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Dziś już wiemy, że kampania Wałęsy kosztowała ponad dziesięć milionów dolarów. Ciekawe kto mu dał na kampanię wyborczą tyle pieniędzy. Na koniec liczenie głosów przy urnach wyborczych nie było dopilnowane. Poza tym nie było jeszcze wielu efektów „szokowej terapii” Balcerowicza. Gdyby wybory odbyły się dwa lata później, kiedy Polacy zaczęli odczuwać skutki polityki Balcerowicza, m.in. w postaci szalonego bezrobocia, moje szanse wzrosłyby niepomiernie. Wtedy funkcjonowała jeszcze w Polsce legenda „Solidarności” oraz mit dobrotliwego Zachodu. Ja tymczasem ostrzegałem przed drenażem gospodarczym i finansowym, jaki czeka nasz kraj. Wówczas jeszcze w to nie bardzo wierzono.

W czasie kampanii demonstrował Pan słynną „czarną teczkę”, w której podobno znajdowały się materiały kompromitujące Wałęsę. Proszę powiedzieć czy miał Pan takie dokumenty czy nie?
- Zapewniam, nie stosowałem żadnego bluffu. Zapowiedziałem, że materiały obciążające Wałęsę pokażę w czasie debaty kandydatów w telewizji. Ale do tej debaty nie doszło. W rezultacie nie miałem okazji zaprezentowania dowodów współpracy Wałęsy z SB.

Od dłuższego czasu przebywa Pan na emigracji w Kanadzie, choć Pański życiorys obfituje w dłuższe pobyty w innych krajach, np. w Peru. Jak scharakteryzowałby Pan postawy polityczne zamieszkałych tam Polaków. Czy mają oni dobrą orientację co do wydarzeń w Polsce i w ogóle sytuacji naszego kraju?
- W Kanadzie istnieje sporo mediów polskich, m.in. patriotyczny tygodnik „Goniec”, który prowadzi Pan Andrzej Kumor z Krakowa. Dysponuje on tekstami wielu wybitnych publicystów z Polski, niejednokrotnie cenzurowanymi w kraju. W związku z tym jesteśmy bardzo dobrze obeznani ze sprawami polskimi. Przez internet mamy pełny dostęp do prasy krajowej. Być może jesteśmy lepiej poinformowani niż Polacy mieszkający w kraju. Szczególnie, jeśli chodzi o geopolitykę, która ma zdecydowany wpływ na rząd w Polsce.

W Ameryce Północnej, bo zarówno w USA jak i Kanadzie, mamy do czynienia z nieustającą falą antypolonizmu. Czy organizacje polonijne w obu krajach są w stanie się temu przeciwstawić? Czy placówki dyplomatyczne RP angażują się w prostowanie opinii o naszym kraju i naszym narodzie?
- Najpierw skonstatujmy, że placówki dyplomatyczne nie są obsadzane przez Polaków, ale głównie przez ludzi pochodzenia żydowskiego. To norma ustalona przez nieżyjącego już Bronisława Geremka, kontynuowana przez jego następców, w tym Radosława Sikorskiego. Co więcej, gdy fundusze dla Polonii zostały przekazane z Komisji Senatu do MSZ, wiele antypolskich mediów, mieniących się polonijnymi dostaje dotacje, podczas gdy media patriotyczne są ich pozbawione. Ponadto placówki dyplomatyczne RP bardziej promują kulturę żydowską, a nie polską. Swego czasu spotkałem się z ambasadorem Polski w Toronto, człowiekiem pochodzenia żydowskiego, który wolał rozmawiać z moją żoną, która jest Chinką, bo to cudzoziemka. Odczytałem to jako lekceważenie Polaka.

A jakie wpływy mają wśród Polonii siły, które sprawują władzę w Polsce. Za życia Edwarda Moskala zaistniały próby rozbicia Kongresu Polonii Amerykańskiej, ale Moskal na to nie pozwolił. Brakuje go jednak od wielu lat. Jak ta sytuacja wygląda dzisiaj?
- Niestety te wpływy istnieją, głównie – o czym już wspominałem – poprzez finansowanie antypolskich publikatorów...

