Izba Lordów i mienie pożydowskie

HOUSE-OF-LORDS-facebook.jpg

Wydawać by się mogło, że brytyjska Izba Lordów jest ciałem parlamentarnym wolnym od głupoty i fałszu. Że tak niestety nie jest przekonaliśmy się 18 marca br. Tego dnia doszło bowiem w Izbie Lordów do zdumiewającego ataku na Polskę. Podczas debaty o Holocauście brytyjscy lordowie wskazali na Polskę jako jeden z ostatnich krajów, który nie uregulował odszkodowań za utracone mienie żydowskie. I oczywiście wezwali Polskę, aby jak najszybciej to zrealizowała.

O tym, że przedsiębiorstwo Holocaust Industry regularnie ustawia „stolik z żydowską traumą” i wystawiało przez lata różnym krajom swoje wydumane rachunki wiemy nie od dziś. Nie warto zajmować się „przedsiębiorstwem Holocaust Industry” i pytać o ocenę etyczną ich działań, bo od wieków wiadomo, że ci ludzie z etycznymi zachowaniami nie mają nic wspólnego.

Zabierając głos w tej sprawie brytyjscy lordowie wykazali się albo amnezją, albo lenistwem, bowiem nie wspomnieli o tym, że Wielka Brytania jako pierwsza zażądała już w 1946 roku zwrotu pożyczek, jakie zaciągnął Rząd Polski na Emigracji m.in. na ratowanie Żydów i wspieranie „Żegoty”. Dysponujący podczas wojny daleko większymi możliwościami niż Rząd polski, Rządy brytyjski i amerykański nie kwapiły się do pomocy Żydom. Jakby tego było mało, to do końca wojny nie podjęto, mimo wielokrotnych apeli gen. Sikorskiego, żadnych wojskowych kroków, aby zapobiec lub chociaż opóźnić Holocaust.

A chodziło o zbombardowanie linii kolejowych, fabryk i miast niemieckich, położonych obok obozów. Przecież to z Wielką Brytanią już po wojnie zawarto szereg umów dot. zabezpieczenia roszczeń byłych obywateli polskich, którzy w chwili zawierania w/w. umów byli już obywatelami brytyjskimi. Rozmowy dotyczące wypłaty przez Polskę odszkodowań za mienie pozostawione w Polsce zakończyły sie podpisaniem w dniu 31.10.1947 r. w Warszawie protokołu w sprawie odszkodowań za brytyjskie interesy dotknięte polską nacjonalizacją.

Tenże protokół stał się częścią składową układu zawartego pomiędzy rządami polskim i brytyjskim w dniu 14 stycznia 1949 r. Ale na tym nie koniec. W dniu 11 listopada 1954 r. podpisano w Warszawie całkowicie odszkodowawczy protokół, który obejmował 530 pozycji majątkowych (głównie nieruchomości) zgłoszonych przez stronę brytyjską. Co ciekawe, układ nie obejmował byłych obywateli polskich narodowości niemieckiej i... Polaków, którzy po wojnie pozostali w Wielkiej Brytanii, Irlandii i brytyjskich terenach zamorskich. Ale roszczenia nie obejmowały także majątków Polaków, którzy mieli obywatelstwo brytyjskie jeszcze przed wojną. Obejmowały przede wszystkim byłych obywateli polskich narodowości żydowskiej, którzy zgłaszali swe roszczenia rządowi brytyjskiemu.

Pozostaje postawić pytanie – ile razy Polska i jej obywatele mają płacić za coś, co już raz zostało wycenione i zapłacone? Jeśli natomiast pozostały jakieś nieruchomości, które nie zostały zgłoszone na wszystkich listach, jakie do rządu polskiego zgłosiły także inne państwa (Francja, USA, Szwecja, Dania, Finlandia, Szwajcaria, Lichtenstein, Holandia, Belgia, Grecja, Austria), to istnieje droga sądowa. I Polska wszystkie roszczenia, zgłaszane przez w/w. państwa zaspokoiła, ostatnie w styczniu 1981 r. gdy została skwitowana przez Departament Stanu USA.

Na koniec taka refleksja. Niemcy rozliczyli sie z Izraelem w roku 1954. Wypłacili państwu Izraela kwotę 54 mld DM za skonfiskowane i zniszczone w wyniku działań wojennych w Europie, mienie żydowskie. Wtedy dotyczyło to mienia w całej Europie. Teraz Żydzi domagają się od Polski kwoty ok. 65 mld USD, a więc dwukrotnie więcej niż od Niemców za mienie w całej Europie. To nie Polska tylko Niemcy konfiskowali żydowskie majątki na okupowanych terenach. Nieprawdą też jest, że Żydzi po wojnie nie mogli odzyskać swoich majątków. Prof. Chodakiewicz zrobił szczegółową kwerendę po archiwach sądowych i okazuje się, że te majątki Żydzi odzyskiwali. Odzyskiwali i... sprzedawali aby udać się do Palestyny. Myślę, że czas skończyć z tą międzynarodową hucpą do której co rusz włączają się a to Hilary Clinton, a to lordowie brytyjscy, czy inni politycznie poprawni pożyteczni idioci. Wiem, że mamy marny rząd oraz marne tzw. elity i wystarczy jakaś indywidualna korzyść na horyzoncie aby nasi rządzący i tzw. elity na wyścigi zaczęli przykładać rękę do kolejnego obrabowania Polaków.

Byłoby dobrze aby Brytyjczycy przypomnieli sobie sprawę polskiego złota, które do dziś nie może odnaleźć drogi do Polski. A przecież znalazło się już w roku 1939 r., w obawie przed niemieckim rabunkiem, na terytorium Wielkiej Brytanii.

Ireneusz T. Lisiak
Myśl Polska, nr 21-22 (24-31.05.2015)

Dzial: