W służbie banderowskiej Ukrainy

sbu a.jpg
Uwaga mediów 11 listopada skoncentrowała się na zamieszkach ulicznych w Warszawie. Zupełnie niesłusznie. Najważniejsze wydarzenie tego dnia miało bowiem miejsce w Krakowie. Niestety nikt o nim nie poinformował poza samymi zainteresowanymi.

11 listopada o godz. 18.17 na portalu niezależna.pl pojawiła się notatka zatytułowana „Ukraina dziękuje Tomaszowi Sakiewiczowi. Medal dla „Strefy Wolnego Słowa”. Czytamy w niej: „Dzisiaj Święto Niepodległości. Podczas uroczystości w Krakowie redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz został uhonorowany medalem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. To podziękowanie za zaangażowanie w walkę o wolność Ukraińców”. Dalej dowiadujemy się, że razem z Sakiewiczem wyróżniony został tym samym odznaczeniem Przemysław Miśkiewicz ze Stowarzyszenia Pokolenie, w przeszłości jeden z twórców Ligi Republikańskiej. Obu panom odznaczenia wręczył publicznie Andrij Garbow vel Grabow – wiceszef tzw. „samoobrony majdanu” (czyli tych, którzy najprawdopodobniej dokonali krwawej jatki w Kijowie 20 lutego), obecnie doradca sekretarza Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy, znany w Polsce z kwietniowej konferencji IPN w Zabrzu oraz imprez politycznych „Gazety Polskiej”.

W dalszej części wspomnianej notatki czytamy: „Mam nadzieję, że następne Święto Niepodległości będzie i w Polsce i na Ukrainie – zakończył Grabow. Grabow podziękował „Gazecie Polskiej”. – Ukraińcy są wdzięczni za pomoc jaką okazaliście – powiedział i wręczył medal redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej”. – To pierwszy medal jaki dostałem w życiu. Znamienne że od Ukrainy. Widocznie tam już Rosjan przepędzili. Na serio mówiąc to wyróżnienie dla wszystkich tych Polaków, którzy rozumieją, że silna Ukraina to silna Polska – powiedział dziękując za wyróżnienie Tomasz Sakiewicz. – Kiedy jechałem na Majdan nie widziałem niepodległego narodu, ale widziałem walczących o godność. Widziałem tam dążenie do wolności. Dziękuję narodowi ukraińskiemu, że mogłem wrócić do pamiętnego sierpnia, kiedy miałem 18 lat – podkreślił z kolei Przemysław Miśkiewicz”.

Dlaczego to wydarzenie jest takie ważne? Po pierwsze dlatego, że jest to jedyny w historii Polski wypadek, że polscy dziennikarze zostali odznaczeni przez służby specjalne obcego państwa. Po drugie dlatego, że „Gazeta Polska” i powiązane z nią media („Gazeta Polska Codziennie”, „Nowe Państwo”, TV Republika, portal niezależna.pl) znane są z aktywnego zaangażowania w rewoltę na Ukrainie i tendencyjnego przedstawiania wypadków ukraińskich oraz maniakalnego wręcz tropienia i demaskowania rzekomej rosyjskiej agentury wpływu w Polsce, którą są wszyscy mający odmienny od koncernu medialnego red. Sakiewicza punkt widzenia na wypadki ukraińskie.

Tymczasem to właśnie koncern medialny red. Sakiewicza prezentuje polskiej opinii publicznej ukraiński punkt widzenia nie jako punkt widzenia strony ukraińskiej, ale jako jedynie obiektywny punkt widzenia. Zachowuje się zatem jak typowa agentura wpływu – ukraińska agentura wpływu. Powiązany z Prawem i Sprawiedliwością koncern medialny red. Sakiewicza jest obok powiązanego z obozem rządzącym koncernu medialnego red. Michnika główną tubą propagandy ukraińskiej i zarazem antyrosyjskiej w Polsce. Medale Służby Bezpieczeństwa Ukrainy dla red. Sakiewicza i Przemysława Miśkiewicza są zatem tylko potwierdzeniem tego, co każdy średnio rozgarnięty odbiorca mediów widzi, słyszy i czyta.

