Ukraina – państwo w łaski obcych

Petlura-Piłsudski_Winnica_1920.jpg
W roku 1985 wydałem broszurkę pt. „O stosunkach polsko-rosyjskich dzisiaj”. Jest tam spory fragment o Ukrainie. Oto on: „Sprowadza się to do tworzenia państwa metodą drugą, z woli obcej siły. Popieranie takiej czy innej orientacji politycznej wśród obcych ludów to ingerencja w wewnętrzne sprawy innych państw, co z pozycji etycznej budzi więcej zastrzeżeń niż pochwał. Niemcy wmawiali nam kiedy? odrębność Kaszubów czy Goralenvolku.

Jak powiedziałem wyżej, państwa mogą powstać z woli ościennych państw czy odległych mocarstw, ale żadna racja etyczna za taką działalnością państwowotwórczą nie stoi. Oczywiście nie ma nic niemoralnego w tym, że u sąsiadów sympatyzujemy z takim kierunkiem politycznym, który jest dla nas korzystny. Nie ma nic niemoralnego w sympatyzowaniu z nacjonalizmem ukraińskim, rzecz jednak w tym, czy jest on dla Polski korzystny.

Niepodległa Ukraina to pomysł wcale nie ukraiński. Zrodził się jako pomysł antyrosyjski w lożach masońskich na początku XIX wieku. Wiele czołowych postaci zaangażowanych w tworzenie ideologii separatyzmu Wielkiej Ukrainy to Polacy jak np. Jan i Seweryn Potoccy, Włodzimierz Antonowicz czy Metropolita Szeptycki. Nazwiska symbole, Chmielnicki i Mazepa, to też byli Polacy. A z drugiej strony Rusin (dziś powiedzielibyśmy Ukrainiec) Michał Korybut Wiśniowiecki to nasz król „Piast”. Poplątane mamy losy.

Koncepcja niepodległej Ukrainy doczekała się realizacji jedynie z woli Niemców. W czasie I wojny światowej Niemcy panowali na wschodzie aż po Don. Ogłosili Ukrainę państwem i zawarli z nim antypolski traktat pokojowy 9 II 1918 r. w Brześciu Litewskim. Ukraina ta obejmowała olbrzymie terytorium, jak obecna republika związkowa, a ponadto Niemcy odstąpili jej nawet spory szmat Królestwa Kongresowego (Biała Podlaska, Zamość, Chełm, Tomaszów itd.). Ukraina ta politycznie i gospodarczo była zupełnie zależna od Niemiec i jako państwo satelitarne niemieckie stanowić miała przeciwwagę dla zawsze niepewnej politycznie "Polski" wykrojonej z Królestwa Kongresowego. Oczywiście przegrana niemiecka na zachodnim froncie szybko pokazała, że owa państwowość ukraińska, nawet wzmocniona o Galicję Wschodnią i regularne formacje austriackie z ukraińskim żołnierzem, nie ma żadnych korzeni lokalnych, narodowych, że własnymi siłami się nie ostoi i to w czasach rosyjskiej wojny domowej, kiedy zaledwie 60 tys. armia czechosłowacka potrafiła zapanować nad całą Syberią.

Tę niemiecką koncepcję państwowości ukraińskiej podtrzymywali Anglicy swym poparciem dla Ukraińców walczących z Polską o Małopolskę Wschodnią, podtrzymywał Piłsudski swym układem z Petlurą (w którym Petlura do niczego się nie zobowiązał, bo niczym nie dysponował) oraz swą wyprawą na Kijów. Okazało się, że nie ma tam komu oddać władzy, nie ma się z kim federować. Jak wiemy skończyło się kontrofensywą Armii Czerwonej, która zatrzymana została dopiero bitwą warszawską 14-16 sierpnia 1920 r., dowodzoną przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego.

W II wojnie światowej Niemcy znowu zaczęli tworzyć zręby państwowości ukraińskiej w oparciu o ukraińskich nacjonalistów. Jaki był stosunek Stefana Bandery i jemu podobnych do polskości, co robiły bandy UPA, dobrze pamiętamy. Państwo ukraińskie istnieć może jedynie w oparciu o obcą siłę, o Niemców, a wtedy będzie zdecydowanie antypolskie. Nie nasz w tym interes, by do tworzenia tej państwowości ręki przykładać. Sprawa ma jeszcze drugi aspekt. Popieranie separatyzmu ukraińskiego to program antyrosyjski, program rozbicia ZSRR. Kto taki program głosi automatycznie ustawia się w szeregu przeciwników Moskwy. Żadne deklaracje o pragnieniu stosunków dobrosąsiedzkich nie zmienią tego oczywistego faktu. Każdy rozsądny polityk polski, każdy Polak świadomy rzeczywistych interesów naszego narodu wie, że konflikt z ZSRR nie jest w naszym interesie. Pragnąc dobrych stosunków sąsiedzkich z ZSRR nie możemy dążyć do jego rozbicia. Takie hasła padające z polskich ust czynić nas niepewnym sojusznikiem. Zmuszają ZSRR do patrzenia nam w palce”.

Sądzę, że te myśli z 1985 r. są w większości nadal aktualne. Ukraina nie stoi na własnych nogach. Ma ogromne wsparcie Zachodu, w tym Niemiec, ale także nie wiadomo po co Polski. Życzę Ukraińcom, by się dorobili własnego narodu, własnej tożsamości i własnego państwa, ale siłami własnymi. Po rozpadzie ZSRR okazało się, że Ukraina może istnieć tylko jako satelita, czy to Rosji, czy też Zachodu. Gdy ukraińska republika radziecka stała się niepodległym krajem, przewodniczący radzieckiej Rady Najwyższej Ukrainy, Leonid Krawczuk, stał się prezydentem kraju. Z okresu przemian brak im bohaterów, chociażby takich jak u nas Wałęsa czy Mazowiecki, których postawa wymagała jakiejś dozy heroizmu.

Brak Ukraińcom historii, do której mogliby się odwołać – odwołują się więc do tradycji banderowskich, jedynych walk, w których Ukraina samodzielnie miała jakiś program. Nie jest wykluczone, że obecne walki z Donbasem, a faktycznie z Rosją, bohaterstwo obrońców lotniska w Doniecku (zwanych „cyborgami”) itd. dadzą Ukrainie jakiś punkt odniesienie dla swojej odrębnej historii, ale droga to daleka. Narody tak szybko nie powstają. Musi wokół tych wydarzeń wyrosnąć jakaś literatura piękna w języku ukraińskim, jakaś legenda (jak u nas o Westerplatte), coś do czego z chlubą można by się odwołać.

Tymczasem mamy obraz państwa sezonowego, z ogromną korupcją, potężnymi wpływami obcymi, z ogromnymi wpływami tzw. oligarchów, niezdolnego do samoobrony, ani do niezależnej polityki. Brak im patriotyzmu – są masowe ucieczki przed poborem. Nie widać konsolidacji społecznej wokół władzy.

Czy Ukraina utrzyma się jako niepodległe państwo, w jakim kształcie terytorialnym, z jakim systemem wewnętrznym, związanym z Rosją czy z Zachodem i przede wszystko z jakim obliczem cywilizacyjnym, pokaże przyszłość. Albo zadecyduje o tym wola narodu ukraińskiego, albo okaże się, że nie ma czegoś takiego jak naród ukraiński i pozostanie twór polityczny zależny od zewnętrznych okoliczności. Niestety, obawiam się, że jeżeli Ukraina ostoi się jako niezależne państwo, to będzie w swojej polityce zewnętrznej antypolska. Nasze działania pomocowe na niewiele się zdadzą. Mniejszość ukraińska w Polsce jest z ducha banderowska. Liczni studenci ukraińscy studiujący na nasz koszt, na naszych uczelniach, jakoś nie nabierają sympatii do Polski. Bardziej widać to u ukraińskich imigrantów czy robotników sezonowych – Polska dla nich to bogaty, wymarzony, Zachód. Bardziej spodziewam się ukraińskiej imigracji, połączonej z polonizacją, niż ze wzrostem nastrojów pro-polskich na samej Ukrainie.

Na pewno nie mamy co liczyć na tradycje jagiellońskie. Żadna unia czy federacja realną nie jest. Może nawet zdarzyć się coś jeszcze innego. Ukraina jako nasz sąsiad stanie się nam wroga i przez to poprawią się nasze relacje z Rosją (sąsiad naszego sąsiada). Odgrywać więc będzie rolę jakby buforu między nami a Rosją. Podobną rolę może pełnić, a właściwie już pełni dziś, Białoruś.

Prezydent Czech Milosz Zeman w ostrych słowach odpowiedział grupie Ukraińców, którzy wysłali do niego list „w obronie Stepana Bandery”. „Czy znacie rozkaz Bandery: „Zabijcie każdego Polaka między szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia”?. „Jeśli nie znacie, nie jesteście Ukraińcami" – odpisał Zeman. (http://www.nawolyniu.pl/artykuly/zeman.htm). A co my? Udzielając Ukrainie pomoc finansową i szkoleniową, winniśmy żądać skruchy za Wołyń. Niemcy okazali ją za II wojnę światową. Armenia stale jej żąda od Turcji. My też musimy. A w ogóle to powinniśmy zachować większy dystans do Ukrainy. Tam się rozgrywa mocarstwowa próba sił między USA i Rosją. Nasz interes w tym jest mocno wątpliwy.

Prof. Maciej Giertych
Opoka w Kraju
Na zdjęciu: Piłsudski i Petlura

Dzial: