Kaczyński nie jest genialnym strategiem

pis_1.jpg
Od dwóch dni zastanawiam się nad sensem tego, co teraz dzieje się w Polsce. Od różnych interpretacji, analiz i komentarzy można oszaleć. O co chodzi? Cui bono? Dzisiaj doszedłem do wniosku, że jeśli wziąć pod uwagę charakter życia politycznego w Polsce, to w tym zamieszaniu, protestach i chaosie chodzi o coś zwyczajnego.

Czy w protestach kobiet i młodzieży przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego jest ręka Jerzego Sorosa? Być może. Czy tym ruchem – nie mam wątpliwości, że wyrok Trybunału to jego decyzja – Jarosław Kaczyński chciał odwrócić uwagę od nieradzenia sobie z walką z epidemią? Dla mnie wątpliwe. Czy to wszystko, to jakiś genialny strategicznie manewr prezesa PiS-u? Według mnie zdecydowanie nie. W tym co się dzieje nie należy szukać drugiego i trzeciego dna. Wytłumaczenie jest dość oczywiste.

Otóż uważam, że Jarosław Kaczyński wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego chciał zrównoważyć zły odbiór tak zwanej "piątki Kaczyńskiego", z której najbardziej ucieszyli się ci, którzy teraz protestują przeciw wyrokowi Trybunału. Orzeczenie TK miało zniwelować dysonans po "piątce Kaczyńskiego" po której pojawił się zarzut istotny dla katolickiego elektoratu PiS-u, że ta partia bardziej chroni życie zwierząt futerkowych niż nienarodzone dzieci. Jednak Kaczyński zwyczajnie nie przewidział reakcji, która wręcz przeszła w wściekłą eksplozję. Jeśli ktoś rzuca granat w szambo nigdy nie może mieć pewności kogo gówno obryzga.

Jednak mimo burzliwych sprzeciwów, mający większe wyczucie polityczne po stronie protestujących – na przykład Magdalena Środa oraz autor ciekawej analizy Paweł Piskorski (tak, tak ten były prezydent Warszawy) – i Kaczyński wiedzą, że te uliczne protesty nie obalą władzy PiS-u. Nie obalą tej władzy również protesty przedsiębiorców przeciwnych restrykcjom wprowadzanym pod pretekstem epidemii, ani rolników przeciwnych "piątce Kaczyńskiego".

Orzeczenie TK nie przykryje nieporadności rządu w walce z koronawirusem, ponieważ protesty po orzeczeniu TK mogą trwać tygodnie, a fatalne skutki nieporadności rządu w walce z epidemią będą się ujawniać i trwać na pewno wiele miesięcy, a pewnie i lat. Na wiosnę przyszłego roku po protestach przeciw orzeczeniu TK będą tylko wspomnienia, a skutki fatalnych decyzji rządu w związku z pandemią będą coraz dotkliwsze. Zatem niby w jaki sposób protesty przeciw orzeczeniu TK mogą przykryć skutki koronawirusa?

Być może PIS rozgrywa to teraz w ten sposób, że protesty przeciw koronawirusowym restrykcjom są tłumione szybko i brutalnie, bo to może osłabiać pozycję PiS-u u jego wyborców. Z kolei demonstranci spod hasła "wypierdalać" mogą pohulać, ponieważ PiS pokaże w ten sposób Kościołowi, że tylko on może go bronić przed tą już w pełni fizyczną i niebezpieczną agresją oraz zmobilizuje swoich wyborców i część wyborców dotychczas zachowujących rezerwę wobec partii rządzącej, pokazując, że albo jego rządy, albo wulgarny i agresywny motłoch nie szanujący nikogo i niczego. Wierzę w zdolność Kaczyńskiego rozgrywania tej sprawy na tym poziomie. W jego geniusz strategiczny przestałem wierzyć jakiś czas temu.

Napisałem na początku, że chodzi tu o coś zwyczajnego, a tym czymś jest doraźne dzierżenie władzy. I to jest w tym wszystkim najgorsze, ponieważ powoduje dalekosiężne tragiczne skutki.
Obawiam się, że Jarosław Kaczyński nie jest geniuszem strategicznym również dlatego, że nie zdaje sobie sprawy albo jest mu to obojętne, że rozpętanie tych wściekłych protestów, w których dominują młode kobiety i młodzież, eskaluje konflikt kulturowy, a może nawet cywilizacyjny, którego jednym z najdonioślejszych skutków będzie rozpad wspólnoty narodowej Polaków. Wielkość narodu mierzy się również jego prężnością demograficzną. Prognozy demograficzne dla Polski są złe. Różne działania mające temu przeciwdziałać na czele z 500+ nie dają prawie żadnych rezultatów.

Dla mnie, starego, bezdzietnego kawalera, nie ulega wątpliwości, że bez normalnej rodziny, czyli matka – kobieta, mąż – mężczyzna i dzieci nie da się zatrzymać wymierania i degeneracji Polaków jako narodu. Trzeba zatem postawić pytanie, jaką szansę na rozwój będą mieć polskie rodziny, jeśli dziesiątkom tysięcy, a może nawet milionom młodych kobiet i dziewcząt macierzyństwo będzie się kojarzyć z uciskiem, podporządkowaniem i niezasłużoną krzywdą? A taki będzie według mnie długotrwały efekt obecnych demonstracji przeciw orzeczeniu TK. Inna sprawa to czy dla tych kobiet i dziewcząt Polska i polskość będą jakąkolwiek wartością czy też to kolejna niechciana ciąża. Obawiam się, że w tych dniach depopulacja Polski znacznie przyspieszyła. I to jest moim zdaniem – nomen omen – najbardziej brzemienny w skutki efekt decyzji Jarosława Kaczyńskiego.

Andrzej Szlęzak
Na zdjęciu: protesty na Żoliborzu w Warszawie (z profilu Marka Maldisa)
27.10.2020