Uważaj „Bury”, bo źle skończysz…

bury 2_0.jpg
Grupa historyków (m.in. Mariusz Bechta, Sebastian Bojemski, Przemysław, dr Rafał Dobrowolski, dr hab. Krzysztof Kaczmarski i prof. Jan Żaryn) opublikowała list otwarty w obronie Romualda Rajsa „Burego”. Ceniąc dorobek w/w historyków, których większość znam osobiście, ośmielam się nie zgadzać się z ich argumentacją.

W grę wchodzi bowiem nie tylko prawda historyczna, ale także reputacja i wizerunek obozu narodowego. A „Bury” ten wizerunek zaciemnia, mówiąc oględnie. Broniąc na siłę „Burego” i umieszczając go w tradycji ruchu narodowego – sygnatariusz listu wyświadczają temu obozowi tzw. niedźwiedzią przysługę. Poniżej mój tekst sprzed kilku lat:

Te słowa miał powiedzieć mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” por. Romualdowi Rajsowi „Bury” we wrześniu 1945 roku, kiedy ten oznajmił, że on i jego oddział (3. Brygada Wileńska AK) przechodzi do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW). Było to po decyzji Delegatury Sił Zbrojnych nakazującej rozwiązanie oddziałów zbrojnych i zaprzestanie walki. Zgromadzeni pod Wysokiem Mazowieckiem b. żołnierze AK uznali, że „góra zdradziła” i postanowili dalej walczyć. „Bury” wybrał jednak NZW, bo miał większą możliwość decydowania i organizacja wydawała mu się bardziej radykalna.

Romuald Rajs „Bury” to jedna z kluczowych postaci zaliczanych do grona „żołnierzy wyklętych”. Zarówno historycy młodego pokolenia urzeczeni mitem „wojny z komuną”, jak i IPN uznają takich ludzi za wzór patriotyzmu i poświęcenia. Schemat jest jasny – skoro w PRL historycy opluwali podziemie, to teraz oddajemy im należny hołd. Jednak popadnie z jednej skrajności w skrajność sprawia, że pojawiają się absurdy, nowe zakłamania i malowanie historii po dyktando ideologii. Przypadek „Burego” jest pouczający, bo pokazuje dokąd prowadzi ideologizowanie historii.

Rehabilitacja

„Bury” został skazany na śmierć w 1949 roku, wyrok wykonano w 1950. Po 1989 roku rodzina „Burego” oraz rodzina jego zastępcy – por. Kazimierza Chmielowskiego „Rekina” wystąpiły do sądu o unieważnienie wyroku i rehabilitację. 15 września 1995 Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego unieważnił wyrok, stwierdzając, że celem działania osądzonych „był niepodległy byt Państwa Polskiego”. Obie rodziny otrzymały zadośćuczynienie finansowe. Rodzina „Rekina” nie wiedziała jeszcze, że w trakcie badań historycznych wyjdzie na jaw wiedza, która pewnie by ją poraziła. Sprawą historii oddziału „Burego” zajął się historyk Jerzy Kułak. Z jego pierwszych publikacji wynikało, że jest pod wpływem legendy „Burego? Kiedy w 2002 TVP wyemitowała film Agnieszki Arnold „Bohater”, Kułak wziął udział w prasowej obronie „Burego”. Film zarzuca dowódcy 3. Brygady NZW spalenie wsi białoruskich i zabicie 28 furmanów (początek 1946 r.). Arnold była łatwym celem, bo miała już na końce tendencyjny film o Jedwabnem, i jak zawsze koncentrowała się na uwypukleniu „polskiego szowinizmu”.

okl bury.jpg

W obronę „Burego” zaangażował się też „Nasz Dziennik” (sic!). W międzyczasie rodziny zabitych przez oddział „Burego” wystąpiły do IPN i sądu i zmianę wyroku rehabilitującego z 1995 roku. „Nasz dziennik” informował w roku 2003: „Białostocki odział Instytutu Pamięci Narodowej kończy postępowanie dotyczące likwidacji komunistycznej agentury w kilku podlaskich wsiach w 1946 r. przez oddział NZW kpt. Rajmunda Rajsa ps. "Bury". Dochodzenie wszczęto mimo istnienia prawomocnego sądowego wyroku rehabilitacyjnego z 1995 r. stwierdzającego, że wszystkie działania kpt. Rajsa wynikały z walki o niepodległy byt państwa polskiego. Wszystko wskazuje na to, że śledztwo zakończy się umorzeniem z powodu tzw. powagi rzeczy osądzonej, czyli zakazu rozpatrywania przez sąd rozstrzygniętej już, co do istoty, sprawy. Postępowanie w sprawie likwidacji komunistycznej agentury przez oddział dowodzony przez kpt. Rajmunda Rajsa białostocki oddział IPN podjął w ubiegłym roku po kilkuletnim zawieszeniu sprawy. Zmierza ono do podważenia prawomocnego wyroku sądu z 1995 roku, w którym sąd oczyścił "Burego" z wszelkich zarzutów stawianych mu przez władze komunistyczne podczas pokazowego procesu w 1949 r.”. I rzeczywiście:

