Obchody przy milczeniu mediów

isakowicz w MN.jpg
Establishment w Polsce robi wiele, żeby wyciszyć pamięć o zbrodniach UPA na Polakach. Zjawisko to nasiliło się po Majdanie, kiedy Ukrainę uznano za „strategicznego partnera”. Ponieważ zaś to nowe „demokratyczne” państwo za swoich patronów obrało Banderę, Szuchewycza i Klaczkiwskiego – w Polsce zamiast oburzenia przyjęto kurs na wyciszanie pamięci o zbrodniach popełnionych na Polakach oraz dyskredytowanie tych, którzy nie chcą się temu podporządkować.

Tegoroczne obchody 72. rocznicy apogeum ludobójstwa na Wołyniu, obchodzone jako Dzień Pamięci Męczeństwa Kresowian, odbywały się bez udziału władz państwowych (poza jednym wyjątkiem) i przy wymownym milczeniu czołowych mediów, które zajmowały się 20. rocznicą zbrodni w Srebrenicy, „zapominając”, że w tym dniu jest inna rocznica, znacznie tragiczniejsza. Kierunek myślenia tych ośrodków w Polsce oddaje list opublikowany w „Gazecie Wyborczej”, podpisany przez kilkudziesięciu polityków, dziennikarzy i działaczy mniejszości ukraińskiej w Polsce. Oto kluczowy fragment tego dokumentu:

„My, niżej podpisani, apelujemy do Polaków i Ukraińców, aby nie ulegali jakimkolwiek prowokacjom i próbom podsycania wrogości między naszymi narodami i społeczeństwami. Potępiamy wszelkie formy niszczenia pomników polskich na Ukrainie i ukraińskich w Polsce. Nie dajmy się znowu skłócić. Tyle razy w naszej historii dochodziło do konfliktów podsycanych z zewnątrz przez siły wrogie Polsce i Ukrainie (co potwierdzają kolejne świadectwa). Kończyło się to dramatem narodów i śmiercią wielu niewinnych ludzi”.

W liście jest zawarta jasna sugestia, że każdy, kto podnosi kwestię nie rozliczonej zbrodni ludobójstwa, każdy, kto nie godzi się, żeby patronami sąsiedniego państwa byli fanatyczni mordercy i szowiniści, ulega komuś „z zewnątrz”, w domyśle oczywiście Rosji. To niesłychane i amoralne stanowisko, stojące w sprzeczności ze wszystkimi normami obowiązującymi w relacjach między państwami narodami – jest przykładem całkowitego upadku tzw. polskiej klasy politycznej.

Obchody tegoroczne rozpoczęły się 10 lipca od konferencji zorganizowanej w Muzeum Niepodległości w Warszawie pt. „Kresy – wczoraj, dziś i jutro”. Wśród wielu referentów wymienić wypada ks. Tadeusza Isakowicz-Zaleskiego, Stanisława Srokowskiego, pisarz z Wrocławia, który mówił o filmie Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”, dr. Andrzeja Zapałowskiego z Przemyśla, Ewę Siemaszko, Romualda Starosielca i Dariusza Grabowskiego. Polityków reprezentowali posłowie: Mieczysław Golba, Patryk Jaki z Solidarnej Polski oraz Franciszek Stefaniuk z PSL.

11 lipca obchody rozpoczęły się Apelem Pamięci, salwą honorową i złożeniem wieńców pod pomnikiem 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK na stołecznym Skwerze Wołyńskim. – Spotykamy się w dniu szczególnym, w dniu 72. rocznicy tzw. krwawej niedzieli na Wołyniu i w miejscu szczególnym, na Skwerze Wołyńskim. Spotykamy się by uczcić, oddać honor i objąć modlitwą ponad 100 tysięcy ofiar zbrodni ukraińskich nacjonalistów Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zbrodni dokonanych w 2136 miejscowościach siedmiu województw II Rzeczpospolitej na Kresach Południowo-Wschodnich – powiedział sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Krzysztof Kunert, jeden z organizatorów obchodów.

Z kolei Prezes Zarządu Okręgu Wołyńskiego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Anna Lewak podkreśliła, że to spotkanie jest „świadectwem prawdy o Kresowianach II Rzeczpospolitej, o ludności polskiej, która przeżyła dwie okupacje – sowiecką i niemiecką, o ofiarach ludobójczych czystek na Wołyniu, Polesiu, Podolu, ziemi lwowskiej, stanisławowskiej i tarnopolskiej, którzy zginęli z rąk OUN-UPA”. A Szczepan Siekierka, prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu przyznał, że takie uroczystości przeżywa bardzo osobiście, boleśnie i z wielkim wzruszeniem jako „bezpośredni świadek wspominający śmierć 16 członków najbliższej rodziny w wyniku zbrodni wołyńskiej”. – Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu na podstawie zeznań świadków jednoznacznie potwierdziła, że było to ludobójstwo zaplanowane i wykonane na bezbronnej ludności polskiej. Takiej świadomości ugruntowanej w świadomości Polaków nikt nie zmieni. Szanuję suwerenne prawa Ukrainy do niepodległości i wyboru własnej drogi rozwoju, ale niepokoi nas powrót do ideologii stosowanej u podstaw zbrodni dokonywanej w latach 1939-1947. Musimy wyciągać wnioski z przeszłości, żeby w przyszłości nasi potomkowie odczytywali tę historię w sposób prawidłowy – mówił Siekierka.

Po południu ulicami Warszawy przeszedł Marsz Pamięci, od Placu Trzech Krzyży, gdzie w kościele św. Aleksandra odprawiono Mszę św. w intencji ofiar, do Domu Polonii na Krakowskim Przedmieściu, pod tablicę upamiętniającą ofiary. Komentując tegoroczne obchody, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski powiedział, że nadal unika się w oficjalnych dokumentach, w tym uchwałach Sejmu RP jasnego określenia zbrodni na Wołyniu jako ludobójstwa. Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego niechęć polskich władz do jednoznacznego określenia zbrodni wołyńskiej mianem ludobójstwa i przypominania o tym wydarzeniu jest wynikiem mylnie rozumianej poprawności politycznej. – Największe polskie partie przez lata realizowały tzw. mit Jerzego Giedroycia, który zakładał, że powinniśmy wymazać z pamięci Kresy, przestać wspierać tamtejszą mniejszość, odciąć się od tradycji i zapomnieć o tragicznej historii, także o zbrodniach. Dlatego też większość ofiar wciąż nie doczekała się grobów – powiedział.

Warto też dodać, że pamięć ofiar UPA na Wołyniu uczczono w Doniecku. W tym regionie Ukrainy uważa się, że Polacy padli w 1943 roku ofiarą tej samej formacji, która masakrowała ludność Doniecka i całego obwodu przez wiele miesięcy.

Opr. JE
Na zdjęciu: ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w Muzeum Niepodległości (fot. profil fb)

Dzial: