Katastrofa na kierunku rosyjskim

Waszczykowski 2.jpg
Konstatowanie po raz kolejny, że rząd PiS prowadzi politykę antyrosyjską byłoby truizmem i banałem. Niemniej, dla kronikarskiego obowiązku i z myślą o potomności należy odnotowywać, a nawet więcej, uważnie przyglądać się zaawansowanym stadiom rusofobii obecnego układu władzy. Zaiste, jest się czemu przyglądać.

Stosunek pisowskiego czynownictwa do Rosji jest wielopłaszczyznowym wyrazem opętania zupełnie już irracjonalną nienawiścią do wszystkiego, co rosyjskie, w każdym czasie i pod każdym pozorem. Czy Polska PiS prowadzi jakąkolwiek politykę wobec Rosji? To pytanie najbardziej retoryczne z retorycznych. Tak, prowadzi, o ile za politykę uznamy prymitywne walenie w bęben pod hasłem „Bić Rucha!”. Pretekst? Każdy jest dobry, ale najlepszym jest sam fakt istnienia Rosji. Ci ludzie, którym aż się trzęsie głos, z – jak im się wydaje - patriotycznego uniesienia, kiedy mówią o Rosji, nawet nie zdają sobie sprawy z ciężaru przygniatającego ich kompleksu byłego niewolnika. Stąd ta hiperpatriotyczna słowna papka będąca mieszaniną nieznośnego patosu i cierpiętnictwa.

To wyraz zewnętrzny tej „polityki”. A treść? Czy ma ona jakiś dalekosiężny, czy choćby bliski do osiągnięcia cel? Nic z tych rzeczy. Cała jej treść zamyka się w słowach „nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go”. Stąd to ciągłe jątrzenie, obowiązkowe docinki w stronę Rosji nawet przy najbardziej neutralnych tematach w programach informacyjnych, ale przede wszystkim – budowanie atmosfery jakiegoś monstrualnego zagrożenia ze strony Rosji. Jakie będą skutki tej rażącej nieodpowiedzialności?

Najpierw ulegną rozluźnieniu ostatnie istniejące jeszcze połączenia faktyczne między naszymi krajami, a w końcu obecna władza doprowadzi do zerwania stosunków, być może po cichu, w drodze ich całkowitego, naturalnego zamrożenia na każdej płaszczyźnie. PiS miał szansę dokonać – nomen omen – dobrej zmiany, bo przecież, jak słusznie zauważył w najnowszym wywiadzie dla Onetu ambasador Rosji Siergiej Andriejew, to ekipa Donalda Tuska i Ewy Kopacz zaczęła zamrażać nasze stosunki wzajemne w imię walki o Ukrainę – ale nadzieją podniecany PiS wszedł z całą mocą w buty poprzedników na drogę tryumfu albo zgonu.

Walka z Rosją toczy się na płaszczyźnie silnie wzmożonej propagandy, coraz bardziej prymitywnej, a także poprzez realizowanie działań wewnątrz, takich jak wojna o pomniki i na zewnątrz, jak wykrzyczane na cały świat pragnienie sprowadzenia baz NATO na stałe do Polski, o Smoleńsku już nawet nie wspominając. Zwłaszcza na arenie międzynarodowej towarzyszą tym działaniom wypowiedzi pełne przekonania o własnej potędze, trącące butą. Nie chcę już „znęcać się” nad osobą i działaniami ministra obrony narodowej, który w swym uwielbieniu dla USA i NATO nie zauważył momentu, w którym w swej nadgorliwości w komplementach na rzecz zachodnich partnerów, stał się lustrzanym odbiciem co bardziej lizusowsko nastawionych do ZSRR dygnitarzy PRL.

Ale spójrzmy na wypowiedź doradcy prezydenta Dudy p. Krzysztofa Szczerskiego w związku ze zbliżającym się spotkaniem Rady NATO-Rosja. Zaczyna dobrze - „jesteśmy przeciwni izolowaniu Rosji”. Ale, ale, porzućmy nadzieję, dalej już to samo, co zawsze – „co nie oznacza, że jesteśmy zwolennikami zniesienia sankcji”. I obowiązkowe – „Polska zgodziła się na posiedzenie Rady pod warunkiem, że jego tematem numer jeden będzie kwestia Ukrainy”. No, naturalnie, prawda. W końcu może p. minister ma trochę racji. Jak się wyrzuciło w błoto 4,5 miliarda złotych przekazując je międzynarodowym gangsterom „rządzącym” obecnie Ukrainą, to nie ma się co dziwić tej trosce… Ale to tylko moje domysły, dalej p. Szczerski wyjaśnia:

„Chodzi o to, by wznowić kanał komunikacji, by strona rosyjska uzyskała od NATO jasną, czytelną odpowiedź na to, że NATO jest Sojuszem, który będzie dbał o bezpieczeństwo swojego najbliższego otoczenia. NATO ma obowiązek powiedzenia partnerom rosyjskim, że pokój na Ukrainie to element oczywistego zainteresowania samego Paktu”.

To bardzo interesująca koncepcja, przy tym niezwykle komfortowa dla NATO. Oto, mamy od 25 lat do czynienia z procesem zbliżania się NATO do granic Rosji, i w tej sytuacji Sojusz ma dbać o bezpieczeństwo swojego najbliższego otoczenia?! Czyli Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Kaukazu itd. Cóż, jeżeli polscy i niektórzy zachodni politycy wyobrażają sobie, że wobec takiego postawienia sprawy znajdą w stronie rosyjskiej partnera, to grubo się mylą. Oczywiście, być może, że się nie mylą, ale robią to celowo. Wówczas jednak powinni nie ukrywać się za frazesami o bezpieczeństwie, tylko powiedzieć, że chodzi im o zdominowanie Rosji. Ale tego wprost nie powiedzą, bo to nie ładnie wygląda w mediach. Jest to tymczasem polityka prowadząca do eskalacji nowej zimnej wojny i do realnego zagrożenia wojną rzeczywistą o zasięgu światowym.

Swoje dołożył również niezawodny na kierunku rosyjskim p. minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Na odbywającym się w Bratysławie posiedzeniu Global Security Forum stwierdził, że „ewentualne stacjonowanie zachodnich wojsk w Polsce nie jest prowokacją wymierzoną w stronę Rosji. To nie obecność wojsk byłaby prowokacją wymierzoną w stronę Rosji, ale to właśnie jej brak zachęcałby do działań, jakie widzieliśmy, chociażby ostatnio na Bałtyku (i jeszcze to pragnienie wyartykułowane przez ministra – obecność, obecność i jeszcze raz obecność)”.

Oczywiście, nie jest to żadną prowokacją, tak jak nie byłyby prowokacją rosyjskie bazy w Meksyku i pływające sobie dla sportu rosyjskie niszczyciele w odległości 70 km od Nowego Jorku. Ale – zapomniałem – exceptional country rządzi się innymi prawami.

W ten sposób rusofobi prowadzą nas prostą drogą do katastrofy geopolitycznej. Chcą radykalnego zaognienia stosunków z Rosją, a żeby dopełnić obrazu, to właśnie z Polski pragną uczynić państwo frontowe. Jest to całkowite zaprzeczenie nie tylko endeckiej koncepcji polityki międzynarodowej Polski, ale i każdej innej, której celem jest pokojowe współistnienie wielkich, średnich i małych państw.
Dzieje się to wszystko w sytuacji, w której Rosja od lat zachowuje się na arenie międzynarodowej, jak przystało na cywilizowane państwo, broniąc jedynie swojego najbliższego przedpola przed zuchwałą bezczelnością zachodnich „partnerów”, zaś na zewnątrz, tj. do Syrii wchodząc jedynie na wyraźną prośbę jej legalnych władz. I nie zagraża Polsce…

Nie twierdzę, że Rosja jest wzorcem cnót wszelakich, niemniej porównanie działań USA realizujących koncepcję światowego hegemona wypada dla kraju za Atlantykiem wysoce niekorzystnie. Politycy, którzy pragną widzieć Polskę jako kolejny stan USA powinni to głęboko przemyśleć, a nie chować się za kurtyną hałaśliwych, ale pustych frazesów.

Adam Śmiech
Fot. Wikipedia Commons

Myśl Polska, nr 17-18 (24.04.1.05.2016)

Dzial: