Twórca „Patrioty” nie żyje

pitynski.jpg
Zmarł Andrzej Pityński. Jego śmierć dotyka mnie osobiście. Ceniłem go nie tylko jako wybitnego rzeźbiarza, ale jako kolegę, bo uważam, że mam prawo do takich się zaliczać. Zanim poznałem Andrzeja osobiście byłem pod ogromnym wrażeniem jego "Mściciela".

Tę rzeźbę uważam za jego najwybitniejsze dzieło. Żałuję, że nie stoi w Stalowej Woli. Andrzej podarował naszemu miastu "Patriotę". Od lat staram się znaleźć kogoś, kto zrobi dla mnie odlew "Mściciela" w małej skali. Może się uda. Prosiłem o to Mistrza Pityńskiego, ale jakoś nie przejął się moją prośbą. Z Pityńskim połączyło mnie kilka życiowych epizodów. Wywodził się z rodziny o endeckich tradycjach. Jego wuj był jednym z najdłużej ukrywających się partyzantów z Narodowej Organizacji Wojskowej. Andrzeja wychowano w tym duchu i nigdy się od endeckiej tradycji nie odżegnywał, choć miał dziwny dla mnie kult Józefa Piłsudskiego. Na okoliczność naszej endeckości wypiliśmy nawet sporo wódki. Oczywiście polskiej wódki.

Ta endeckość miała wpływ na jego twórczość, polską do szpiku kości. Między innymi za to ceniłem Mistrza Pityńskiego. Mało wśród polskich artystów takich dla których polskość jest pozytywną inspiracją, a jeszcze mniej wśród nich artystów wybitnych. Pityński zaliczał się do tych najwybitniejszych. Nie przypadkiem w szczytowym okresie twórczości zaliczono go do setki najbardziej wpływowych ludzi sztuki w USA. Specjalizował się w figuratywnej rzeźbie monumentalnej. Nigdy nie szedł za modami i zmiennymi trendami za co nieraz spotykało go lekceważenie i złośliwe, krzywdzące komentarze.
To przywiązanie do tego rodzaju sztuki łączyło mnie i Pityńskiego w fascynacji dla Stanisława Szukalskiego.

Andrzej miał szczęście osobiście znać "Stacha z Warty". Patrząc na rzeźby Andrzeja zastanawiam się ile w tym było inspiracji z Szukalskiego. Dla Szukalskiego Polska, polskość i to, co z tym związane było niemal obsesją. W rzeźbach Pityńskiego również dużo takich akcentów, co prowokowało oceny jego prac, ale i Szukalskiego, że w nich cienka granica dzieli arcydzieło od kiczu.

Mam też epizod z rzeźbą Andrzeja "Partyzanci". Uważam ją za najwybitniejsze dzieło Mistrza po "Mścicielu". Gdy byłem prezydentem Stalowej Woli doszła do mnie informacja, że pani burmistrz Bostonu chciała usunąć "Partyzantów" z parku, w którym stała rzeźba, ponieważ jej posępny kształt rzekomo straszył dzieci. "Partyzantów" miano zdemontować i schować do jakiegoś magazynu. Zrobił się szum i posypały się protesty. I ja wysłałem list do pani burmistrz z propozycją, że jeśli władzom Bostonu wadzą "Partyzanci", to miasto Stalowa Wola na swój koszt sprowadzi rzeźbę do Stalowej Woli i znajdzie dla niej godne miejsce. Nie otrzymałem odpowiedzi na list, ale zmieniono decyzję i "Partyzanci" znaleźli nawet lepsze miejsce do ekspozycji na jednym z nabrzeży, choć lokalizacja w parku, wśród drzew dla "Partyzantów" wydaje się bardziej naturalna. Chcę wierzyć, że mój list też miał choć minimalny wkład w uratowanie "Partyzantów".

I wreszcie ostatni epizod, to powstanie i lokalizacja "Patrioty" w Stalowej Woli. W czasie wystawy twórczości Andrzeja w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli, której byłem jednym z inspiratorów, pani Lucyna Mizera, dyrektorka Muzeum, poprosiła Andrzeja o podarowanie jakiegoś dzieła Stalowej Woli. Stanęło na "Patriocie". Cała sprawa zrobiła się głośna w Polsce. Nie brakowało krytycznych komentarzy i opinii, Ostatecznie odsłonięcie rzeźby udało się połączyć z rocznicą zwycięstwa pod Wiedniem. Wypadło efektownie i okazale. Mistrz Pityński był szczególnie zadowolony, ponieważ udział ponad setki kawalerzystów w tym husarzy, przypadł mu – zapalonemu koniarzowi i jeźdźcowi – szczególnie do serca. "Patriota" jest efektem tego gorącego, polskiego, arcypolskiego ducha Andrzeja Pityńskiego. Wiele szczegółów, detali w rzeźbie, odnosi się do historii Polski, do wydarzeń tragicznych i chwalebnych. Dobrze byłoby opisać to, sfotografować i wydać w jakimś folderze albo broszurze. Śmierć Andrzeja staje się do tego zobowiązaniem.

Rzeźbiarze mają to szczęście, że poprzez swoje dzieła trwają w ludzkiej pamięci i świadomości przez stulecia. Śmierć Andrzeja Pityńskiego wywołała mój wielki smutek. Miałem nadzieję na spotkanie z nim w jego rodzinnym Ulanowie. Już się nie spotkamy, po endecku nie uściśniemy, nie porozmawiamy o przyszłych projektach. Jestem jednak przekonany i ta myśl jest moją otuchą, że Andrzej będzie trwał i rozsyłał swoje artystyczne przesłanie przez "Mściciela", "Partyzantów", pomnik katyński w Jersey City i "Patriotę" w Stalowej Woli.

Andrzej Szlęzak
18.09.2020

Dzial: