Dla kogo pracuje Suworow?

suvorow_slider-600x205.jpg
Do Polski zawitał ponownie były szpieg sowiecki Wiktor Suworow. Rusofobi doznali ekstazy. Przyjechał ich idol i oświadczył, że Putin to wariat, który upadnie za rok a Rosja umiera i być może rozpadnie się na części. Przy okazji dostało się obowiązkowo igrzyskom w Soczi, a i wizja krwiożerczych Chińczyków dokonujących aneksji Syberii także została przypomniana.

Pięknie. Co prawda to wszystko kłamstwa, bo Rosja nie umiera, tylko wreszcie osiągnęła niewielki, ale przyrost ludności, żeby ograniczyć się do kwestii demograficznych, a chińskie zagrożenie dla Syberii to mit, który jak zauważył prof. Wielomski, funkcjonuje właściwie tylko w Polsce. Co prawda sam Suworow mówił to wszystko już wielokrotnie i do znudzenia, i ten rok pozostały Putinowi przedłuża się i przedłuża, ale co tam. To tak jak z wypowiedzią Jana Parysa, zdaje się z 2005 r., który już przepowiadał agresję sowiecką w związku z przejęciem kontroli nieba nad krajami bałtyckimi przez polskie lotnictwo w ramach NATO. Agresji co prawda nie było, ale przecież mogła być, nieprawdaż? Dziś w końcu niemal codziennie karmi się nas Putinem w Warszawie i atakiem pasem białoruskim. Pogadać sobie można, a jak się podobne brednie opowie w Polsce to jeszcze kwiaty dadzą i ze łzami w oczach zaśpiewają „sto lat”. Taka gmina.

Pozostaje jednak pytanie - po co przyjeżdżać do rusofobów i utwierdzać ich w ich rusofobii? Tylko żeby zgarnąć kasę za spotkania? Przecież ci co przychodzą na te spotkania już większymi rusofobami nie będą, więc o co chodzi? Prezes Ochódzki tłumaczył swemu przyjacielowi Hochwanderowi, że co prawda nikt nie wie, po co jest ten miś, ale odpowiada on żywotnym interesom narodu. Otóż Suworow i jego kolejny przyjazd do Polski odpowiada żywotnym interesom tych, którzy faktycznie za Suworowem stoją, którym on zapewne z przekonania służy. Pozostają jednak ważne pytania.

Pomijam już, że człowiekowi rozumującemu normalnie trudno uznać za sympatyczną postać człowieka, który, jak by nie było, zdradził własny kraj. W większości państw jest to norma. Zdradzający swój kraj agent może nam się przydać, czasem bardzo, ale o fetowaniu go nie ma mowy. Skoro raz zdradził. USA jednak i wataha ich wielbicieli uczynili wyłom w tej naturalnej zasadzie traktowania zdradzających agentów i wymyślili ich fetowanie, oczywiście dla celów politycznych. A nikogo łatwiej tak nie można urabiać przy użyciu tych co to bohatersko zdradzili imperium zła (Suworow, Kukliński), jak rozpieranych przez głębokie uczucie nienawiści do Rosji polskich romantyków, prometeistów, federacjonistów, ukrainofili i innych, innymi słowy, rusofobów. Zaślepieni i utwierdzeni w swych poglądach wysłuchaniem od Suworowa słów, na które czekali, z jeszcze większym entuzjazmem ruszą do walki o plan sześcio…, co ja gadam, do walki z Rosją, naturalnie. Zamiast żyć jedynie uczuciem powinni byli sobie jednak postawić pytania i spróbować znaleźć na nie odpowiedzi.

O co właściwie walczy Wiktor Suworow? Czy kocha on Rosję, jako swoją ojczyznę i czy za miłość można uznać jego totalną, wieloletnią krytykę wszystkiego co się w Rosji dzieje? Skoro wszystko w Rosji jest złe, zapytajmy, jakiej Rosji chce Suworow? Tego się jednak nie dowiemy, gdyż idzie on po najmniejszej linii oporu, wyłącznie negując, wyłącznie krytykując. Jaki jest jego program pozytywny dla Rosji? Czy to może władza Chodorkowskich i Kasparowów-Weinsteinów? Czy Rosja podzielona faktycznie między amerykańskie i inne koncerny, to spełnienie marzeń Suworowa? A może rzeczywiście marzy on również o podziale politycznym?

Czy to wszystko jest jego program? Wolne żarty! Program zniszczenia silnej władzy w Rosji, dokonania jej podziału i zawładnięcia jej bogactwami naturalnymi nie Suworow wymyślił. Taki był w istocie pomysł na rewolucję 1917, potem zakusy komiwojażera w 1930 r. i takie były lata po rozpadzie ZSRR. Dziś to plan neokonserwatystów i innych wojennych jastrzębi amerykańskich. Zatrzymanie upadku i rozkradania Rosji przez Władimira Putina spowodowało atak niekontrolowanego gniewu u już widzących biliony dolarów płynące z rosyjskich bogactw do ich kieszeni. Stąd prostacka prymitywna, chamska nagonka na Rosję i jej prezydenta, bo nie chce skakać, jak mu każą, bo nie położył Rosji na tacy i nie powiedział „bierzcie co chcecie”. Putina nie trzeba ani kochać ani lubić, czy nie lubić. To kwestie bez znaczenia. W spojrzeniu na Rosję potrzeba jednak elementarnej sprawiedliwości i proporcji ocen a nie tylko bezmyślnej nienawiści. Wizyty i bełkot Suworowa służą wyłącznie temu drugiemu.

I jeszcze jedno, co z pozostałymi Polakami, karmionymi na co dzień potężnymi dawkami dopingu antyrosyjskiego? Czy naddoping Suworowa jeszcze wzmocni negatywne odczucia Polaków? A może jak ze sportowcem, któremu dano za dużą dawkę dopingu, nastąpi efekt odwrotny? Temu panu już dziękujemy.

Adam Śmiech