Taktyka spalonej ziemi Poroszenki

porosz.jpg
Kijów de facto godzi się z utratą nie tylko Krymu, ale i wschodnich, kontrolowanych przez powstańców regionów. Prezydent Poroszenko zarządził, że wszyscy mieszkańcu tych terenów pozbawieni zostaną świadczeń socjalnych, łącznie z dostępem do służby zdrowia, szkół i służb ratunkowych.

To posunięcie, które uderzy nie w bojowników (może im raczej przysporzyć większe poparcie społeczne) przypomina nieco taktykę spalonej ziemi, stosowaną od odwrotu spod Moskwy, a od marca 1945 („Rozkaz Nerona”) także na własnej ziemi przez Hitlera: wszystko, co mogłoby stać się przydatne dla przeciwnika, miało zostać zniszczone – a tym samym własna ludność zostałaby skazana na śmierć głodową i dostępu do wszelkich niezbędnych dla normalnego życia instytucji.

15 listopada prezydent Poroszenko zarządził, że na kontrolowanych przez powstańców terenach wstrzymane zostaną wszelkie świadczenia państwowe dla ludności. W ciągu tygodnia Kijów ma zakończyć działalność wszelkich państwowych instytucji (szkół, szpitali, przychodni, państwowych zakładów przemysłowych itp.), wstrzymać wypłacanie rent, emerytur czy zapomóg społecznych, a także funkcjonowanie wszelkich służb ratowniczych, straży pożarnej, pogotowia ratunkowego itp. nie trzeba być ekspertem od taktyki w konfliktach zbrojnych, by zauważyć, że takie posunięcie to nie uderzenie w przeciwnika, ale w niezaangażowaną w działania zbrojne ludność cywilną, co zakazane jest przecież prawem międzynarodowym przez konwencje genewskie.

Poroszenko nie kryje, że chodzi o oszczędności. Na co zostaną one przeznaczone – można się łatwo domyśleć. Wprawdzie prezydent zapowiada, że zaoszczędzone środki wrócą do tych samych regionów w postaci pomocy humanitarnej – ale takie przedsięwzięcie wydaje się pozbawione jakiegokolwiek sensu. Bardziej prawdopodobne jest, że pieniądze pójdą na werbowanie nowych żołnierzy i dozbrajanie armii rządowej: w końcu działania „Operacji Antyterrorystycznej” zostaną najprawdopodobniej niebawem wznowione, wskazują na to chociażby znów głośniejsze oskarżenia ze strony ukraińskiej, że Rosja wysyła nowe siły na wschodnią Ukrainę. Obawę przed „dramatycznym rozszerzeniem” działań zbrojnych wyraziła też niedawno OBWE.

Jednocześnie Ukraina wprowadziła jednak kontrole paszportowe na granicy z Doniecką i Łużańską Republiką Ludową! De facto więc powstała nowa linia graniczna – Ukraina nie będzie przykładowo zezwalać obcokrajowcom, którzy wjechali na tereny powstańcze z Rosji, na przedostanie się przez tą granicę na zachód kraju. Wygląda więc na to, że Kijów szykuje się wprawdzie do wznowienia „ATO”, ale nie za bardzo liczy na jej powodzenie, i traktuje południowo-wschodnie obwody jako terytorium utracone.

Zarządzenie wstrzymania świadczeń społecznych i likwidacji instytucji państwowych najlepiej o tym świadczą. Ukraińskie państwo – lub raczej to, co jeszcze z niego zostało – z powstańczych terenów się zwija, nie przejmując się zbytnio tym, że wszystkie koszty poniosą nie powstańcy, lecz ludność cywilna, zwykli obywatele. Skorzystać na tym mogą oczywiście tylko powstańcy, którzy pozostaną jedyną siłą, mogąca zagwarantować względny porządek i warunki niezbędne do przeżycia przed nadchodzącą zimą.

Michał Soska