„W dniu 30.06.2005 r. na podstawie art. 17 § 1 pkt 5 i 7 kpk, art. 322 § 1 kpk w
Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku zostało wydane postanowienie o umorzeniu śledztwa nr S 28/02/Zi w sprawach zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych w celu wyniszczenia części obywateli polskich, z powodu ich przynależności do białoruskiej grupy narodowościowej o wyznaniu prawosławnym, poprzez dokonanie i usiłowanie zabójstw oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, jak również dopuszczenie się poważnego prześladowania osób tej grupy poprzez spalenie należących do nich budynków mieszkalnych i zabudowań. Postanowienie o umorzeniu śledztwa dotyczy
następujących zdarzeń przestępczych;

1. w dniu 29.01.1946r. we wsi Zaleszany pozbawienia życia przez zastrzelenie
jak i spalenie 16 osób, oraz usiłowanie pozbawienia życia pozostałych mieszkańców poprzez zamknięcie ich w jednym domu, który został podpalony i
spowodowania uszkodzeń ciała poprzez poparzenie co najmniej dwóch osób i
dokonanego w tym samym dniu we wsi Wólka Wygonowska pozbawienia życia przez zastrzelenie 2 osób,

2. w dniu 31.01.1946r. w pobliżu miejscowości Puchały Stare pozbawienia życia przez rozstrzelanie 30 mężczyzn,

3.w dniu 2 lutego 1946 r. we wsi Zanie pozbawienia życia przez zastrzelenie, jak
i spalenie 24 osób i spowodowania uszkodzeń ciała wskutek postrzelenia z broni
palnej i poparzenia 8 mieszkańców oraz dokonanego w tym samym dniu we wsi
Szpaki pozbawienia życia przez zastrzelenie lub spalenie 5 osób i spowodowania uszkodzeń ciała w wyniku postrzelenia z broni palnej 4 osób, z których to 2 osoby zmarły, jak również sprowadzenia pożaru zabudowań tych wsi i wsi Końcowizna

Postępowanie to zostało umorzone wobec prawomocnego zakończenia postępowania o te same czyny przeciwko sprawcy kierowniczemu oraz śmierci bezpośrednich sprawców i niewykrycia części z nich”.

Czy wszystko można usprawiedliwić?

Sąd nie rozstrzygnął więc winy, lecz stanął na stanowisku, że nie można podważać wcześniejszego prawomocnego wyroku. Było to wyjście salomonowe, bo analiza dokumentów skazywałaby, że do wyżej wymienionych czynów doszło, a sprawcami byli podkomendni „Burego”. Czy „walka o niepodległy byt Państwa Polskiego” usprawiedliwiała zabicie mieszkańców kilku wsi białoruskich i zastrzelenie 28 furmanów, których najpierw zmuszono do przewiezienia oddziału? Zawsze w takich wypadkach obrońcy mówią o „likwidacji agentury komunistycznej”. Jednak jest to słowo wytrych. Wykonanie wyroku śmierci w okresie wojny przez struktury podziemne wymagało orzeczenia sądu. Polskie Państwo Podziemne wydawało takie wyroki po nieraz długim dochodzeniu i sprawdzaniu. Po 1945 roku takich procedury po prostu nie było, bo sądy podziemne przestały istnieć. Kułak pisze o tym wyraźnie. Decyzję o likwidacji prawdziwych czy domniemanych „agentów” podejmowali lokalni dowódcy oddziałów, wedle własne punktu widzenia. Już to sprawiało, że pole do nadużywania tego rodzaju kary było olbrzymie. Kułak podaje kilka przykładów likwidacji różnych z pobudek czysto przyziemnych, nawet na tle porachunków osobistych. Tak było też w przypadku furmanów. Kułak jeszcze w roku 2002 „usprawiedliwiał” czym „Burego” tym, że „furmanów skazano za kradzież drewna” (!), w wydanej w 2007 roku książce już tego nie powtórzył. Sam „Bury” siedząc już w więzieniu zwierzał się ze wszystkiego swojemu koledze z celi, nie wiedząc, że ten jest agentem UB. Powiedział tam jasno, że wioski „spalił na własną rękę”.

