Andrzej Nieuważny – pro memoria

nieuwazny 2.jpg
W piątkowe wczesne popołudnie, piątego czerwca, dowiedziałem się od mojego przyjaciela z Torunia, że odszedł Andrzej Nieuważny (1960-2015). W pierwszej chwili nie chciało mi się wierzyć w tę informację, Andrzej był bardzo dowcipnym człowiekiem i pomyślałem, że to jego kolejny dowcip.

Niestety wiadomość przekazana mi przez Grzegorza okazała się prawdziwa. Ostatni raz rozmawiałem z Andrzejem 29 maja, dzień po zdjęciu mu gipsów (pod koniec zimy miał poważny wypadek, po którym unieruchomiono mu obie nogi). Teraz czekała go powolna rehabilitacja. Podczas tej rozmowy czuć było w jego głosie ogromny optymizm i nadzieję, że już niedługo będzie mógł się ponownie swobodnie poruszać. Jak wielkim dla niego problemem było to czasowe unieruchomienie poczułem, gdy odwiedziłem go w połowie maja. Andrzej był osobą niezwykle żywą, dynamiczną, mówiącą całym ciałem. Jego gestykulacja była bardzo ekspresyjna, jednak w doskonały sposób uzupełniała jego przekaz.
Był on wybitnym erudytą i wulkanem energii, którą w sposób tylko jemu charakterystyczny potrafił przelewać na otaczających go słuchaczy czy też prowadzących z nim dialog rozmówców. Wielokrotnie miałem okazję to obserwować, a także samodzielnie doświadczyć podczas jego prelekcji czy też otwartych wykładów, w których zawsze starałem się uczestniczyć, kiedy tylko byłem na toruńskim Uniwersytecie.

Podczas naszego ostatniego spotkania, ustalaliśmy szczegóły dotyczące planowanej przez Muzeum Romantyzmu w Opinogórze, konferencji naukowej dotyczącej postaci generała Wincentego Krasińskiego (październik 2015 ), a także przeglądaliśmy jego ogromne zbiory pod kątem wystawy dotyczącej „stu dni” Napoleona oraz bitwy pod Waterloo. Jego zbiory były ogromne zapełniły do ostatniego wolnego centymetra toruńskie mieszkanie rodziny Nieuważnych, a także jego gabinet na Wydziale Historycznym UMK. Dodatkowo był on takim rodzajem zbieracza, który bardzo chętnie udostępniał swoje zbiory innym badaczom zajmującym się tym okresem historycznym. Nie dane mi było nigdy usłyszeć od Andrzeja słowa NIE skierowanego do mnie czy też innej osoby, która poszukiwała wiedzy lub odpowiedniej grafiki, pocztówki, książki do zilustrowania danego tematu.

Oprócz książek, historii oraz Napoleona była jeszcze jedna bardzo ważna sprawa w jego życiu, potrafił o niej mówić tak samo pięknie i długo jak o bitwach i manewrach taktycznych. Były to jego dzieci. Wraz ze swoją małżonką Ewą, doczekali się czwórki. Pamiętam, że zawsze podczas wyjazdów odnajdywał on czas, aby zadzwonić do domu i zapytać domowników czy wszystko jest w porządku. Opowiadał mi o sukcesach córek jak i synów, o tym, że są świadomi tego, że nauka może im bardzo pomóc w ich dalszym rozwoju, karierze. Pełny wzruszeń był również pogrzeb Andrzeja na toruńskim cmentarzu św. Jerzego. Pożegnaliśmy go wspólnie z reprezentantami toruńskiego ratusza, władzami, pracownikami i studentami UMK, rekonstruktorami, muzealnikami i historykami (w dużej mierze wychowankami Andrzeja), a także entuzjastami jego dokonań z całej Polski. Nasz hołd był symboliczny, bo Andrzej pozostanie już na stałe w naszej pamięci i z nami, będzie mimowolnym uczestnikiem każdej rozmowy o Napoleonie, każdej rekonstrukcji… .
Cześć jego Pamięci!!!
Rafał Wróblewski, Muzeum Romantyzmu w Opinogórze

Od Redaktora:
Andrzej Nieuważny był moim kolegą ze studiów na Wydziale Historycznym Uniwersytetu warszawskiego (1978-1983). Były to czasy burzliwe, ale dla nas intrygujące, żyliśmy historia, chłonęliśmy ją niemal na co dzień. Andrzej już wtedy był zafascynowany epoką napoleońską – chodziliśmy na niezapomniane wykłady prof. Andrzeja Zahorskiego. O ile sobie przypominam, Andrzej nie był jakoś jednoznacznie zaangażowany politycznie. Już wtedy był człowiekiem, który potrafił zachować dystans. Po latach, kiedy się spotkaliśmy przy okazji wspólnych przedsięwzięć w Muzeum Romantyzmu w Opinogórze i Muzeum Niepodległości od razu i bez barier nawiązaliśmy kontakt, mimo że Andrzej raczej nie podzielał moich ideowych przekonań, wiedząc jakie one są.

Podobała mi się w nim otwartość na innych i jego profesjonalny stosunek do tego, co robi. Kochał Francję, często tam przebywał, wykładał. Ale drugim krajem, który go fascynował była Rosja, nigdy nie dostrzegłem u niego tak powszechnej wśród polskiej inteligencji irracjonalnej rusofobii. To pewnie spadek po ojcu, znanym rusycyście Florianie Nieuważnym. Dlatego bez emocji potrafił ocenić znaczenie orientacji rosyjskiej reprezentowanej w czasach napoleońskich przez ks. Adama Jerzego Czartoryskiego, Często żartowaliśmy na temat – kiedy trzeba było przejść na stronę Aleksandra I.

W październiku tego roku Andrzej miał być naukowym opiekunem konferencji na temat zapomnianej, niedocenionej i sponiewieranej postaci Wincentego Krasińskiego. Szkoda, że go z nami nie będzie – ale ta konferencja będzie także poświęcona jego pamięci.
Jan Engelgard

Dzial: