Polska paranoja zakłamana

paranoja.jpg
Czytanie gazet we współczesnej Polsce jest zajęciem traumatycznym. Można oczywiście traktować je w kategoriach zabawy i rozrywki, ale zawsze nie do śmiechu będzie, kiedy uświadomimy sobie, że wielu ludzi bierze te wypociny i brednie za dobrą monetę. Rzecz jasna tematem numer 1 panów i pań redaktorów jest Władimir Władimirowicz Putin – prawdziwa obsesja dziennikarskiej czeredy, prześcigającej się w obelgach i wymysłach.

Stadku dziennikarzy towarzyszą dzielnie ich rozmówcy, udzielający wywiadów i strojący się na największych na świecie znawców Rosji, rosyjskiej duszy, rosyjskiej historii, rosyjskiego umysłu i rosyjskich niecnych zamiarów. A tym zamiarem, realnym i namacalnym jest… wywołanie III wojny światowej. Obwieszczali to już niesławnej pamięci generałowie w stanie spoczynku, którzy przedłużają swój publiczny żywot wygadywaniem kompletnych nonsensów w mediach. Na czoło wysuwa się gen. Waldemar Skrzypczak, dostatecznie skompromitowany w latach minionych, ale za to pełniący teraz rolę „eksperta” od straszenia. To od niego dowiedzieliśmy się, że w razie ataku Rosji na Polskę padniemy w trzy dni. W jego ślady idzie kolejny pisowski generał Roman Polko. Ten też słynie z wygłupów medialnych, choć ostatnio zadał sobie pytanie… ale niby po co Rosjanie mieliby wchodzić ze swoim wojskiem do Polski? No właśnie – po co? Żeby wyjść naprzeciw pragnieniom panów Macierewicza, Wildsteina i innych? To chyba ciut za mało, żeby podejmować tak brzemienne dla świata decyzje.

Wątpliwości nie ma za to Romuald Szeremietiew, był szef resortu obrony. Uważa on, że „skoro na Kremlu postanowiono, że narzędziem polityki zagranicznej Rosji będą siły zbrojne, to przywódcy Rosji muszą zakładać, że w konsekwencji mogą wywołać wojnę światową”. I na poparcie tej tezy wywód „cywilizacyjny”: „Rosjanie, będący cywilizacyjnie bardzo blisko Prusaków, należą do innej cywilizacji niż Polacy. Pogląd cywilizacyjny dominujący w Rosji widzi Rzeczpospolitą jako kraj zależny, a każda forma polskiej niezależności jest traktowana przez Rosję jako wyzwanie i zagrożenie dla jej interesów. Słyszymy często, że w relacjach z Rosją Polska nie powinna „wymachiwać szabelką”. Otóż w oczach Moskwy już tylko nasze niezależne stanowisko jest tym wymachiwaniem. Nie musimy nic więcej robić. Dla Rosji Polska strawna to Polska jej podporządkowana, satelicka, coś na kształt „Prywislinija”, czy PRL. Dlatego próby porozumienia się niezależnej Polski z Rosją są niezwykle trudne, jeśli w ogóle możliwe. Jeżeli nie będziemy tego dostrzegali, nie zrozumiemy trudności w relacjach polsko-rosyjskich”.

To klasyczny przypadek myślenia kategoriami minionej epoki, nie wiadomo tylko, czy XIX czy XX wieku. Choć każdemu, nawet mało rozgarniętemu analitykowi, wiadomo, że nikt nie chce III wojny światowej, bo oznaczałaby ona koniec ludzkości (nasi „eksperci” chcąc wyjaśnić jakoś tę nielogiczność twierdzili nawet, że Putin ma raka mózgu, więc jest niepoczytalny), oraz to, że w obecnej sytuacji geostrategicznej Rosja jest krajem w ciągłej defensywie, krajem osaczanym przez USA, krajem broniącym swoich wpływów w bezpośredniej bliskości swoich granic a nie tysiące kilometrów od niej – nam opowiada się bajeczki o „rosyjskim imperializmie”.

Ten kto snuje opowiastki o tym, że Putin wstając rano z łóżka nie myśli o niczym innym, tylko o tym, jak zrobić z Polski na nowo „Priwislinije” – jest megalomanem i fantastą. Póki co, to Polska jest jednym z najbardziej niesamodzielnych państw w Europie, wykonującym grzecznie polecenia płynące z zewnątrz, państwem, które nie potrafi powiedzieć „nie” i prowadzić własnej polityki zagranicznej, na co zdobyły się nawet tak małe narody, jak Węgrzy czy Czesi. A tu panowie Szeremietiew et consortes majaczą o jakimś „Priwislinju”.

Jeśli już tak chcemy rozmawiać, to trzeba jasno powiedzieć, że to „Priwislinje” już jest, tyle że wcale nie zarządzane przez Moskwę. Ale o tym nasi „niepodległościowcy” nigdy nie wspomną, bo są zakłamani. Gdyby ktoś z nich powiedział – tak, jesteśmy krajem niesuwerennym, bo nie ma wyjścia, boimy się Rosji, więc godzimy się na brak niepodległości – to byłoby to bardziej uczciwe. Uważam, że takiej groźby ze strony Rosji nie ma, ale można sobie takie lęki (absurdalne i ahistoryczne) jakoś wyjaśnić. Ale nie, oni wmawiają nam, że mamy od 25 lat pełną „wolność” i „niepodległość”, na które dybie psychopata z Kremla. Cynicznie przykrywają prawdę o obecnym statusie Polski sloganami o „odwiecznym rosyjskim imperializmie”.

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 35-36 (31.08-7.09.2014)