To nie był obóz narodowy

I mówił prawdę, nad oddziałami podziemia zbrojnego w tym czasie nikt praktycznie nie sprawował kontroli. Struktury NZW w praktyce nie podlegały kierownictwa Stronnictwa Narodowego. Nawet ta część SN, która była za kontynuowaniem konspiracji, jednocześnie sprzeciwiała się prowadzeniu walki zbrojnej (w grę wchodziła tylko konspiracja cywilna). Jednak w opinii powszechne działania takich oddziałów szły na konto obozu narodowego – i tak jest po dziś dzień. Jest to historyczny fałsz, a w przypadku „Burego” fałsz” podwójny. On i jego oddział nigdy nie miał nic wspólnego z obozem narodowym. Kułak pisze o tym tak: „Słowa o ideowych związkach z prawicą nie odpowiadały prawdzie, gdyż 3. Wileńska Brygada AK nigdy nie była narodowa”. (s. 133). Autor przytacza epizod z 1943 roku, kiedy „Bury” nakazał wykonanie kary w postaci 20 wyciorów na oficerach pochodzących z ONR, by „narodowcom wybić z głowy mieszanie się do wojska”. W roku 1946 „Bury” działał już jako „narodowiec”.

Raporty struktur postakowskich były jednoznaczne – „Bury” terroryzuje ludność i zwalcza konspirację wywodząca się z AK. „Nawzajem wykonywano wyroki śmierci, coraz częściej na terenie Okręgu dochodziło do gorszących zajść” – pisze Kułak. „Bury” – jak pisze autor książki – chciał przyćmić sławą „Łupaszkę”, był panem sytuacji, nikt nad nim nie stał, z czasem uwierzył, że ma prawo do robienia wszystkiego w imię walki o Polskę.

Swoim żołnierzom mówił, że III wojna światowa wybuchnie lada chwila, więc ich walka ma sens. Wszystkich, którzy wątpili lub wybierali inna drogę – uważał za zdrajców. Miał na koncie nie tylko spalenie wsi białoruskich, ale także wyroki na żołnierzy Wojska Polskiego, pojmanych podczas akcji (choć w większości przypadków puszczał ich wolno). Relacje jego podkomendnych po latach są niejednoznaczne – jedno oceniali, że był świetnym dowódcą, wymykał się przez wiele miesięcy obławom NKWD. WP i KBW. Inni jednak przyznają, że był to człowiek o bardzo ograniczonych horyzontach, skłonny do szafowania śmiercią innych, porywczy i zadufany w sobie. Cytowane prze autora fragmenty pism „Burego” potwierdzają to – roi się w nich od błędów ortograficznych, a argumentacja jest na bardzo niskim poziomie.

Zdrada przyjaciela

W lecie 1946 roku „Rekin”, zastępca „Burego”, uznał, że walka nie ma sensu, przestał wierzyć w III wojnę światową. Napisał list do „Burego”, że rozpuszcza odział i wychodzi z lasu. Pod zmienionym nazwiskiem wyjechał na Śląsk i zaczął studia na Wydziale Maszyn Politechniki w Gliwicach, był bardzo społecznie uwielbiał jazdę na nartach – chciał żyć, uczyć się i pracować. Nie wiedział, że cień przeszłości dopadanie go wcześniej czy później. „Bury” też rozwiązał oddział i wyjechał na Dolny Śląsk. UB po nitce do kłębka trafiło na jego trop i aresztowało w Jeleniej Górze 13 listopada 1948 r. I tu zaczyna się ostatni akt dramatu. Kułak przeanalizował całą dokumentację na temat tej sprawy i ustalił, że „Bury” postanowił ratować się poprzez zadenuncjowanie swojego kolegi „Rekina”. Od razu zadeklarował współpracę z UB, „od początku obciążył odpowiedzialnością za [spalenie wsi białoruskich] swego zastępcę ppor. „Rekina”, podając przy tym miejsce jego pobytu, które znał z relacji „Bohdana” oraz informacje nt. osiedlenia jego, repatriowanej z Wileńszczyzny rodziny – siostra Zofia wraz z ojcem przebywali w Wydminach, woj. Olszyńskie” (Kułak, s. 386). UB aresztowało wszystkich, ojciec „Rekina” zmarł w więzieniu, a 3 grudnia 1948 r. aresztowano samego jego syna. „Rekin”, jak wynika z dok kentów, zachował się godnie, szybko dowiedział się, że „Bury” go zdradził. W jednym z grypsów pisał: „Mój były dowódca „Bury” poszedł na współpracę z UB (…) cały ciężar działalności zwala na mnie, a sam „w ogóle nic”, wsypał setki ludzi”.

„Rekin” nie wiedział, że jego współwięzień z celi jest na usługach UB, a jego grypsy trafiają nie do rodziny, tylko do oficerów śledczych. Co więcej, także „Buremu” wstawiono do celi agenta. Ten sporządził kilkaset stron notatek z rozmów z „Burym”, z których wynikało, że jego gotowość do współpracy z UB ma na celu tylko to, żeby wyszedł na wolność. Nie ukrywał, że wtedy „będzie mordował do 7-go pokolenia każdego jednego ubowca rodzinę, on sam musi wytoczyć morze krwi”. Takie zwierzenia sprawiały, że „Bury” nie miał żadnych szans – nie dość, że wydał kolegę i jego rodzinę, to w dodatku ujawnił swoje prawdziwe pobudki. Sąd skazał do na śmierć m.in. za spacyfikowanie białoruskich wiosek i zabicie furmanów. Chmielowski „Rekin” początkowo dostał tylko dożywocie, ale potem – w wyniku zaskarżenia wyroku przez prokuraturę – on także dostał wyrok śmierci. „Bury” Total rozstrzelany 31 grudnia 1949 roku, „Rekin” 1 kwietnia 1950 r. – obaj w podziemiach białostockiego więzienia.

Surowa ocena

A oto końcowa ocena autora książki: „Oddział, w którym służyli zapisał się w historii Białostocczyzny niezwykle kontrowersyjnie. Z jednej strony stanowił niewątpliwy dowód sprawności organizacyjną struktur konspiracyjnych NZW. Wyżywienie w tak trudnych okolicznościach, tak dużego oddziału i uchronienie go od zagłady stanowiło nie lada osiągnięcie, które miało konkretny, poważny, wymiar finansowy, gdyż wydatki na wyżywienie oddziału ora leczenie żołnierzy wynosiły ok. 2/3 rocznego budżetu sztabu Okręgu.

Trzeba też jednak wyraźnie stwierdzić, że zorganizowanie w końcu 1945 r. 3 Włoskiej Brygady NZW przez Komendę Okręgu NZW była niewątpliwie poważnym błędem taktycznym, wynikał on bowiem z błędnej strategii przyjętej przez dowództwo wojskowe białostockiej „narodów ki”. Oderwane od rzeczywistości oceny sytuacji militarno-politycznej, by nie powiedzieć wręcz ślepota (mrzonki o wybuchu 3 wojny światowej, plany wywołania powstania wiosną 1946 r., zwalczanie AK-WiN jako organizacji która poszła na współpracę z okupantem), całkowity brak odpowiedzialności za rezultaty takiej polityki i zgubne zadufanie w swoje siły doprowadziły do zwiększenia dynamiki walk zbrojnych jesienią 1945 i zimą 1946 r., co w konsekwencji doprowadziło do pacyfikacji województwa białostockiego przez siły reżimowe na niespotykaną dotychczas skalę. Za tysiące aresztowanych i setki zabitych mieszkańców wsi, miast i miasteczek pośrednia odpowiedzialność spada na członków dowództwa NZW, którzy odrzuci politykę dowództwa WiN oraz PSL wzywających do maksymalnego ograniczenia walk zbrojnych i „rozbrojenia lasów”.

Trzeba przyznać, że kpt. „Bury", szef okręgowego PAS-u oraz dowódca 3 Wileńskiej Brygady NZW w poważnym stopniu był odpowiedzialny za tę właśnie polityką dowództwa NZW jako jedna z najważniejszych osób w tym gronie. Jego prymitywne widzenie świata i otoczenia (był przecież przedwojennym kapralem, po zaledwie zawodowej szkole podchorążych) odpowiadało poziomowi dowództwa białostockiego NZW. Zdecydowany prowadzić walkę zbrojną nie licząc się z kosztami, nie szanował ludzkiego życia przekonany, że cel uświęca środki. Swoiście pojmowane metody walki z przeciwnikiem doprowadziły do tragicznej w skutkach pacyfikacji kilku wsi zimą 1946 r. Wydaje się również, że postępowanie wobec przeciwnika oraz ludności cywilnej niektórych dowódców polowych NZW (w szczególności oddziałów PAS), które można ocenić jako karygodne, także nie pozostawało bez wpływy na kpt. Rajsa (…) Bezwzględny dla wszystkich, których uważał za wrogów, dla siebie i swej rodziny oczekiwał pobłażliwości. Przekonany, że może być równorzędnym partnerem dla MBP, z łatwością dał się wyprowadzić w pole dostarczając wielu cennych informacji”.

