Zaprzysiężenie

duda_10.jpg
Zaprzysiężenie Andrzeja Dudy i inauguracja jego kolejnej prezydenckiej kadencji odbyły się bez większych fajerwerków. Jako, że politycy koalicji rządzącej poniekąd zmuszeni byli do jednogłośnego i entuzjastycznego okazywania swojej radości, cały show skradła im opozycja.

Najbarwniej zaprezentowali się posłowie i poślice lewicy, przyozdobieni pod tą okoliczność sześciobarwnymi szmatkami. Ta heroiczna donkichonada potwierdza po raz kolejny, że nie mamy już w Polsce lewicy postkomunistycznej. Jej miejsce zajęła lewica dewiacyjna. O ile ta pierwsza przez półtorej dekady trzęsła całą sceną polityczną, o tyle ta druga stanowi jej margines. I bardzo dobrze.
Posłowie Konfederacji pojawili się natomiast w sejmie bez zasłaniających twarze maseczek. Miało to stanowić ostentacyjny protest wobec idiotycznych i chaotycznych działań anty-epidemicznych rządu.

Jak się wkrótce okazało, Konfederaci wykazali się darem profetycznym. Jeszcze tego samego dnia minister Szumowski zapowiedział nasilenie rzeczonych działań. W kontekście jakości poprzednich pomysłów ministra celowość tych nowych daje wiele do myślenia. Jako jednak, że to samo co dziś stanowi przedmiot kpin, jutro będzie realnie utrudniać nam życie, miejmy na uwadze słowa wieszcza: „z początku porwał mię śmiech pusty, a potem litość i trwoga”.

Platforma, która od kilku lat nie ma pomysłu na Polskę, politykę ani samą siebie postanowiła zaprzysiężenie zbojkotować.... tak na trzy czwarte gwizdka. Jako, że nie ta się czegoś bojkotować częściowo tak samo jak np. nie da się częściowo zajść w ciążę, rzeczona akcja wyszła politykom PO dokładnie tak samo dobrze jak wszystko co robią od pięciu lat. To dobry prognostyk dla trwałości rządu PiS, jednak nader słaby dla nas wszystkich. Przede wszystkim dlatego, że karnawał wyborczych obietnic już dawno się skończył, teraz zaś przyjdzie zapłacić rachunek za serwowaną nam od wiosny wyborczą kiełbasę.

Przekonali się już o tym górnicy, którzy od ministra Sasina usłyszeli o konieczności zamknięcia części kopalń. Jako, że górnicy stanowią ostatnią w Polsce zwartą grupę zawodową, tupnęli ostro i Sasin z podkulonym ogonem wycofał się z szumnie zapowiadanego planu ratowania Polskiej Grupy Górniczej. Rzecz jasna nikt nie spodziewał się, że najmniej kompetentny z podwładnych Mateusza Morawickiego skruszy z dnia na dzień narosły dekadami związkowo-górniczy beton. Był to raczej rodzaj balona próbnego, sondującego reakcje opinii publicznej na planowaną akcję wygaszania polskiego górnictwa.
Nie płaczmy jednak nad losem górników, gdyż wszyscy odczujemy wkrótce na własnej skórze skutki zamrożenia gospodarki i beztroskiego dodruku pieniądza.

Tradycyjną metodą rabowania obywateli jest w takich sytuacjach inflacja. A tą mamy rekordową od dwóch dekad, najwyższą spośród państw UE. Ceny towarów i usług konsumpcyjnych według szacunku GUS w czerwcu 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 3,3%, a w stosunku do poprzedniego miesiąca wzrosły o 0,7%.

Inflacja jednak nie załata dziurawego budżetu, nadwyrężonego dodatkowo populistycznym kupowaniem głosów. Dlatego wkrótce zaczniemy płacić nowe podatki i para-podatki. Jednym z nich będzie „opłata mocowa”, czyli kolejna pozycja doliczana do naszych rachunków za prąd. W skali roku wyniesie ona 120 zł na jedno gospodarstwo domowe. Kolejnym pomysłem, o którym mówi się w kręgach rządowych jest podniesienie akcyzy na papierosy i alkohol. Zapewne po sejmowych wakacjach wrócą też prace nad podatkiem cukrowym. Ma on być doliczany do słodzonych napojów oraz tzw. małpek, czyli butelek wódki o małej pojemności.

Gospodarka to jednak nie wszystko. Równie doniosłe są dokonania ekipy Jarosława Kaczyńskiego na niwie międzynarodowej, gdzie wstaliśmy z kolan i budujemy potęgę. Wyrazem tego jest zacieśnienie relacji z USA, które obecnie możemy już bez wahania określić mianem wasalnych. Przypominam, że rząd PiS zgodził się w naszym imieniu między innymi na wyremontowanie i przekazanie polskich obiektów wojskowych (takich jak np. lotnisko w Powidzu) Amerykanom i pełną eksterytorialność baz amerykańskich.

Jak by tego było mało amerykańscy żołnierze będą cieszyli się pełnym immunitetem w sprawach karnych, co oznacza, że będą zwyczajnie bezkarni. Tak się składa, że pamiętam okres kiedy w Polsce stacjonowały obce wojska i doskonale pamiętam radość i ulgę, które towarzyszyły nam gdy Polskę opuszczały. Dlatego nie podzielam bezrefleksyjnej satysfakcji wyhodowanych na telewizyjnej propagandzie „patriotów”, którzy łudzą, się że Wielki Brat uchroni ich przed wyimaginowanym zagrożeniem ze wschodu.

Te, przyznajcie Państwo, dość liczne dokonania, są owocem zaledwie kilku tygodni pomiędzy drugą turą wyborów a zaprzysiężeniem prezydenta. Tymczasem przed nami jeszcze co najmniej trzy lata rządów PiS. Jako publicysta cieszę się, z pewnością nie będzie nudno. Jako świadomy obywatel i podatnik jestem zwyczajnie przerażony.

Przemysław Piasta
Fot. profil fb Prezydenta RP
6.08.2020

Dzial: