Czego Turski nie powiedział

maxresdefault_0.jpg
Pochłaniają mnie lokalne problemy i o tym głównie chcę pisać, ale poruszyła mnie sprawa obchodów rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz, a zwłaszcza wystąpienia Mariana Turskiego. Przeczytałem kilka komentarzy znajomych, którzy byli tym wystąpieniem zachwyceni. Wysłuchałem więc tego wystąpienia uważnie.

Rzeczywiście było ono poruszające, a do tego efektowne intelektualnie. Nazwisko pana Turskiego coś mi mówiło, ale za mało, żeby zrozumieć dlaczego właśnie jego dopuszczono do głosu na takiej wielkiej uroczystości. Zapoznałem się jako tako z życiorysem Turskiego. Zrozumiałem dlaczego to on przemawiał, ale jednocześnie nasunęło mi się kilka wątpliwości co do kontekstu tego przemówienia.

Jak widzę rozpoczął się spór na ile przemówienie Turskiego odnosiło się do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce. Zwolennicy poglądu, że w Polsce rodzi się albo już w pełni istnieje faszyzm, są zapewne tym wystąpieniem w pełni usatysfakcjonowani. Świadczą o tym liczne komentarze typu "mina Dudy bezcenna". Chodzi oczywiście o prezydenta Andrzeja Dudę. Ci, którzy woleliby nadać wystąpieniu Turskiego wymiar ponadczasowy, będą taką interpretację uważać za spłycenie i zawężenie problemu.

Ten uniwersalny albo nawet eschatologiczny wymiar wystąpienia Mariana Turskiego, a i całej uroczystości, to Auschwitz jako symbol zagłady Żydów i w zasadzie wyłącznie Żydów. Momentami wspomina się o Cyganach, a coraz częściej o homoseksualistach. W tym przekazie – co było widać w czasie wspomnianej uroczystości – Polacy jako ofiary obozu w Auschwitz schodzą na plan dalszy, stają się ofiarami "mniej wartościowymi", a może nawet w ogóle nie wartymi pamięci.

Rolą Polaków jest coraz częściej bycie przede wszystkim katami. Gdyby wziąć pod uwagę opinię pewnego prominentnego rosyjskiego Żyda, zaprezentowaną w państwowej rosyjskiej telewizji, że mord w Katyniu był słusznym rozwiązaniem, to być może blisko jesteśmy poglądu, że Polakom zamordowanym w Auschwitz, to się po prostu należało.

Jak zahaczyłem o Rosję, to w kontekście wystąpienia Turskiego warto wspomnieć o sowieckich obozach koncentracyjnych znanych jako gułagi. Co prawda nie były one miejscem mordów na przemysłową skalę jak Auschwitz, ale męczeńską śmierć poniosło w nich na pewno setki tysięcy osób. W tym kontekście zaś problem z Marianem Turskim jest taki, że on był przez szereg lat funkcjonariuszem systemu politycznego, którego szczytową konsekwencją funkcjonowania były gułagi. Nie jest mi znana jakakolwiek okoliczność, żeby pan Turski apelował o to, by "nie być obojętnym" wobec tego, długimi okresami, ludobójczego systemu. Zastrzegam, że nie znam szczegółowo życiorysu pana Turskiego, więc mogę się mylić. Chyba jednak się nie mylę.

Niestety, dostrzegłem w tych obchodach więcej takich fałszywych nut. Paradoksalnie najuczciwiej zachowują się Niemcy, którzy przyznają, że to oni byli sprawcami Auschwitz i tego, co w Auschwitz. Inni główni zainteresowani, czyli Żydzi i Rosjanie, rozgrywają sprawę wybitnie politycznie, kosztem przede wszystkim Polski i Polaków. Polski rząd i prezydent dali się sprowadzić do roli bezradnych obserwatorów (w tej sytuacji mina Dudy rzeczywiście bezcenna). I to jest ten właściwy kontekst wystąpienia Mariana Turskiego. Z polskiego punktu widzenia to wszystko jest bardzo smutne.

Andrzej Szlęzak
28.01.2020