Kto jest demokratą, decyduję ja

Jen-Psaki-690x350.jpg

Zaiste pokrętna jest logika tzw. społeczności międzynarodowej, która arbitralnie określa kto jest demokratyczny a kto nie. Naiwny jest ten, kto sądzi, że demokracja to rządy większości, to wyłanianie władz przy pomocy kartki wyborczej. Wcale nie, to nie jest żadne kryterium! Można mieć w wyborach 80 procent poparcia i nie być uznany przez „społeczność międzynarodową” za demokratę.

Przykładem są Węgry i Viktor Obran ze swoją partią Fidesz. Owszem, ma ponad 2/3 deputowanych w parlamencie, ale Waszyngton i Bruksela nie uznały jego rządów za „demokratyczne”. Ba, oskarżają, że są to rządy autorytarne. Dlaczego? Oficjalnie mówi się, że Orban nie kieruje się w swojej polityce „wartościami europejskimi”. Co to są te „wartości europejskie”? Czysta ideologia – poszanowanie mniejszości wszelkiego autoramentu (z naciskiem na seksualne), uległość wobec centrali w Brukseli (czyli Komisji Europejskiej), prymat prawa unijnego nad krajowym, przyjecie ideologii „praw człowieka” w skrajnej postaci. Orban nie uznaje żadnego z tych warunków. Nie jest więc „demokratą”. Ale nie to jest najważniejsze – Orban ośmielił się uznać, że interesy jego kraju są ważniejsze niż interesy banków i międzynarodowych koncernów. No, takich rzeczy „społeczność międzynarodowa” nie toleruje. Dlatego centrala „światowej demokracji”, czyli Waszyngton, wpisał na czarną listę objętą zakazem wyjazdu do państwa najświetniejszej i najdoskonalszej demokracji w dziejach świata – kilku wysokich urzędników węgierskich. To także kara za utrzymywanie poprawnych relacji z Rosją, krajem stanowiącym śmiertelne zagrożenie dla „światowej demokracji”.

Demokratami godnymi poparcia byli w ostatnim czasie bandyci albańscy z terrorystycznej organizacji UCK, mordujący Serbów i podpalających średniowiecze cerkwie na terenie Kosowa. Demokratami byli także bandyci i islamscy terroryści organizujący tzw. wiosnę arabską. Udało się im, przy pomocy „demokratycznego” Zachodu, doprowadzić Libię, Syrię i Irak do stanu totalnej anarchii, do śmierci dziesiątków tysięcy ludzi, do faktycznej likwidacji społeczności chrześcijańskiej w Iraku obecnej tam od czasów starożytnych. Wszystko to dokonało się przy czynnej pomocy „demokratycznego” Zachodu. Ba, Waszyngton za „demokratyczne” uznawał także skrajnie islamistyczne Bractwo Muzułmańskie w Egipcie, które prawie zlikwidowało „represyjny i antydemokratyczny reżim egipski”. Tu jednak „demokratom” i obcinaczom głów nie udała się wspólna akcja w imię „praw człowieka”, bo wojsko w porę opanowało, ku wielkiemu niezadowoleniu Wielkiego Demokratycznego Brata, sytuację i zlikwidowało ognisko buntu i chaosu.

Teraz z kolei mamy wielce demokratyczne władze Ukrainy, które przy pomocy terroru i zastraszenia zorganizowały „demokratyczne” wybory, eliminując wszystkich potencjalnych przeciwników przy pomocy przekupstwa i oszustw. Ponieważ jednak te władze są w przyjaźni z Wiekiem Demokratycznym Bratem – natychmiast uzyskały pełne uznanie wszystkich „cywilizowanych państw świata”. Nikt nie ma wątpliwości, że wybory na Ukrainie były wolne, demokratyczne i uczciwe. Za to wybory w Donbasie – a jakże – były dokonane „pod lufami karabinów” i pod naciskiem zielonych ludzików. Jeszcze się nie skończyły a już „cywilizowany świat” obwieścił, że była to farsa.

Przy okazji okazuje się, że można być banderowcem, szowinistą, antysemitą i złodziejem i być uznany za „demokratę”, a z drugiej strony być zwycięzcą w prawdziwie demokratycznych wyborach, przestrzegać prawa i Konstytucji – i być „autokratą” i „putinistą”, jak pokazuje przypadek Viktora Orbana.

Herman Goering, kiedy przyniesiono mu informację, że Erhard Milch jest Żydem, podarł pismo w tej sprawie i wypowiedział słynne zdanie: „Kto jest Żydem, decyduję ja”. Od tego czasu nic się nie zmieniło. Dzisiaj taki np. George Soros też twierdzi: „Kto jest demokratą, decyduję ja”. Otóż demokratą jest ten, kto pozwala, żeby w jego kraju Soros miał całą sieć stowarzyszeń ingerujących w wewnętrzną politykę tego państwa i pozwala na to, żeby Soros wykupywał całe strategiczne sektory gospodarki tego państwa. A antydemokratą i dyktatorem, wrogiem „cywilizowanego świata” jest ten, kto na to nie zezwala. Proste jak drut.

Jan Engelgard
Na zdjęciu: osławiona Jen Psaki, która w imieniu władz USA obwiesza Urbi et Orbi kto jest demokratą a kto dyktatorem.