Szaleństwo czy zdrada?

zurawski 2.jpg
Poseł Robert Winnicki w oficjalnej interpelacji zapytał rząd na jakich warunkach udzielono Ukrainie kredytu w wysokości 4 mld złotych z rezerw Narodowego Banku Polskiego oraz czy rząd sprawdził zdolność Ukrainy do spłaty kredytu i jakie gwarancje uzyskał, że kredyt zostanie spłacony .

Odpowiedzi na tę interpelację udzielił mu w formie dosyć szczególnej, bo na facebooku, dr hab. Przemysław Żurwaski vel Grajewski – członek Gabinetu Politycznego ministra spraw zagranicznych, czołowy przedstawiciel obozu wojującej rusofobii i skrajnego ukrainofilstwa w szeregach PiS.

Żurawski vel Grajewski stwierdził, że nie należy zwracać uwagi na to, czy Ukraina odda Polsce 4 mld złotych. Stanowisko to uzasadnił następująco: „Powstrzymywanie Rosji musi kosztować. Odda, nie odda – warto zainwestować”. Od razu nasuwa się pytanie, w co chce inwestować rezerwy NBP dr Żurawski vel Grajewski? W pomniki Stepana Bandery, niedawno odsłonięty ogromny pomnik przywódców koliszczyzny w Humaniu, a może w czekoladowy biznes Petro Poroszenki? Domyślam się, że politolog z Uniwersytetu Łódzkiego uważa, iż jest to inwestycja w bezpieczeństwo Polski, rzekomo śmiertelnie zagrożonej przez Rosję. Co prawda nie potrafię powiedzieć, do jakiej części terytorium Polski zgłasza pretensje Rosja i czy np. obywatele rosyjscy wysuwają do Polski roszczenia majątkowe – jak czynią to amerykańscy obywatele narodowości żydowskiej, wspierani w tym przez ambasady USA i Izraela – ale przyjmijmy, że dr Żurawski vel Grajewski ma rację.

Załóżmy, że Rosja rzeczywiście chce dokonać podboju Polski i jest to zagrożenie całkowicie realne. Czy w takim razie dr Żurawski vel Grajewski nie widzi absurdalności koncepcji oparcia bezpieczeństwa Polski na sojuszu z Ukrainą, czyli na sojuszu z banderowcami? Trzeba sobie bowiem uświadomić, że sojusz z pomajdanową Ukrainą jest właśnie sojuszem z banderowcami. Są oni – jak to wykazały chociażby noworoczne marsze ku czci Stepana Bandery – jedyną zorganizowaną siłą polityczną na Ukrainie, która ma struktury lokalne i która w razie kryzysu politycznego bez problemu przejmie władzę. Chociaż obecnie od bezpośredniego rządzenia są odsunięci, to pomajdanowy reżim liczy się z nimi, afirmując ich idee – o czym świadczy chociażby ustawodawstwo z 9 kwietnia 2015 roku, gloryfikujące OUN-UPA. Czy naprawdę nikt w obozie PiS nie zdaje sobie sprawy z ryzyka i niebezpieczeństwa takiego sojuszu?

Politycy i publicyści pisowscy głoszą, że banderowcy nie są wrogami Polski, ale Rosji. Otóż głęboko się mylą. Swój antypolonizm banderowcy co najwyżej z taktycznych względów wyciszyli – chociaż nie do końca, o czym świadczą różne incydenty. Jaki jest stosunek banderowców do Polski pokazuje m.in. przykład pani Natalii Panczenko – absolwentki Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, prominentnej działaczki ukraińskiej Fundacji Otwarty Dialog i liderki organizacji Euromajdan Warszawa. Pani ta – będąca pupilką byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego i warszawskiego klubu „Gazety Polskiej” – znana jest z publicznej gloryfikacji UPA. W jednym z wywiadów oświadczyła, że „UPA walczyła z Polakami o niepodległość Ukrainy”. Nazwała też Gdańsk miastem niemieckim.

Gdyby Rosja rzeczywiście chciała dokonać podboju Polski, to bez trudu przeciągnie banderowców na swoją stroną, oferując im Zakerzonie (wschodnia część województw lubelskiego i podkarpackiego), a nawet więcej, w zamian za Krym i Donbas. Wariant ten polityka rosyjska przećwiczyła w drugiej połowie XVIII wieku przy okazji pierwszego rozbioru Polski (1772), kiedy to Katarzyna II w zamian za swobodę ekspansji na ziemie podległe Turcji zaoferowała Austrii tę część terytorium Polski, którą nazwano Królestwem Galicji i Lodomerii. Podobnie zresztą – w wypadku poważnego konfliktu z Polską – bez trudu przeciągną banderowców na swoją stronę Niemcy. Banderyzm bowiem zawsze był nurtem proniemieckim, ale nigdy propolskim.