Bulwersujące jest jednak to, że są to medale SBU. Gdyby obaj panowie otrzymali odznaczenia państwowe Ukrainy – jak np. Paweł Kowal odznaczony w 2007 roku przez prezydenta Juszczenkę Orderem za Zasługi III klasy – to jeszcze jakoś można by przejść nad tym do porządku dziennego. Ale to są odznaczenia resortowe (nie wiadomo jakiej nazwy i stopnia) ukraińskiej policji politycznej i służb specjalnych, czyli odznaczenia formalnie nadawane za zasługi dla SBU. W Wikipedii można przeczytać, że SBU zajmuje się m.in. wywiadem i kontrwywiadem cywilnym. Jak każda służba zajmująca się wywiadem i kontrwywiadem SBU musi zatem werbować agenturę na terenie Ukrainy i państw obcych, ponieważ bez tego żaden wywiad i kontrwywiad nie są możliwe.

Warto dodać, że obecny szef SBU Walentyn Naliwajczenko w 2009 roku przyrównał policję II Rzeczypospolitej do gestapo i NKWD. „Na ukraińskiej ziemi władze zmieniały się jedna za drugą. Miały jeden wspólny cel: zniszczyć wszystko, co ukraińskie, rozbić jedność naszego narodu. Nieważne, czy do więzienia na ulicy Łąckiego kierowała polska policja, niemieckie Gestapo czy radzieckie NKWD. Ich głównymi więźniami byli bojownicy o niepodległość, członkowie ruchu wyzwoleńczego. Więzienie na Łąckiego było nie tylko więzieniem, ale katownią, gdzie dochodziło do zbrodni przeciwko ludzkości” – powiedział wówczas Naliwajczenko (gazeta.pl, 3.07.2009). Wypowiedź ta spowodowała oficjalny protest polskiego IPN. Trzeba też wiedzieć, że po przewrocie w lutym 2014 roku szeregi SBU zostały zasilone neobanderowcami z Prawego Sektora i „Swobody” oraz że funkcjonariusze SBU są podejrzewani o dokonanie zbrodni wojennych podczas walk w Donbasie. To nie jest środowisko przyjazne Polsce i nie są to ludzie, z którymi publicznie afiszuje się poważny dziennikarz czy polityk.

Czy w zawiązku z uhonorowaniem red. Sakiewicza przez SBU red. Dorota Kania nie powinna napisać drugiej części książki „Resortowe dzieci”? Tym razem jednak o swoim szefie i jego związku z SBU. Trzeba sobie zadać pytanie jaka byłaby reakcja red. Sakiewicza, red. Kani, red. Gójskiej-Hejke i całej reszty robiących za wyrocznie moralne redaktorów mediów zarówno pisowskich jak i prorządowych, gdyby jakikolwiek polski dziennikarz, albo nawet zwykły szary obywatel został odznaczony przez rosyjską Federalną Służbę Bezpieczeństwa? Ogień świętego oburzenia strzeliłby wysoko w niebo. Jak Polska długa i szeroka leciałby krzyk o rosyjskiej agenturze i słabym państwie, które w każdej instytucji i redakcji ma ulokowanego rosyjskiego agenta itd. No i oczywiście Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego podjęłaby wobec delikwenta tzw. czynności prewencyjne.

Nieodparcie powraca też tutaj sprawa arcybiskupa Stanisława Wielgusa, przeciwko któremu „Gazeta Polska” rozpętała 19 grudnia 2006 roku brutalną nagonkę, oskarżając go o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Nagonka ta spowodowała nie tylko rezygnację przez arcybiskupa w dniu ingresu 7 stycznia 2007 roku z godności metropolity warszawskiego, ale zniszczyła go jako pasterza Kościoła i człowieka. Arcybiskup Wielgus miał w latach 70. XX wieku współpracować z wywiadem cywilnym PRL, kiedy jako pracownik naukowy KUL przebywał na stypendium w Monachium. Jego współpraca natomiast miała dotyczyć obserwacji banderowskiej diaspory w RFN. Jeżeli tak rzeczywiście było, to arcybiskup Wielgus podejmując współpracę z wywiadem PRL działał zgodnie z polską racją stanu, ponieważ banderowcy zawsze byli i będą wrogami Polski. Każdej Polski. Natomiast to, za co otrzymał od SBU odznaczenie red. Sakiewicz zgodne z polską racją stanu nie jest (nawet jeżeli panu redaktorowi wydaje się inaczej).

Nasuwają się jeszcze dwie refleksje. Pierwsza jest taka, że medale SBU dla panów Sakiewicza i Miśkiewicza to jedyne, co Polska zyskała na ofiarnym zaangażowaniu na Ukrainie po stronie oligarchiczno-banderowskiej. Poza tym poniosła same straty, których symbolem są już legendarne chyba jabłka wciskane klientom w sklepach, restauracjach i nawet urzędach pod hasłem „jedz jabłka na złość Putinowi”. Przypomina to nieco Księstwo Warszawskie, gdzie jedyne co Polacy zyskali na zaangażowaniu się po stronie Napoleona był tytuł marszałka Francji dla księcia Józefa Poniatowskiego, nadany mu na trzy dni przed jego śmiercią w bitwie pod Lipskiem.

Druga refleksja dotyczy red. Dawida Wildsteina, którego SBU nie odznaczyła mimo, że w przeciwieństwie do red. Sakiewicza nie tylko smagał biczem swojej publicystyki „ruskich agentów”, ale osobiście nadstawiał karku na „euromajdanie”. To pominięcie być może miało wpływ na zachowanie Wildsteina-juniora opisane przez portal mysl24.pl (12.11.2014). Otóż 11 listopada miał on zaatakować w restauracji przy placu Zbawiciela w Warszawie Jerzego Wasiukiewicza – członka Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego. „W pewnym momencie – informuje mysl24.pl – Wildstein wstał i poszedł do toalety z butelką w ręku. Po wyjściu z toalety dosiadł się do stolika Wasiukiewiczów i zaczął ich wyzywać. Wasiukiewicz powiedział do niego: „Idź stąd człowieku” – odpowiedź nie spodobała się redaktorowi GPC, ponieważ w następnym momencie rzucił się na działacza Ruchu Narodowego. – Pijany Wildstein przewrócił stolik, uderzył Wasiukiewicza butelką w głowę, a potem próbował to samo powtórzyć ze szklanką. Wasiukiewiczowi otworzyła się rana na głowie i popłynęła krew. Po chwili zakrwawiony był też Wildstein, który pokaleczył się szklanką, chcąc ponownie uderzyć swoją ofiarę. Doszłoby do gorszych rzeczy, gdyby obecny na miejscu klient lokalu, który siedział obok, nie powstrzymał Wildsteina. Żona Wasiukiewicza pomagała mężowi i starała się zrobić zdjęcie. Wtedy rzucił się na nią kolega Wildsteina, który razem z nim uczestniczył w popijawie. Jego z kolei powstrzymałem już ja, ponieważ zdążyłem dobiec na miejsce – mówi Jerzy Zalewski”. Nawiasem mówiąc nie jest to pierwszy przypadek, kiedy red. Wildstein-junior fizyczne atakuje ludzi tylko dlatego, że na temat Ukrainy mają inne zdanie niż on.

Odznaczenia SBU dla Tomasza Sakiewicza i Przemysława Miśkiewicza są skandalem, który powinien otworzyć szeroko oczy opinii publicznej na rzeczywiste oblicze środowiska „Gazety Polskiej” oraz PiS. Szermując na każdym kroku patriotyzmem oraz żerując na patriotyzmie i biedzie ludzi wykluczonych przez tzw. transformację ustrojową, obóz polityczny Jarosława Kaczyńskiego poprzez charakter swojego zaangażowania na Ukrainie prowadzi dla Polski politykę szkodliwą i niebezpieczną. Nie wolno tych ludzi dopuścić do władzy. Inaczej będzie w Polsce rządzić nie Prawo i Sprawiedliwość, ale Służba Bezpieczeństwa Ukrainy.

Bohdan Piętka