Tak, o tym już mówiliśmy, ale chodzi o co innego. Czy istnieją próby, i na ile skuteczne, przejęcia organizacji polonijnych poprzez podstawionych i przekupionych ludzi?
- Oczywiście. Z tym, że należy rozróżnić sytuację w Kanadzie i w USA. Kongres Polonii Kanadyjskiej stanowi luźne zrzeszenie kół polonijnych, które mają samodzielność, toteż trudniej je spenetrować ze względu na rozproszenie. Ludzie, którzy weszli do Kongresu Polonii Kanadyjskiej ogromnie zadłużyli KPK, w związku z czym Kongres jako taki stracił znaczenie, ale indywidualne koła utrzymały się. Inaczej sprawa przedstawia się w Stanach Zjednoczonych. Tam polonijne instytucje finansowe oraz skupiska Polaków w wielu przypadkach zostały przejęte przez ludzi niemających wiele wspólnego z polskością. O tym częściowym powodzeniu zadecydowało kilka czynników: większa agresywność sił kosmopolitycznych, skupienie się na tej wówczas najbardziej wpływowej organizacji polonijnej oraz bierność wielu Polaków, którzy nie zareagowali zdecydowanie i na czas. Wreszcie, co słyszałem od moich kolegów z USA, istnieje pytanie czy KPA w obecnym składzie rzeczywiście reprezentuje interesy Polaków. Przypomnę tu, że jeszcze za życia Moskala, w 1990 roku, pod wpływem Nowaka-Jeziorańskiego KPA dał Michnikowi milion dolarów na wyposażenie drukarni.

Przejdźmy do spraw polskich. Przez 10 dni obecnego Pańskiego pobytu dokonywał Pan swoistego rekonesansu. Zapytam najpierw o pierwsze wrażenia na temat sytuacji w Polsce i Polski, bowiem nadal działa Pan politycznie, choć już nie w kraju.
- Nie jestem już tak aktywny politycznie, jak poprzednio. Po wyborach prezydenckich w Polsce w 2005 r., w których uzyskałem znikomy wynik, bo 1,6 proc., wróciłem do Kanady, aby zająć się moją już liczną rodziną i moją firmą. Toteż moja działalność polityczna została zredukowana do pozycji skromnego felietonisty. Ponieważ w Polsce istnieje na mnie faktyczny zapis cenzuralny, publikuję swoje teksty na licznych patriotycznych portalach w Kanadzie, Szwecji, Stanach Zjednoczonych i patriotycznej prasie polonijnej. Daje mi to dużą satysfakcję. Tym razem rozpoznanie sytuacji polskiej czynię niejako przy okazji, gdyż przyjechałem tu głównie po to, aby dokonać odznaczenia medalem „Patriota” 23 ludzi, których uważam za zasłużonych dla Polski, a stanowiących prawdziwą polską elitę, choć w kraju niedocenioną. Order ten będzie wręczany co rok w Narodowe Święto Niepodległości., tzn. 11 Listopada. Order ten funduje grupa Polaków, głównie z zagranicy.
Oczywiście nie straciłem zainteresowania tym, co się dzieje w Polsce. Inaczej nie mógłbym pisać rzeczowych felietonów. Najogólniej rzecz ujmując, ciężka sytuacja Polski bierze się stąd, że nie mamy rządu narodowego, sprawującego władzę zgodnie z polską racją stanu. Dodam jeszcze, że interesy polskie w gruncie rzeczy nie są reprezentowane zagranicą, gdyż – o czym mówiłem – placówkami dyplomatycznymi kierują głównie ludzie niemający nic wspólnego z interesami polskimi. Toteż nic dziwnego, że w wielu krajach jesteśmy uważani za śmieszny kraj, a Polacy tam mieszkający za niepoważny naród. Jako businessman dodam, że placówki RP nie są zainteresowane intensywnym szukaniem kontraktów eksportowych. Wręcz przeciwnie. To powoduje wielką nieufność Polonii do wspomagania kraju, ułatwiania kontaktów gospodarczych, których zresztą polskie placówki właściwie nie szukają.

