Ostoja wolności akademickiej w Wołominie

R. Barwin Zagórski.jpg
„Ktoś kiedyś nazwał naszą uczelnię jakąś tam szkółką i dodał, że „nigdy nie będziecie Uniwersytetem Jagiellońskim”; odpowiedziałem: to bardzo dobrze! My nie mamy być Uniwersytetem Jagiellońskim, my mamy być uczelnią w Wołominie, która odpowiada na rzeczywiste potrzeby np. studentów z powiatu wołomińskiego” – mówi Radosław Barwin Zagórski, założyciel i prorektor Wyższej Szkoły Współpracy Międzynarodowej i Regionalnej im. Zygmunta Glogera

Wyższa Szkoła Współpracy Międzynarodowej i Regionalnej im. Zygmunta Glogera jest przykładem na to, że szkolnictwo wyższe może być dostępne także poza wielkimi aglomeracjami miejskimi. Jak wygląda historia uczelni i jakie były jej założenia od momentu powstania?
- Tak, uczelnia ma swoją siedzibę w podwarszawskim Wołominie. Na terenie naszego powiatu jest to jedyna tego typu placówka. Odpowiadamy na potrzeby nie tylko lokalne; na studia szczególnie te językowe przyjeżdżają do nas studenci z całej Polski. Co do historii, szkoła funkcjonuje od 2005 roku Pierwszą siedzibą był Bielsk Podlaski. Założenia związane z powstaniem szkoły odzwierciedla najlepiej nazwa uczelni. Jesteśmy placówką, która nastawiona jest na współpracę regionalną i międzynarodową. Co to oznacza w praktyce? Oprócz zagranicznych studentów, międzynarodowej kadry dydaktycznej wspólne inicjatywy takie jak np. wspólne studia doktoranckie, prowadzone z instytucją ze Słowacji.

Niestety, resort nauki i szkolnictwa wyższego często utrudnia funkcjonowanie szkół spoza ustanowionego odgórnie, wąskiego grona tzw. wiodących ośrodków naukowych. Jak ocenia Pan działania resortu podejmowane w ostatnich latach?
- Oceniam niedobrze. Brak konsekwencji w realizowaniu polityki, brak przede wszystkim wizji, jak ma wyglądać system. Nie może być tak, że faworyzowany jest sektor uczelni publicznych, szczególnie tych z dużych miast, gdzie uczelnie publiczne dostają spore pieniądze na studia dzienne, a niepubliczne żadnych. Pod pretekstem jakości kształcenia zabierana jest możliwość kształcenia nauczycieli przez uczelnie zawodowe takie, jak nasza. Wraca się znowu do modelu elitarnego, gdzie studia będą dostępne tylko dla młodzieży z dużych miast. Co to ma wspólnego ze zrównoważonym rozwojem? Co to ma wspólnego z równością społeczną? Przecież teraz dostęp do bezpłatnych studiów na najlepszych uniwersytetach ma głównie bogata młodzież z dużych miast. Ci biedniejsi z tzw. prowincji za studia muszą płacić. To normalne? Ktoś kiedyś nazwał naszą uczelnię jakąś tam szkółką i dodał, że „nigdy nie będziecie Uniwersytem Jagielońskim”; odpowiedziałem: to bardzo dobrze! My nie mamy być Uniwersytetem Jagiellońskim, my mamy być uczelnią w Wołominie, która odpowiada na rzeczywiste potrzeby np. studentów z powiatu wołomińskiego, którzy nie muszą tracić czasu na dojazdy do Warszawy czy też studentów z innych miejscowości, nawet odległych, którzy mogą u nas realizować swoje pasje i studiować arabistykę, sinologię, filologię norweską i inne w formie zaocznej.

Patologie, szczególnie jeśli chodzi o publiczny sektor szkolnictwa wyższego, objawiają się w przeroście zatrudnienia, dostosowaniu programu kształcenia pod potrzeby i możliwości kadry dydaktycznej, a nie studentów, metodologii nauczania, gdzie dalej króluje wykład i odczytywanie prezentacji z tablicy. Z tego wszystkiego rodzą się takie kwiatki, jak zadłużenie na ponad 20 milionów złotych najlepszej ponoć uczelni ekonomicznej w kraju – Szkoły Głównej Handlowej. Jak rozwiązano ten problem? Szkoła ta realizowała przez 3 lata niby plan naprawczy, przyjechał minister Jarosław Gowin, wręczył decyzję dotacyjną na 25 milionów i sprawa załatwiona. Z taką pomocą to ja bym z tego Wołomina Harvard zrobił. Do tego wszystkiego dochodzi kwestia awansu naukowego, który uzależniony jest nie od jakości dorobku, ale układów towarzyskich. Tak utrwala się feudalną zależność młodych naukowców od samodzielnych pracowników.

Co w działaniu ministerstwa i całego systemu szkolnictwa wyższego należałoby usprawnić, by polska edukacja na poziomie wyższym stała się jednocześnie lepsza pod względem jakości kształcenia i bardziej dostępna dla studentów?
- Przede wszystkim mniej biurokracji, mniej państwa. Uczciwe oparte na jasnych zasadach procedowanie wniosków o udzielenie pozwolenia na określony kierunek. Szersze otwarcie na studentów zagranicznych (nie tylko ukraińskich i białoruskich), które wymaga współdziałania pomiędzy MNiSW a MSZ. Zniesienie dysproporcji prawno-finansowych pomiędzy sektorem publicznym a prywatnym szkolnictwa wyższego. Zmiany w sposobie akredytowania uczelni, akredytowania nie dokumentacji uczelnianej, ale faktycznych efektów kształcenia. I przede wszystkim poszanowanie autonomii uczelnianej przez resort nauki i szkolnictwa wyższego.

