Nienawiść czy reformy?

TK 5a.jpg
Jak Czytelnicy wiedzą nigdy nie popierałem Platformy, zawsze byłem za głęboką reformą sądów – na długo przed tym, zanim zostałem posłem. W Sejmie poprzedniej kadencji razem z Jurkiem Jachnikiem wykonaliśmy tytaniczna pracę zbierając środowisko poszkodowanych przez wymiar sprawiedliwości, przeprowadzając ankietę na temat oczekiwań obywateli co do kształtu sądownictwa i opracowując projekt ustawy o ustroju sądów.

Popierałem też na początku kadencji projekty ustaw wnoszone przez PiS mając nadzieję, że Ziobro i jego ekipa chcą naprawdę naprawić patologiczne mechanizmy sprawiające, że polskie sądy z gruntu działają źle. Szybko zaskoczyło mnie, że ani sam super minister ani jego współpracownicy nie interesują się naszymi pracami, ani nie mają zamiaru skorzystać z obserwacji i wniosków jakie formułowali pokrzywdzeni, przyjeżdżający tłumnie na nasze konferencje w Sejmie. Tymczasem każdy kto chciałby naprawdę zreformować jakiś sektor życia publicznego powinien w pierwszym rzędzie zaprosić do współpracy obywateli, ale też – w przypadku sądownictwa – także i sędziów, i teoretyków prawa wykładających na uniwersytetach.

Tymczasem w przypadku ministra Ziobry i wnoszonych przez niego projektach ustaw niczego takiego nie było. Z nikim nie konsultowano ani przyczyn fatalnego stanu rzeczy, ani projektów rozwiązań. Rychło też dało się zauważyć, że wnoszone przez ministra projekty ustaw w istocie nie naprawiają przyczyn choroby, a jedynie podporządkowują ministrowi taki czy inny sektor wymiaru sprawiedliwości. Sądy są obłożone nadmiernie i obok spraw poważnych są zmuszone do rozpatrywania spraw drobnych, które kiedyś załatwiały tzw. kolegia, a które w Ameryce załatwia sędzia pokoju. Tak ja w moim projekcie ustawy o ustroju sądów jak i posłowie Kukiz’15 proponowaliśmy właśnie wprowadzenie instytucji sędziego pokoju dla odciążenia sądów powszechnych od spraw drobnych. Przysłowiowy pies z kulawą nogą z ministerstwa Ziobry tą propozycją się nie zainteresował. Za to minister Ziobro wprowadził ustawę, która dawała mu prawo obsadzania stanowiska prezesów sądów, a także wyznaczania dyrektorów administracyjnych.

Proponowaliśmy, żeby wybór 15 sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa przeprowadzić w wyborach powszechnych – rozwiązanie takie byłoby absolutnie nie do podważenia przez kogokolwiek. Zamiast tego PiS przeprowadził ustawę o wyborze sędziów do KRS przez zdominowany przez tę partię Sejm. Dziś właśnie ta sprawa jest kwestionowana i – trzeba stwierdzić – że są ku tej krytyce konstytucyjne podstawy.

Zamiast dialogu ze społeczeństwem, ze stowarzyszeniami poszkodowanych, z sędziami, którzy byli skłonni do poważnej dyskusji partia rządząca rozpętała medialną nagonkę na środowisko sędziowskie jako takie. W kampanii prowadzonej przez publiczną telewizję sędziowie są określani jako komuniści i złodzieje. Wszyscy. Nie, że tam jakiś sędzia coś przeskrobał, ale wszyscy to kasta.

Inna sprawa, że takie podejście ułatwiła PiS-owi nierozumna kompletnie opozycja, która broniła starego porządku wbrew jakimkolwiek faktom. Ułatwili też niektórzy sędziowie ufni we własną bezkarność i zachowujący się jak kasta – swoimi aroganckimi decyzjami i właśnie wypowiedziami jak ta słynnej sędzi, która mówiła o sędziach jako „nadzwyczajnej kaście ludzi”. Ta prostoduszna kobieta nie mogła zrobić większej przysługi ministrowi, który właśnie o żadnych reformach i o żadnym dialogu nie myślał, a tylko chciał poszczuć obywateli na sędziów i pod osłoną takiego szczucia zastąpić jedną kastę, drugą – tylko swoją.

Nie ma bowiem wątpliwości, że ustawy Ziobry nie naprawiają złych mechanizmów np. niewłaściwego trybu mianowania sędziów, nie wprowadzają społecznej kontroli nad sądami, a tylko umacniają pozycję ministra jako nadzorcy nad mianowaną przez siebie kastą. Tym razem już kastą właściwą, bo pisowską. Oczywiście z żadną reformą te zmiany nie mają nic wspólnego, po Ziobrze zostanie tylko nienawiść i podziały.

Janusz Sanocki