Czy w takim razie ma Pan pomysł na to, żeby Polska wydźwignęła się na prawdziwą niepodległość, żeby odzyskała choćby część utraconego majątku narodowego? Są tacy, którzy twierdzą, że Polski już nie ma.
- Wie pan, urodziłem się w latach głębokiego stalinizmu. Pamiętam doskonale mojego ojca zza więziennych krat. Został skazany, gdyż ośmielił się powiedzieć publicznie coś złego o Stalinie. Wtedy wydawało się, że wszystko stracone, że już nigdy nie podźwigniemy się, mieliśmy głębokie poczucie klęski. A przecież Polskę odbudowaliśmy z potwornych zniszczeń, terror stalinowski minął. Otóż Polska istnieje - w naszej kulturze, naszych rodzinach, naszych sercach i dzięki temu przetrwa. Polskę i Jej niepodległość odbudujemy. Polska nadal istnieje, tyle że trochę przykryta kurzem i opresją kosmopolitów. Zawsze można kraj odbudować od początku, czasem trzeba stary dom zburzyć, bo jest zmurszały, nie nadaje się do użytku ani do naprawy, lepiej wtedy zbudować nowy. Nowy dom daje nową nadzieję i skłania do dużej pracy. Mimo chmur nad Polską jestem optymistą.
Pan zapytuje o wyjście z sytuacji. Widzę dwa. Jedno, niedopuszczalne, to rewolucja. Niedopuszczalne, ponieważ rewolucja zawsze więcej niszczy niż buduje, nie mówiąc już o tym, że „pożera własne dzieci”. Zawsze tuż po rewolucji sytuacja jest gorsza niż przed jej wybuchem. Polacy są wprawdzie zawiedzeni skutkami zmiany ustroju i złodziejską prywatyzacją, ale po ewentualnej rewolucji mogliby na przykład ginąć z głodu. Nie byłoby przez pewien czas wypłat pensji, emerytur itp. Na rewolucję nas po prostu nie stać. Widzę jednak drugie wyjście. Polega ono na znalezieniu kandydata na prezydenta, który nie tylko pełniłby przypisane mu konstytucją obowiązki, lecz także występowałby w roli mediatora i reprezentanta polskiej racji stanu. Dysponuje on przecież kancelarią i odpowiednim budżetem. Dzięki temu mógłby zatrudnić prawników i ekonomistów, którzy przygotowaliby pakiet ustaw zmieniający stan rzeczy na lepszy. Sejm, co prawda, mógłby takie ustawy odrzucać, bądź blokować, ale pozostaje wówczas prezydentowi odwołanie się do narodu. Pod jednym warunkiem: to musi być rzeczywisty lider, przywódca, którego większość narodu by usłuchała. W takiej sytuacji Sejm nawet najbardziej skorumpowany, nawet w większości kosmopolityczny, musiałby ustąpić, choćby we własnym interesie. Gdyby na początek umożliwić ludziom robienie interesów i skuteczne zapobiec grabieży wszelkiego rodzaju, już stanowiłoby to poważne osiągnięcie. Nawet te najprostsze rozwiązania poprawiłyby sytuację w Polsce. Polacy powinni wylansować takiego kandydata i go poprzeć, nie tylko kartką wyborczą lecz także swoimi datkami, choćby wdowim groszem. Bo bez pieniędzy nie ma polityki. W konsekwencji tak obrany prezydent mógłby doprowadzić do zmiany konstytucji, likwidacji niepotrzebnych lub zgoła szkodliwych praw, uproszczenia obowiązujących dziś uciążliwych procedur. Mógłby motywować drobnych przedsiębiorców, którzy obecnie zatrudniają najwięcej ludzi w Polsce.
Obserwuję z ogromną uwagą i podziwem działania premiera Viktora Orbana na Węgrzech. Wprowadza zmiany ustawowe korzystne dla swojego kraju, mimo protestów UE opodatkował banki zagraniczne, teraz planuje, by 60 proc. banków przeszło w ręce węgierskie, przywrócił właściwą rolę banku centralnego. Przy tym wszystkim cieszy się poparciem ogromnej większości swoich rodaków. W Polsce nie mieliśmy ani takiego premiera, ani prezydenta.

Przejdźmy do polityki zagranicznej. Rządzący Polską, ale i większość opozycji, popierają rewoltę banderowską na Ukrainie oraz wyłonione w drodze przewrotu władze. Jednocześnie siły, które przejęły władzę w tamtym kraju, nawiązują wprost do tradycji OUN-UPA i są jawnie, bądź w sposób ukryty antypolskie. Jak skomentowałby Pan to ślepe zaangażowanie w bandero-Ukrainę?
- Zacznę od tego, że kraj tak słaby jak Polska (a w większości dziedzin znajdujemy się na szarym końcu Europy, bądź nawet świata) nie ma moralnego prawa udzielać wskazówki lub pouczać kogokolwiek. Zbyt dużo mamy do uporządkowania własnego podwórka. Po drugie – na Ukrainie występuje konflikt wewnętrzny, który powinni rozstrzygnąć sami Ukraińcy bez żadnej „bratniej pomocy”. Po trzecie – na Ukrainie żyje wiele narodowości, dlatego rozwiązanie konfliktu może – i już jest – bardzo bolesne. Po czwarte – wisi nad nami nie potępiona ani przez władze Ukrainy, ani (o, zgrozo!) władze polskie kwestia ludobójstwa dokonanego na Polakach przez OUN-UPA. Powtórzę, nie dawajmy dobrych rad żadnemu innemu państwu, ani nie wtrącajmy się w ich sprawy wewnętrzne. Jeśli będziemy dobrze rozwiązywać własne problemy inni będą z nas brać przykład bez namawiania.

Od wielu lat, a z ogromnym nasileniem po rewolcie banderowskiej, rządzący nami prowadzą wręcz nieprzytomnie antyrosyjską politykę, włącznie z oszczerstwami pod adresem Federacji Rosyjskiej i jej prezydenta. Co gorsza, tracimy na tym ekonomicznie, a zyskuje Zachód, który wprawdzie niejednorodnie, ale dystansuje się od takiej polityki. Państwa Zachodu, a szczególnie Niemcy, robią znakomite interesy z Rosją. Tymczasem ułożenie dobrych stosunków z Rosją przyniosłoby nam wiele korzyści, szczególnie że Rosja czyniła wiele gestów pod naszym adresem. Jednak za każdym razem ta wyciągnięta ręka była odtrącana.
- Od czasu, gdy ukazałem się na polskiej scenie politycznej, a więc ćwierć wieku temu, nie zmieniłem swojego poglądu na ten temat. Polska może wyjść z kryzysu tylko przez eksport. Dlatego uważam za karygodne, że przez 25 lat odcinaliśmy się od Rosji, ogromnego rynku zbytu. Nad naszymi głowami wszyscy robią z Rosją interesy: Niemcy, Wielka Brytania, wreszcie Francja, która zbudowała dwie wielkie korwety dla Rosji. A my z cała premedytacją rezygnujemy z wielkich zysków. Od wielu lat mieszkam w Kanadzie i gdyby Kanada tak obszczekiwała Stany Zjednoczone, jak Polska Rosję, to Kanadyjczycy staliby się bardzo biedni. Biedni jak Polacy. Od czasu do czasu rozmawiam z dyplomatami rosyjskimi, którzy mi mówią: „Polacy nas nie lubią”. Z kolei ja im tłumaczę, że to nie Polacy, to rząd, który nie jest polski. Na to oni odpowiadają: „Jak będziecie mieli inny rząd, to będziemy z wami współpracować, jak ze Słowianami”. Proszę sobie przypomnieć, co wyczynia TV Biełsat, posiadająca wielki budżet. Judzi na rząd białoruski i Łukaszenkę, a przecież kraj ten de facto stanowi część Rosji. Nawet język rosyjski jest tam, obok białoruskiego, językiem państwowym. Wielu Rosjan pracuje w administracji białoruskiej. Z pewnych względów Rosji wygodniej jest mieć mały kraj na obrzeżach, ale tak naprawdę kraj ten stanowi część Rosji. To jest ich przyczółek. Najważniejszą kwestię w tej sprawie stanowi polityka Stanów Zjednoczonych, które dążą do otoczenia Rosji krajami wrogimi, a nawet rozbicia Federacji. Przecież to co zdarzyło się na Ukrainie jest najlepszym dowodem takiej właśnie polityki USA. Myśmy jednak nie powinni się w to wtrącać. To nie nasza sprawa, nie nasz interes. Przecież to nienormalne, że rządy wybrane przez nas nie działają w polskim interesie. A przecież taka polityka zagraniczna nie przynosi nam ani krzty szacunku na Zachodzie. Nic dziwnego, kraj pozbawiony liderów kierujących się polskim patriotyzmem jest niczym.

Czy doczekamy się tego, by Polska była rządzona przez Polaków?
- Mam nadzieję doczekać się takiego stanu rzeczy jeszcze za mojego życia. Żeby nasze Państwo stało się dla Polaków matką, a nie okrutną macochą.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Zbigniew Lipiński
Myśl Polska, nr 51-52 (21-28.12.2014)