Jak wyglądają perspektywy nauczania w kontekście spodziewanych ograniczeń epidemicznych?
- Zapewne po wakacjach dalej większość uczelni nie zdecyduje się na powrót do tradycyjnego sposobu nauczania. Konieczne będą jednak zmiany w kształceniu online. Nie może ono polegać jedynie na wysyłaniu studentom materiałów dydaktycznych, ale także na interakcji ze studentem poprzez rozmowę, czat w czasie rzeczywistym.

Czy jednak system nauczania na odległość może pozwolić na zachowanie takiej samej jakości kształcenia, jak model tradycyjny?
- Uważam że system taki może być doskonałym uzupełnieniem nauczania tradycyjnego. Wykładowca musi jednak mieć bezpośredni kontakt ze studentem, z grupą jako całością. Tylko w warunkach tradycyjnych może mieć miejsce oddziaływanie wychowawcze nauczyciela, panowanie psychiczne nad grupą (co naturalne), realne sprawdzanie wiedzy, brak problemów technicznych, a co za tym idzie skuteczne nauczanie.

Jakie są aktualnie najbardziej perspektywiczne kierunki studiów wybierane przez młodzież z Polski powiatowej?
- W dalszym ciągu popularne są kierunki takie, jak administracja, ekonomia, bezpieczeństwo narodowe, pedagogika.

Pańska uczelnia uruchamia m.in. nowy kierunek Rynki wschodnie. Jaka jest koncepcja tych studiów? Czy jest szansa, że umożliwią one przygotowanie absolwentów z nowymi kwalifikacjami pozwalającymi na szersze wykorzystanie pragmatycznej współpracy z szeroko rozumianym Wschodem?
- Tak, ruszyliśmy z naborem na studia I stopnia na kierunku Rynki wschodnie. Studia te są odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku na specjalistów potrafiących poruszać się ze zrozumieniem w realiach rynków wschodnich, nawiązywać współpracę z partnerami z obszaru państw byłego Związku Radzieckiego i różnych regionów Azji. Wymiana gospodarcza z krajami postradzieckimi i azjatyckimi stopniowo wzrasta, a wiele podmiotów planuje swój rozwój w oparciu o potrzebę ekspansji na rynkach wschodnich. Absolwent tego kierunku będzie mógł pracować w takich zawodach, jak min. menedżer odpowiedzialny za rozwój i poszukiwanie nowych rynków, pracownik działu eksportu / handlowego, pracownik działu marketingu w firmach obecnych na rynkach wschodnich, pracownik firmy transportowej.

Jak wygląda kwestia współpracy międzynarodowej polskich niepublicznych uczelni wyższych?
- Myślę, że współpraca ta coraz bardziej rozwija się. Dynamicznie rośnie liczba studentów zagranicznych w Polsce (w 2019/20 roku było ich ponad 80 tys.). Pożyteczne są wszystkie inicjatywy dotyczące wspólnych studiów z partnerami zagranicznymi. Cieszą nas zawarte z uczelniami słowackimi porozumienia o współpracy. Dzięki tym umowom nasz szkoła będzie przygotowywała studentów do doktoratu w Słowacji. Jednocześnie dla nas naturalnym kierunkiem pozyskiwania kadry dydaktycznej są uczelnie z terenu byłego Związku Radzieckiego, z którymi mamy zawarte umowy o współpracy.

WSWMiR zamierza w październiku zorganizować duże wydarzenie w polskim życiu naukowym – interdyscyplinarną konferencję poświęconą relacjom polsko-rosyjskim. Czy nie obawia się Pan tematów uznawanych aktualnie za „niepoprawne”, a nawet „niebezpieczne”?
- Mamy określone zadania, które jako szkoła musimy wykonywać. Tym zadaniem nie jest bycie pupilkiem władzy. My mamy obowiązek walczyć ze stereotypami, fałszywymi przekonaniami, które funkcjonują w naszym życiu. Inaczej nie ma sensu podejmowanie się takich inicjatyw. Jestem przekonany, że ta konferencja będzie krokiem naprzód w zrozumieniu problemu rusofobii i relacji polsko-rosyjskich.

Słyszeliśmy również o planach powołania we współpracy z uczelnią ośrodka niezależnej refleksji geopolitycznej, swoistej szkoły realizmu politycznego. Czy mógłby Pan opowiedzieć o tym pomyśle?
- Chcemy skupić wokół uczelni środowisko akademickie (intelektualne), które ma odwagę niezależnie myśleć i przeciwstawiać się zapędom władzy publicznej do ograniczania wolności akademickiej. Mamy plany organizować badania, dyskusje oraz publikacje wolne od jakichkolwiek nacisków czy presji ze strony państwa czy innych podmiotów. Zapraszamy do współpracy wszystkich tych, którzy w swoich macierzystych uczelniach i instytucjach czują się ograniczani, cenzurowani czy w inny sposób ograniczana jest ich wolność akademicka.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Piskorski
Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.2020)

Dzial: