Walka o lejce i bat

sejm rp.jpg
Koń zdycha, a woźnice kłócą się o to, kto będzie trzymał lejce i bat. Tak jest teraz w Polsce. Swoją drogą bardzo dziwię się politykom w Warszawie, że są tak przywiązani do formalnego wymiaru władzy. Czyżby nie rozumieli, że dla ludzi bez pracy, bez środków do życia, bez perspektyw na jakąkolwiek poprawę swego losu nie ma znaczenia kiedy wybory prezydenta się odbędą i w jakiej formie?

Dla tych ludzi nie jest ważna konstytucja i nawet niepodległość Polski. Co komu po niepodległości, jak nie ma co do gara wrzucić? Czy są tak krótkowzroczni albo zwyczajnie głupi, że nie dostrzegają, iż ta władza może się szybko skończyć i nic nie znaczyć? Zamiast szukać porozumienia, to coraz bardziej wikłają się w polityczno - prawne gierki. Z jednej strony to żałośnie śmieszne, a z innej przerażające.
W poprzednim tekście pisałem o potrzebie powstania "rządu jedności narodowej". Użyłem złego określenia. O jedności nie ma i nie będzie mowy i może nawet to niepotrzebne.

Poprawiam się i mówię o "rządzie zgody". Sądzę, że w tej sytuacji potrzebna jest zgoda w sprawach fundamentalnych, a są nimi walka z epidemią i ratowanie gospodarki. Dla ciągłości wywodu nadmienię tylko, że w jednej i drugiej zmierzamy ku katastrofie. Najwyższy czas, żeby politycy centralnego szczebla odsunęli się i zrobili miejsce ludziom, którzy mimo różnic politycznych potrafią się porozumieć i skutecznie działać. Na przykładzie Stalowej Woli widzę dwie takie grupy. To wolontariusze i przedsiębiorcy. Ci pierwsi poświęcają się bez żadnej rachuby na polityczne zyski. Nie boją się utraty władzy, ponieważ jej nie mają i nie chcą. Ci drudzy w skrajnie trudnych warunkach potrafią pracować, dać pracę i płacić podatki. Jednak jak się orientuję nie mają do tego warunków przez decyzje polityków. To, co napisałem powyżej, wydaje mi się zgodne ze zdrowym rozsądkiem, a co za tym oczywiste.

Niestety mam świadomość, że na realizację tego, co zgodne ze zdrowym rozsądkiem i przez to oczywiste szanse są mizerne. Tragizm tej sytuacji pokażę na takim przykładzie. Żeby doprowadzić do powstaniu "rządu zgody narodowej" w obecnej sytuacji potrzebne są autorytety, które by do tego nawoływały albo choć jeden autorytet, którego posłuchałoby społeczeństwo i wywarło skuteczną presję na polityków.

Obecni liderzy największych partii sami uważają się za takie autorytety, więc tym bardziej "konkurencji" słuchać nie będą. Problem w tym czy ktoś potrafi wskazać choć jedną taką osobę, której posłucha większość po różnych stronach ideologiczno-politycznych sporów? Mi nikt taki nie przychodzi do głowy. Kiedyś taką rolę mógł pełnić Kościół. Jednak obecnie z jego autorytetu zostały zgliszcza. Zostało zatem oczekiwanie na kroplę, która przeleje czarę i społeczeństwo nie wytrzyma. Jedni czekają na to z nadzieją, innych to przeraża. Osobiście mam nadzieję, ze wkrótce powstanie klimat do zorganizowanego działania ludzi, którzy mają świadomość, że nie można dłużej biernie czekać na katastrofę. Nie wiem czy się mylę, że będzie to wkrótce, ale jeszcze nie dzisiaj.

Andrzej Szlęzak
Fot. Sejm RP – profil fb
4.04.2020