I kto tu budzi upiory?

rajd 3.jpg
Rzeszowska „Gazeta Wyborcza” uznała, że Rajd Szlakiem Ogniomistrza Kalenia zorganizowany przez Polski System Walki Wręcz HALLER „budzi upiory przeszłości”. Tak więc uczczenie pamięci polskich pograniczników i żołnierzy WP walczących o zachowanie integralności terytorialnej Polski oraz w obronie polskiej ludności – to budzenie upiorów.

Ciekawe, że ta sama gazeta nigdy nie zająknęła się na temat renesansu prawdziwych, realnych upiorów – na Ukrainie. To tam powstały „ochotnicze bataliony” nawiązujące już nie tylko do krwawej tradycji OUN-UPA, ale wprost do tradycji nazistowskiej (vide batalion „Ajdar” z symboliką dywizji „Das Reich”). Widocznie w myśl wytycznych Anny Applebaum „Ukraina potrzebuje więcej nacjonalizmu”, podczas gdy w Polsce nie podoba się przypominanie o krwawych wydarzeniach w Bieszczadach z lat 1945-1947.

Rzeszowska mutacja „Gazety Wyborczej” nie omieszkała rzecz jasna oddać głosu Piotrowi Tymie, prezesowi Związku Ukraińców w Polsce. Na pierwszy ogień poszedł film „Ogniomistrz Kaleń”. „W tym filmie są gigantyczne kłamstwa. Karykaturalnie pokazane jest polskie podziemie i bardzo fałszywy jest obraz tego, co się działo po wojnie. Jest znakomitym filmem propagandowym grającym na emocjach: scena, gdy żołnierze są pędzeni na pole minowe, scena z obcinaniem głowy toporem. Takie sceny budują podział na dobrych Polaków i sadystycznych, złych Ukraińców. Wiele osób widzi Ukraińców i UPA przez pamięć tych scen” – powiedział Tyma.

„Po upadku komunizmu wiele osób nie zweryfikowało swojej wiedzy o tym, co się działo Bieszczadach i nie tylko. Nie wiedzą o tym, jak brutalnie działały także oddziały wojska polskiego. Dziwi mnie, że ktoś teraz znów odgrzewa te antyukraińskie klimaty” – dodał. „Kaleń – symbol komunistycznej propagandy. Ale, jak się okazuje, wybór Kalenia jest wyborem bardziej przemyślanym, bardziej ideologicznym. Kaleń staje się symbolem walki z Ukraińcami, z nacjonalizmem ukraińskim. Ale jest to kontekst nieprawdziwy, a uproszczenie bardzo głębokie. To wydarzenie nie przysłuży się relacjom polsko-ukraińskim” – stwierdził z kolei prof. Tomasz Stryjek, historyk z KUL.

W tej ostatniej opinii jest zawarte słowo prawdy – tak, Kaleń to symbol walki z ukraińskim nacjonalizmem. Myli się jedynak Stryjek, kiedy mówi, że to także symbol walki z Ukraińcami. To stara taktyka banderowska – zrównać pojęcie UPA z narodem ukraińskim. Druga często stosowana „argumentacja”, to wywoływanie upiora antykomunizmu. Banderowcy w Polsce chętnie podsycają kult „żołnierzy wyklętych”, bo jest dla nich wygodny. Jest wspólny wróg – komuna, walczyliśmy po tej samej stronie – przekonują. I choć nieraz pewne niedojrzałe środowiska w Polsce dają się na to łapać, to prawda jest inna.

To nie „komuna” była wrogiem UPA w 1946 i 1947 roku, lecz państwo polskie. Jego ideowa barwa nie była dla banderowców ważna, gdyby było to państwo rządzone przez przedwojenne partie – byłoby takim samym wrogiem, jak tamta Polska, rządzona przez PPR. Tak samo atakowaliby polskie wsie, polskie posterunki graniczne i wojskowe. Zasłanianie się „antykomunizmem” jest dzisiaj bardzo wygodne, bo pozwala dezorientować polską opinię i siać zamęt między samymi Polakami, co jest celem struktur banderowskich w Polsce od lat. Wojna polsko-polska, szczucie na PRL, komunę, na Wojsko Polskie zwane przez nich „ludowym” i „komunistycznym”, na żołnierzy przelewających krew na froncie wschodnim i w Bieszczadach – to jest strategia banderowców.

Tyma mówi o „brutalnych działaniach oddziałów wojska polskiego”, milcząc oczywiście o zbrodniczych działaniach UPA, jakby sugerował, że owe „brutalne działania” były powodowane jakimś antyukraińskim amokiem. Trzeba mieć rzeczywiście tupet, żeby głosić takie opinie. Przecież pan Tyma dobrze wie, że podczas Operacji „Wisła” stosowanie siły było organiczne do minimum. 164 ofiary ukraińskie (nie liczę poległych w walkach upowców) to ofiary tyfusu, a nie terroru. Licytowanie się w tej sprawie przez jawnych spadkobierców katów Wołynia – jest wyrazem wyjątkowego cynizmu.

Rajd Szlakiem Ogniomistrza Kalenia wzbudził entuzjazm biorącej w nim młodzieży. PSWW HALLER nie organizował go przeciwko komukolwiek, ale też nie unikał odniesień do historii i współczesności. Byłoby ślepotą nie widzieć tego, co dzieje się za wschodnią granicą – tych erupcji nienawiści, prymitywnego szowinizmu, płonących pochodni, faszystowskiej symboliki i spoglądania na Zakerzonię jako na przyszły łup.

Filmowy Kaleń miał swój realny pierwowzór – był nim żołnierz 8 DP Paweł Sudnik, który cudem uniknął śmierci z rąk upowców. Został uwieczniony w filmie Petelskich, filmie znacznie lepszym niż książka Jana Gerharda, filmie, który – wbrew opinii Tymy – nie zawiera „gigantycznych kłamstw”. Gigantyczne kłamstwa to dzieło obecnej generacji banderowców, także tych w Polsce.

Scriptor
Myśl Polska, nr 41-42 (12-19.10.2014)