Koncepcja antyrosyjskiego sojuszu z banderowcami jako gwarancji bezpieczeństwa Polski do złudzenia przypomina sojusz polsko-pruski z 1790 roku, który zawarło tzw. stronnictwo patriotyczne (protoplaści XIX-wiecznego nurtu insurekcyjnego i dzisiejszego PiS) i który doprowadził do katastrofy drugiego rozbioru Polski (1793). W myśl przebiegłej polityki króla Prus Fryderyka Wilhelma II sojusz ten był prowokacją, obliczoną na zamknięcie Warszawie wszelkich dróg do porozumienia z Rosją. Natomiast w myśl rojeń przywódców stronnictwa patriotycznego Prusy miały być obrońcą niepodległości Polski przed Rosją. Po zmianie sytuacji geopolitycznej – czyli powrotu Prus do współpracy z Rosją na tle walki z rewolucyjną Francją – zamiast pruskiego korpusu posiłkowego, oczekiwanego podczas wojny polsko-rosyjskiej w 1792 roku, wkroczył do Polski w styczniu 1793 roku pruski korpus obserwacyjny, zajmując Wielkopolskę jeszcze przed formalnym dokonaniem drugiego rozbioru. Tak samo jak w 1790 roku dzisiejsza polityka polska poprzez sojusz z banderowcami i dążenie do instalacji bez NATO w Polsce zamyka wszelką możliwość bezpośredniego dialogu politycznego z Rosją. Czyli stawia wszystko na jedną kartę, nie biorąc pod uwagę możliwych do przewidzenia negatywnych konsekwencji zmiany stanowiska politycznego Zachodu i zmiany sytuacji politycznej na Ukrainie.

Te historyczne aluzje chyba jednak nie robią wrażenia na Przemysławie Żurawskim vel Grajewskim, który w polemice na facebooku zaprzeczył, by państwo ukraińskie przejęło kiedykolwiek część polskich ziem lub mienia. Według politologa z Uniwersytetu Łódzkiego polskie Kresy południowo-wschodnie zagarnęła w 1939 i 1945 roku nie sowiecka Ukraina, ale Rosja (sic!). Stwierdził on wprost:

„Nic mi nie wiadomo, by państwo ukraińskie zagarnęło jakiekolwiek ziemie czy majątek Rzeczypospolitej, czy to w 1939 roku czy kiedykolwiek indziej. Zawsze czyniło to imperium rosyjskie". W 1918 roku, kiedy Zachodnioukraińska Republika Ludowa zagarnęła Lwów, także? W swoim ukraińskim szaleństwie Żurawski vel Grajewski jest bezwzględnie cyniczny, bo świadomie nie zauważa czystki etnicznej na Polakach i zagarnięcia ich mienia w latach 1943-1944. Zbrodni tej co prawa nie dokonało państwo ukraińskie, ale Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów-Banderowców – dążąca do stworzenia takiego państwa (faszystowskiego i sprzymierzonego z III Rzeszą) – nie zmienia to jednak w niczym faktu, że uczyniła to ręka ukraińska. Mało tego! Zbrodnia z lat 1943-1944 stanowiła dla banderowców – czego nie ukrywali w oficjalnej propagandzie – akt założycielski państwa ukraińskiego, które miało być „czyste jak szklanka wody” od „obcoplemieńców”.

Członek Gabinetu Politycznego ministra Waszczykowskiego odniósł się także do słynnych wypowiedzi swojego szefa dla „Daily Telegraph” oraz agencji Reutera. W wywiadzie dla „Super Expressu” Żurawski vel Grajewski stwierdził wprost, że minister Waszczykowski niepotrzebnie łagodził wymowę wypowiedzi udzielonej dziennikowi „Daily Telegraph”. Jego zdaniem najważniejsze jest „bezpieczeństwo państwa” i dlatego w sytuacji „zagrożenia ze strony Rosji” oraz ewentualności wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE, Polska powinna zgodzić się na ustępstwa w sprawach socjalnych dla polskich emigrantów zarobkowych na Wyspach Brytyjskich.