Czas na opamiętanie

Jest zadziwiające, że wokół tej książki zapanował całkowita cisza. Tylko „Gazeta Wyborcza”, dla własnych celów ideologicznych, opublikowała obszerną recenzję. Tym czasem ta książka powinna być przedmiotem poważnej dyskusji w instytucjach i ośrodkach, które prowadzą od paru lat swoistą kampanię sakralizowania „żołnierzy wyklętych”. Wciskają się do szkół, budują pomniki, nadają nazwy ulicom. Jakaś głupia dziennikarka podczas rozmowy w TVP na te tematy powiedziała mniej więcej tak: „Dobrze, że byli tacy ludzie [tzn. żołnierze wyklęci], bo teraz możemy jako naród spojrzeć sobie w twarz”. Doprawdy? Czy w świetle historii związanej z „Burym” nie jest to po prostu idiotyzm? A więc nie tysiące akowców, którzy zdecydowali się, nie akceptując nowej władzy i nowego ustroju, na pracę pokojową w kraju, na odbudowę Warszawy, naukę, na budowę portów i stoczni, ma świadczyć o naszej godności, tylko tacy ludzie jak „Bury”? Nie może być zasługą dla narodu tylko fakt wydania na daną osobę wyroku śmierci przez władze komunistyczne. Bo wśród tych skazanych jest i „Bury”, i gen. August Emil Fieldorf „Nil”, w tym czasie przeciwnik tego wszystkiego, co robił ten pierwszy.

Jan Engelgard

Jerzy Kułak, „Rozstrzelany oddział. Monografia 3. Wileńskiej Brygady NZW – Białostocczyzna 1945-1946”, Białystok 2007, ss. 475. Nowe wydanie w 2015 roku.

Tekst sprzed kilku lat, publikuję go dla przypomnienia jako głos w dyskusji na ten temat

PS. Rzadko zgadzam się z Piotrem Zychowiczem, ale tym razem jego artykuł pt. „Dwa oblicza „Burego” w najnowszym numerze „Do Rzeczy” (8/2016) polecam czytelnikom. Oto końcowy jego fragment:

„Upragniona III wojna nie wybuchła i kapitan Rajs musiał „rozpuścić" oddział. Ukrył się w górach, ale ubecja wpadła na jego trop. Został aresztowany w listopadzie 1948 r. Szczegóły jego śledztwa – zrekonstruowane przez Jerzego Kułaka w „Rozstrzelanym oddziale” – są szokujące. „Bury", mimo że najprawdopodobniej nie był bity, zaproponował komunistom współpracę. Zaoferował, że przejdzie na ich służbę i wyda pozostające w lesie oddziały NZW Następnie stanie na ich czele i... pojedzie na Rzeszowszczyznę w celu zwalczania UPA.

„Bury" jako świadek oskarżenia występował na procesach pokazowych kilku innych wyklętych. W śledztwie zrzucał odpowiedzialność za swoje czyny na podwładnych. Rozstrzelanie furmanów na nie¬jakiego „Modrzewia", a spalenie wiosek na ppor. Kazimierza Chmielowskiego „Rekina' Jak wynika z ustaleń Kułaka, Rajs zdradził ubecji informacje, które doprowadziły do aresztowania „Rekina" i jego rodziny. Chmielowski zachował w śledztwie godną postawę i został przez komunistów zgładzony. Jego ojciec zmarł w więzieniu.

Wszystko to – wbrew nadziejom „Burego” – nie ocaliło mu życia. Został skazany na śmierć, a prośba o łaskę napisana do Bieruta została odrzucona. 31 grudnia 1949 r. „Burego" zamordowano w podziemiach komunistycznego więzienia w Białymstoku. Wyrok wykonał białoruski ubek
W1995 r. sąd w Warszawie unieważnił wyrok na „Burego". I słusznie, bo komunistyczny sąd nie miał prawa sądzić żołnierza wolnej Polski. Uczciwe śledztwo w sprawie zamordowania 79 Białorusinów wszczął natomiast IPN. Zostało ono w 2005 r. umorzone z powodu śmierci sprawców. W komunikacie końcowym napisano jednak, że to „Bury" był „sprawcą kierowniczym" zbrodni. Same zbrodnie określono zaś jako „noszące znamiona ludobójstwa".

Które z dokonań tego oficera – bohaterstwo na polach bitew czy zbrodnie wojenne - powinny dominować w ocenie tej postaci? Tę sprawę każdy musi rozstrzygnąć sam. Ja wolałbym, żeby twarzą tegorocznego Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych była „Inka", a nie „Bury".

Dzial: