Nie mamy nic z popierania Ukrainy

nafto.jpg
Polska wykazuje ogromną przychylność i wyrozumiałość wobec Ukrainy. Najbardziej charakterystycznym tego przykładem była odmowa budowy drugiej nitki rurociągu Jamalskiego, umożliwiającego Rosji ominięcie Ukrainy w dostawach gazu do Europy. Warszawa w 2001 r. wprost zadeklarowała, że wspieranie Kijowa jest ważniejsze od korzyści ekonomicznych, jakie naszemu krajowi przyniosłaby realizacja tego projektu.

Identyczne stanowisko polskie władze zajęły w kwietniu 2013 r., gdy Rosjanie złożyli kolejną propozycję „pieremyczki”, zdecydowanie odrzuconą przez polskiego Premiera, a Prezydent Komorowski publicznie informował Ukraińców, że żadnej decyzji bez ich zgody nie podejmie.

Życzliwość dla sąsiada ze wschodu dotyczy wydarzeń historycznych, gdy nie podnosimy tematu zbrodni na Wołyniu, ale także aktualnych problemów gospodarczych. Polska przez 7 lat spokojnie znosiła ukraińskie embargo na eksport naszej wieprzowiny i wołowiny, nie wszczynając alarmu czy nie wprowadzając żadnych retorsji. Trudno o większą wyrozumiałość i przychylność.
Nasze stosunki nie są odzwierciedleniem polskich interesów narodowych, a raczej funkcją polityki wobec Rosji oraz strategii niesienia demokracji i praw człowieka na wschód. W zależności od ekipy rządzącej, mieliśmy albo wyjątkowo przyjacielskie relacje, jak prezydent Kaczyński z prezydentem Juszczenką, albo bardzo chłodne, a nawet wrogie wobec prezydenta Janukowycza. Bardziej ceniliśmy sobie „przyjacielskie” i osobiste związki z prozachodnimi przywódcami niż stabilne stosunki międzypaństwowe.

Wyrozumiałość przejawiła się także w ocenie kryzysu zaopatrzenia gazu w styczniu 2006 roku, gdy odłączono dostawy do największych polskich zakładów przemysłowych. Ukraińcy w czasie surowych mrozów nielegalnie pobierali dla własnych potrzeb tranzytowy gaz z rurociągów, więc dostawy do Polski gwałtownie spadły, gaz przestał dochodzić nawet do odległych Włoch. I choć Gazprom zwiększył dostawy przez Białoruś, a Ukraińcy przyznali się do swoich działań, w Polsce oficjalnie mówiono o „Rosji zakręcającej gazowy kurek”.

Jakiekolwiek nie byłyby relacje polityczne, bardzo słabo przekładało się to na stosunki gospodarcze, a branża gazowa jest tu dobrym przykładem. Nie współpracowaliśmy choćby w wykorzystaniu potężnych pojemności magazynów gazu, położonych tuż za naszą wschodnią granicą, gdzie można składować ponad 32 miliardy m3. Stanowią one zabezpieczenie dla przesyłu gazu rosyjskiego do Europy, jednak duża ich część pozostaje niewykorzystana. Zamiast tego podjęliśmy sami bardzo kosztowne inwestycje.
Inny przykład nieudanej współpracy, to inwestycja w wydobycie gazu, którą podjęło kilka lat temu PGNiG, inwestując w spółkę wydobywczą Devon.

Polska strona posiadała 36% udziałów w sachalińskich złożach kondensatu gazowego. Po udokumentowaniu złóż informacja z państwowej firmy Nadra Ukrainy, partnera PGNiG, wyciekła do prywatnej firmy Ukrnaftoburienie, powiązanej z jednym z deputowanych ukraińskiej Dumy. Spółce próbowano odebrać koncesję, piętrzono trudności, co doprowadziło do zaniechania współpracy. Nie pomogły sukcesy odniesione przez Polskę we wspieraniu Pomarańczowej Rewolucji czy świetne relacje prezydentów Kaczyńskiego i Juszczenki.

Próby importu gazu z Ukrainy także spełzły na niczym. W 2004 roku PGNiG i Naftogaz podpisały kontrakt na dostawy niewielkich ilości gazu przez przejście w Hermanowicach, jednak warunki kontraktu nie zostały dotrzymane. Ukraina wprowadziła prawo zakazujące eksportu gazu i w 2011 przerwała dostawy. Polska strona z wyrozumieniem podeszła do sprawy, nie żądając wywiązania się z kontraktu, nie nakładając kar, po prostu odstąpiła od umowy. Kilka lat wcześniej podobne wydarzenie miało miejsce z dostawami ropy z Ukrainy dla naszych rafinerii południowych, którym również przerwano dostawy, gdy pani premier Tymoszenko uznała, że eksport ropy powinien być zakazany.

Polska nie skorzystała także na dywersyfikacji dostaw dla Ukrainy. Gdy rosyjskie ceny gazu przewyższyły europejskie, otworzyła się możliwość importu z zachodu. Polska jako pierwsza otworzyła dla sąsiadów ze wschodu dostęp do gazu przez Hermanowice – to samo przejście, które nie doczekało się realizacji ukraińskiego kontraktu. Jednak gaz sprzedała nie polska spółka PGNiG, ale niemiecki koncern RWE, który wykorzystał otwarty dostęp do polskiego systemu przesyłowego i sprzedawał na Ukrainę gaz importowany z Rosji. Dlaczego polskie firmy nie mogły na tym zarobić?

Mocno popieraliśmy rewolucję Euro Majdanu, nie pomyśleliśmy jednak, jakie skutki przyniesie otwarcie przez Europę rynku dla ukraińskiej żywności czy otwarcie ruchu bezwizowego dla kraju, w którym grupy uzbrojonych cywili opanowały duże obszary. Za to bardzo martwimy się o dostosowanie do wymogów MFW, uwolnienie cen nośników energii i podnoszenie efektywności energetycznej, do czego przekonywał panią premier Julię Tymoszenko sam minister Sikorski.

Po stronie polskich zaniedbań z pewnością jest rurociąg Odessa – Brody – Gdańsk. Polska podpisała porozumienie międzyrządowe, wielokrotnie obiecywaliśmy rozpoczęcie robót i nigdy nie dotrzymaliśmy zobowiązań. Jako wytłumaczenie służyć może jedynie fakt, że projekt nie miał żadnych realnych podstaw biznesowych, gdyż nie było ropy dla napełnienia rur. Dlatego dzisiaj rurociąg stoi pusty. Jednak to nas nie usprawiedliwia, nie wolno składać nierealistycznych deklaracji, a potem się z nich nie wywiązywać.

Andrzej Szczęśniak
szczesniak.pl

Autor jest ekspertem paliowym, komentatorem i publicystą.
Obecny tytuł od redakcji MP. Dalszy ciąg nastąpi