„Sytuacja międzynarodowa jest zła i musimy pilnie zadbać o militarną osłonę Polski, co jest warte swojej ceny. Czy ta cena byłaby wygórowana? Moim zdaniem nie, gdyż nie chodziło o pozbawienie Polaków na Wyspach przywilejów, jak to jest przedstawiane. Chodziło o pozbawienie możliwości wysyłania świadczeń na dzieci przebywające w Polsce (…). Pozostanie Brytyjczyków w UE jest istotnym interesem Polski. I możliwość powiedzenia przez rząd Camerona, że jakieś sukcesy odnosi, żeby przekonać swoich obywateli do pozostania w UE, jest także w interesie Polski. Unia bez Londynu to słabsze więzi transatlantyckie, słabsze stanowisko UE wobec Rosji itd. (…) Unia powinna wspomóc tę część brytyjskich elit, które chcą w UE pozostać. Nawet, jeżeli będzie to kosztowało” – oświadczył Żurawski vel Grajewski.

A więc handel wymienny: bazy NATO w Polsce i napinanie brytyjskich muskułów jako polska polityka mocarstwowa wobec Rosji w zamian za likwidację socjalu dla polskich emigrantów. Niechcący znowu przypomina mi się przywołany wyżej sojusz polsko-pruski z 1790 roku. Wtedy ówczesne stronnictwo patriotyczne godziło się na oddanie Prusom Gdańska i Torunia w zamian za możliwość prężenia pruskich muskułów przed Rosją.

Na portalu wpolityce.pl wypowiedzi Żurawskiego vel Grajewskiego jeden czytelników skomentował następująco: „ci co wyemigrowali to już nie wrócą i pies ich je…ł; bezpieczeństwo tych, którzy zostali jest najważniejsze!” Wypowiedź tego czytelnika i wypowiedzi doradcy ministra Waszczykowskiego pokazują jak w soczewce całą ideologię pisowską. Opiera się ona na dwóch filarach: graniczącej z obłędem nienawiści do Rosji oraz nienawiści tych, którym się w życiu nie powiodło do tych, którym się w życiu powiodło (taka nowa walka klas). Czy w oparciu o takie filary da się jednak przeprowadzić szumnie zapowiadaną modernizację kraju?

Z wypowiedzi Żurawskiego vel Grajewskiego należy wnioskować, że dla otwarcia nowego rozdziału w odwiecznej polskiej walce z Rosją pisowcy są gotowi poświęcić bardzo wiele. Rezerwy Narodowego Banku Polskiego i uprawnienia socjalne polskich emigrantów, to na pewno nie jest jeszcze ich ostatnie słowo. Jak wiele są w stanie poświęcić jeszcze nie wiemy, ale w najbardziej pesymistycznym scenariuszu można założyć, że tak jak ich XVIII-wieczni protoplaści ze stronnictwa patriotycznego będą gotowi poświęcić wszystko.

Nasuwa się w związku z tym pytanie czy mamy tutaj do czynienia tylko z irracjonalną oceną położenia geopolitycznego kraju, wynikającą z wyznawanych fobii i mitów, czy jednak również ze świadomym działaniem na szkodę państwa i narodu w interesie zewnętrznego uczestnika (uczestników?) gry geopolitycznej? Krótko mówiąc, czy mamy do czynienia z szaleństwem czy zdradą?

Myślę, że dylemat ten na pewno rozstrzygną za kilkadziesiąt lat historycy. Odnosząc się jeszcze raz do fatalnego w skutkach przymierza polsko-pruskiego z 1790 roku chciałbym zwrócić uwagę na różnice pomiędzy ówczesnym a obecnym położeniem Polski. Wówczas zagrożenie ze strony Rosji było realne w dającej się przewidzieć perspektywie, a sojusz z wiarołomnymi Prusami je tylko przyspieszył. Obecnie to zagrożenie realne nie jest, ponieważ Rosja nie prowadzi polityki imperialnej, ale politykę obrony obszaru geopolitycznego utożsamianego (z pewnymi modyfikacjami) z terytorium byłego ZSRR. Jednakże polityka lansowana przez Waszczykowskiego, Żurawskiego vel Grajewskiego, Macierewicza i ogólnie rzecz biorąc środowisko „Gazety Polskiej” może zagrożenie rosyjskie realnym uczynić.
Bohdan Piętka
fot. profil fb Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego