Obrońcy banderowskiej „wrażliwości”

prawda_0.jpg

Podczas gdy na Ukrainie, rzekomo „demokratycznej” i „prozachodniej”, stawia się wciąż nowe i nowe pomniki bandytów spod znaku OUN-UPA – w Polsce każda próba upamiętnienia ofiar tych bandytów napotyka na tysiące przeszkód.

Rządzący w Polsce establishment z ogromną konsekwencją i pomysłowością torpeduje wszelkie inicjatywy uczczenia pamięci zbrodni dokonanej w latach 1943-1944 na Kresach Wschodnich. Jest to tym bardziej zdumiewające, że ten sam establishment z konsekwencją godną lepszej sprawy milczy jak zaklęty w sprawie tego, co dzieje się na Ukrainie.

Mamy nowy dowód w tej sprawie. Jak informuje dziennik „Supernowości”: „W Gliwicach odlewany jest pomnik Rzezi Wołyńskiej autorstwa światowej sławy polskiego rzeźbiarza, prof. Andrzeja Pityńskiego. Artyście zależy, by pomnik stanął na Podkarpaciu. Rzeszów odmówił. Prof. Pityński spotkał się pod koniec ub. roku z prezydentem Rzeszowa, Tadeuszem Ferencem, w sprawie lokalizacji pomnika wołyńskiego w stolicy województwa. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że prezydent Rzeszowa nie wyraził zainteresowania ideą takiego uczczenia ofiar rzezi wołyńskiej”.

Komentując to wydarzenie, Andrzej Szlęzak, b. prezydent Stalowej Woli, napisał: „Około trzech lat temu z kilkoma osobami, które wrażliwe są na pamięć o zbrodniach banderowców chcieliśmy upamiętnić ofiary banderowskich mordów na ziemi lubaczowskiej. Chcieliśmy założyć komitet budowy pomnika. O udział w komitecie zwróciłem się do prezydenta Tadeusza Ferenca, o którym wiem, że zna i rozumie historię banderowskich zbrodni. Odmówił. Nie chciał sobie komplikować spraw, które chciał wygrać dla Rzeszowa. Rozumiem. Jednak z powyższych względów trzeba zapomnieć, że ten pomnik stanie w Rzeszowie. Obawiam się, że mimo zmiany władzy nie znajdzie się godne miejsce dla tego monumentu. Odeszła jedna probanderowska ekipa, przyszła druga probanderowska ekipa”.

Uwłaczające dla narodu polskiego jest to, że ta haniebna działalność władz dokonuje się rzekomo w imię „polskiej racji stanu”, a tak naprawdę w imię chorobliwej rusofobii. Ta obsesyjna obawa przed „urażeniem” władz Ukrainy, państwa bez wielkiego dla nas znaczenia, państwa upadłego, budowanego na zbrodniczym fundamencie, kosztem polskiej pamięci – jest przejawem nie tylko głupiego infantylizmu, ale i ewidentnie antynarodowej polityki.

Jan Engelgard

Dzial: