Kult UPA to nie margines

kiew post.JPG
Od początku trwania kryzysu na Ukrainie, rozpoczętym protestami na kijowskim (Euro-) Majdanie prawie rok temu, zwolennicy bezwarunkowego popierania prounijnej i prozachodniej części Ukrainy, radykalnie wrogiego wobec Rosji stanowiska i czynnego angażowania się po stronie nowych władz w Kijowie starają się wmówić Polakom, że ekstremizm na ukraińskiej scenie politycznej to tylko margines, nic nie znaczący folklor, pozbawiony wpływów i szerszego poparcia.

Takim ludziom – politykom i dziennikarzom, którzy za polski „interes narodowy” wyznaczyli wciąganie Ukrainy do UE i NATO (choć dopiero co sami byli „eurosceptykami”) oraz podjudzanie do wojny z Rosją – absolutnie nie przeszkadzały: kult UPA i OUN, Bandery i Szuchewycza; negowanie ludobójstwa na Polakach i historyczny rewizjonizm, przedstawiający bandytów i zabójców jako bohaterów walk o niepodległość; budowanie ukraińskiej pamięci historycznej, patriotyzmu i świadomości narodowej na tradycji kolaboracji z Hitlerem, ukraińskiej dywizji SS i innych formacji ochotniczych; wreszcie – nawiązywanie do nazizmu w symbolice, znakach, kolorach – a nawet kompletnych replikach hitlerowskich mundurów, noszonych przez młodych ukraińskich „patriotów” przy różnego rodzaju uroczystościach rocznicowych, cerkiewnych itp.

Tymczasem coraz bardziej przekonujemy się, że nowe władze, rządzą Ukrainą od majdanowej rewolucji, w najlepsze kontynuują politykę byłego prezydenta Juszczenki w stosunku do kultu UPA, OUN, Bandery. Na podstawie rozporządzenia prezydenta Poroszenki Dzień Obrońcy Ojczyzny od tego roku obchodzony jest nie jak dotychczas – 23. lutego (była to tradycja radziecka, rocznica powstania Armii Czerwonej) – a 14. października, w rocznicę powstania zbrodniczej, kolaboranckiej Ukraińskiej Powstańczej Armii. „W celu uhonorowania męstwa i heroizmu obrońców niepodległości i integralności Ukrainy, wojskowych tradycji i zwycięstw ukraińskiego narodu, a także dalszej budowy mocnego patriotycznego ducha w społeczeństwie, postanawiam ustanowić na Ukrainie święto – Dzień Obrońcy Ojczyzny, który obchodzony będzie corocznie 14. października” – napisał w rozporządzeniu prezydent Poroszenko.

Podobne szopki – choć to wyrażenie nie pasuje do powagi sytuacji – odbywały się na zachodniej Ukrainie już nie raz: z okazji 72. rocznicy powstania UPA – organizacji, która odpowiedzialna jest za ludobójstwo na Polakach, liczne akty terroru na Żydach i Rosjanach, i która nie budowała bynajmniej ukraińskiej niepodległości, lecz ramię w ramię z hitlerowską III Rzeszą niemiecką mordowała ludność polską i żydowską oraz zwalczała partyzantkę radziecką, a potem Armię Czerwoną – we Lwowie przeszedł „Marsz Sławy”.

Ulicami miasta przeszło kilkadziesiąt osób przebranych w mundury z czasów II wojny światowej, także mundury Wehrmachtu, i wyposażonych w broń z tamtego okresu. Organizatorzy podkreślali związek pomiędzy UPA i Majdanem: „Bez przeszłości nie ma przyszłości. Bez UPA nie byłoby Majdanu” – powiedział szef lwowskiej grupy „Pamięć”, Lubomir Gorbacz. Potem pod parlamentem doszło znów do zamieszek; skrajnie nacjonalistyczna „Swoboda” domaga się formalnego uznania UPA za bojowników o niepodległość Ukrainy (żądanie mało zrozumiałe, skoro prezydent właśnie świętem narodowym uczynił rocznicę powstania UPA). Antypolska, antysemicka, antyrosyjska i proniemiecka tradycja uznawana jest więc za fundament suwerenności, świadomości narodowej i obecnych władz…

Bandera i OUN-UPA dotarły już nawet do szkolnych plecaków: kilka dni przez rocznicą świat dowiedział się, że już najmłodsze ukraińskie dzieci będą indoktrynowane ideologią neobanderowców. Podręczniki, z których dzieci uczyć się będą alfabetu, nafaszerowane są symboliką UPA, i opowiadają fabułę o młodym ochotniku w szeregach UPA, walczącym przeciwko Rosjanom. Pod poszczególnymi literami alfabetu kryją się hasła i treści, które bez problemu uznać można za typową „szkołę nienawiści”. To już drugie wydanie tego podręcznika: pierwsze trafiło do szkół jeszcze za prezydenta Juszczenki, po zwycięstwie Janukowycza w kolejnych wyborach zostało jednak wycofane.

W Nowym Jorku ukraińscy nacjonaliści zdemolowali wystawę, poświęconą wojnie domowej na Ukrainie i wojnie w Syrii. Powód: ich zdaniem wystawa przedstawia „rosyjski punkt widzenia”. Cała ekspozycja fotografii została zdemolowana, a kuratora wystawy zaatakowano gazem łzawiącym. Rozrzucona za to ulotki, promujące ukraiński ochotniczy batalion „Azow”, złożony z członków Prawego Sektora i Swobody, oraz wykorzystującego nazistowską symbolikę. Podkreślmy: do ataku na wystawę fotograficzną (!) doszło w Nowym Jorku (!). To już jest nawiązanie nie tylko do nazistowskiej symboliki i kolorystyki – to jest nawiązanie do nazistowskiej praktyki walki politycznej!

To tylko przykłady z połowy października. Każdy zainteresowany bez większego problemu może znaleźć fotografie, dowody na posługiwanie się nazistowską symboliką przez rządowe formacje zbrojne na wschodzie Ukrainy. Każdy, kto odwiedzi zachodnie obwody Ukrainy, natknie się na setki pomników czy kopców ku czci bojowników UPA i Stepana Bandery. Nie wspominając już o czarno-czerwonych flagach czy portretach Szuchewycza i Bandery na szkołach i gmachach administracji publicznej. Kult UPA, kult kolaboracji, barbarzyństwa, ludzi i organizacji odpowiedzialnych za ludobójstwo, rozszerza się nie tylko na samej Ukrainie, nie tylko przenosi się z zachodu kraju ku jego centrum. On już dawno wylał się poza jego granice (przykład: nielegalne pomniki UPA w Polsce, których żadne władze nie odważają się usunąć, choć są… nielegalne, i nie wiadomo, kto je wystawił), i znów – jak za czasów prezydenta Juszczenki i „Pomarańczowej Rewolucji” – osiągnął najwyższe władze w państwie.

Michał Soska
fot. Kyivpost