Andrzej Duda – ostoja PiS

duda 33.JPG
Wśród obserwatorów życia politycznego zrodziło się szczere przekonanie, że druga kadencja Andrzeja Dudy, którą właśnie zainaugurował, będzie charakteryzować się większą niezależnością, stanowczością i dystansem wobec własnego zaplecza politycznego.

Wrażenie to wywołał sam zainteresowany, który na końcu kampanii oznajmił, że w nadchodzącej, ostatniej kadencji, zamierza odpowiadać jedynie przed Bogiem, historią i narodem. Wielu odczytało to, że właśnie umarł Adrian, a narodził się Andrzej.

Nie można oczywiście wykluczyć takiego scenariusza, gdyż w polityce wszystko jest możliwe, niemniej nie wydaje mi się, by tak się stało. Mógłby się to zdarzyć tylko w jednym przypadku – śmierci prezesa. Ale w związku z tym, iż żyjemy w kraju cywilizowanym (no powiedzmy), to nikt prezesowi tego nie życzy, poza undergroundem totalnej opozycji rzecz jasna. Na szczęście to nie ona, a Opatrzność rozdaje tutaj karty, choć trzeba przyznać, że jest to z jej strony raczej dopust, aniżeli dar.

Tak więc, dopóki pan prezes cieszyć się będzie dobrym zdrowiem, tak długo Andrzej Duda odpowiadać będzie przed Bogiem, historią, narodem i… prezesem. Można mieć wątpliwość, czy w takiej akurat kolejności, ale nie bądźmy już tacy drobiazgowi.

Andrzej Duda nie zaryzykuje konfrontacji z prezesem, bo mu się to nie opłaca. Wprawdzie z ostrożności procesowej może nie zechcieć żyrować niektórych pomysłów, które w trakcie jego kadencji zrodzą się przy ulicy Nowogrodzkiej, ale z pewnością nie będą to sprzeciwy w fundamentalnych dla PiS-u sprawach.

Andrzej Duda doskonale wie, komu zawdzięcza drugą kadencję. Wie, jaką siłą ma Jarosław Kaczyński i dopóki Prawo i Sprawiedliwość będzie rządzić, a prezes będzie prezesem, tak długo nie wykona żadnej wolty. W obozie dobrej zmiany jest tylko jeden samiec alfa. To jemu Andrzej Duda zawdzięcza miejsce, w którym jest. Zresztą zaraz na początku drugiej kadencji złożył hołd swojemu mistrzowi Lechowi Kaczyńskiemu, a to oznacza jedno – bezwzględne posłuszeństwo jego bratu w istotnych dla PiS-u sprawach.

Dlatego nie spodziewam się żadnej istotnej zmiany w stylu i sposobie sprawowania tej prezydentury. Będzie ona kontynuacją wszystkich dotychczasowych kierunków w polityce zagranicznej i krajowej. Owszem, pan prezydent od czasu do czasu postawi się PiS-owi. Być może nawet zagrzmi i strzeli „focha”. Tyle, że PiS-owi od tego włos z głowy nie spadnie. Pod tym względem partia może liczyć na niego w stu procentach.

Maciej Eckardt
Fot. Wikipedia Commons
Myśl Polska, nr 33-34 (16-23.08.2020)

Dzial: