Trump kończy z klanem Bushów

trump 2.jpg
„Według ich rzeczników, obaj żyjący byli prezydenci-republikanie, George H.W. Bush i George W. Bush, nie udzielą poparcia Donaldowi Trumpowi” – tak donosił „Washington Post”. Pozbawione wdzięku, owszem, ale nie nieoczekiwane. Bushowie mają wiele dobrych cech. Przegrywanie z honorem nie jest jedną z nich. Muszą wiedzieć, czy się z tym zgadzają lub nie, że tryumf Trumpa jest doszczętnym odrzuceniem bushowskiego republikanizmu ze strony partii, która czterokrotnie nominowała ich na prezydenta.

Nie dość, że syn i brat, Jeb, został upokorzony i pogoniony wcześnie z wyścigu, to jeszcze Trump wygrał swoją nominację potępiając, jako zepsute do szpiku kości, podstawowe efekty polityki Bushów.
12 milionów imigrantów rezyduje tutaj nielegalnie – powiedział Trump – ponieważ Bushom nie udało się zabezpieczyć amerykańskiej granicy. Według Trumpa, deficyt handlowy Ameryki wynosi 12 bilionów dolarów a ona sama została zastąpiona, jako pierwszorzędna potęga przemysłowa świata przez Chiny z powodu okropnych umów handlowych popieranych przez bushowskich republikanów.

Trump powiedział, że największym strategicznym błędem w historii Stanów Zjednoczonych była decyzja Busha II o napaści na Irak, aby rozbroić go z nieistniejącej broni masowego rażenia. Wojna rozpoczęta przez Busha, mówi Trump, skutkowała 5 tysiącami amerykańskich ofiar, dziesiątkami tysiącami rannych, zmarnowanymi bilionami dolarów i Bliskim Wschodem pogrążonym w sekciarskich wojnach, chaosie i fanatyzmie.

Jest to brutalny akt oskarżenia wobec spuścizny Bushów. A republikański elektorat, podczas największej frekwencji w historii, kiwając głową mówi: „Amen, bracie!” Bez względu na to, kto wygra w listopadzie, nie ma już odwrotu dla Partii Republikańskiej. Czy ktoś myśli, że Partia Republikańska może powrócić do polityki otwartych granic lub nowych umów o wolnym handlu, jak NAFTA? Czy ktoś uwierzy, że kolejne wojska Stanów Zjednoczonych, takie, jakie zmobilizowano przez obu Bushów w Iraku i Afganistanie, zostaną wysłane na Bliski Wschód, aby przerobić kolejny kraj na wzór i podobieństwo Ameryki? „Pustynna Burza” i operacja „Iracka Wolność” to już historia.

To, co ujawniła kampania Trumpa, podczas gdy republikanie i demokraci zaczęli coraz bardziej orientować się na niego w kwestiach polityki handlowej, imigracji i polityki zagranicznej, to to, że bushowski republikanizm i neokonserwatyzm nie tylko poniosły decydująca porażkę, lecz zostały przeszyte mieczem. Trump wygrał nominację, wygrał na argumenty i wygrał debatę. Partia w kwestiach politycznych stoi za nim. Dla elit republikańskich nie ma już powrotu do tego, co oddolni wyborcy odrzucili.

Co to oznacza dla Trumpa? Chociaż powinien trzymać drzwi otwarte dla tych, których pokonał w prawyborach, największym błędem, jaki mógłby popełnić, to zabieganie o poparcie establishmentu, który został przez niego zgnieciony, poprzez ustępstwa w kwestiach mobilizujących tłumy na jego wiecach i które zapewniły mu wygraną i nominację.

Biorąc pod uwagę słabe strony Trumpa, waszyngtońscy mędrcy spisują go na straty, ostrzegając, że albo porozumie się z establishmentem w kwestiach politycznych, albo jest całkowicie stracony. Historia uczy, że jest inaczej.

Hubert Humphrey zamknął 15-punktową lukę w sondażu Gallupa w dniu 1 października, aby osiągnąć finisz stosunkiem 43:43 z Richarden Nixonem w 1968 r. Prezydent Gerald Ford był 33 punktów w tyle w stosunku do Jimmy’ego Cartera w połowie lipca 1976 r., ale przegrał tylko dwoma punktami w listopadzie. W lutym 1980 r., Ronald Reagan był 29 punktów za Carterem, którego pokonał stosunkiem 51:41, wygrywając w 44 stanach. Gubernator Michael Dukakis wyjechał ze swojej konwencji w Atlancie 17-punktowym prowadzeniem nad wiceprezydentem George H.W. Bushem w 1988 r. Pięć tygodni później, w Święto Pracy, Bush prowadził już 8 punktami i wygrał w 40 stanach.Wskazuje to na to, że w czasach nowoczesnych istnieje niezwykła zmienność wśród wyborców. Bieżący rok ukazał, że nic w tym względzie się nie zmieniło.

Jak powinien więc postąpić Trump? Zjednoczyć partię na ile może, trzymając drzwi otwarte dla przegranych i wyciągając rękę przyjaźni do wszystkich, którzy chcą dołączyć do jego szeregów, jednocześnie nie zgadzając się na ustępstwa w tych kwestiach, które sprawiły, że jest tam, gdzie jest. Jeśli Bushowie i neokonserwatyści chcą odejść, należy im na to pozwolić.

Należy pamiętać, że kongresmen John Anderson, który przegrał z Reaganem w prawyborach, porzucił partię uzyskując ostatecznie poparcie na poziomie 7%. Ted Cruz, który wygrał w większej ilości stanów i miał większe poparcie niż wszyscy inni konkurenci Trumpa razem wzięci, powinien mieć możliwość przemawiania na konwencji w Cleveland – w zamian za poparcie dla Trumpa.
Jako, że wybór wiceprezydenta pozostaje ostatnim dramatem, Trump powinien poczekać z tym do czasu bliżej konwencji.

Choć ta decyzja rozraduje jedną osobę, inne będą przygnębione. A im dłużej Trump opóźnia ogłoszenie kandydata na wiceprezydenta, tym bardziej ci, którzy widzą siebie w roli przyszłego wiceprezydenta będą go chwalić, a przynajmniej powstrzymywać się przed atakowaniem go. W ostateczności, „Wielkim Jednoczycielem”, na którym może polegać Partia Republikańska, jest nominatka Partii Demokratycznej, zakładając zgodę dyrektora Jamesa Comey’a i FBI, Hillary Rodham Clinton.

Patrick J. Buchanan
tłum. Michał Krupa
konserwatyzm.pl

Dzial: