Bilans dwulecia Wód Polskich

daca 51.jpg
Jeśli chodzi o Anglię, to w Londynie do Tamizy spłynęło 1,5 mln metrów sześciennych ścieków. W Finlandii do Bałtyku spłynęło 3,5 tys. m3 ścieków. Awarie te zostały potraktowane jako poważne. Jak widzimy, Warszawa pobiła absolutny rekord, i na tym tle wymienione przeze mnie katastrofy dziś stanowią mało znaczące wydarzenia” – mówi Przemysław Daca – prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie

Panie Prezesie, jeśli spojrzy się na mapę fizyczną Polski widzimy wiele rzek i jezior. Tymczasem, jak gdzieś wyczytałem, mamy mniej wody niż skwarna Hiszpania. Jaka jest prawda?
- Zbyt dużo wody spływa do Bałtyku, zatrzymujemy zaledwie 6,5 proc, a powinniśmy co najmniej 15 proc. przy pomocy systemu retencji. Poszkodowane są miasta, gdzie woda deszczowa spada do kanalizacji. Natomiast w wielu krajach istnieje system mikro-retencji, dzięki której każdy obywatel może gromadzić wodę deszczową. Proszę też wziąć pod wagę, że prócz powodzi, nasz kraj nawiedziła susza i to przez dwa kolejne lata. Natomiast u nas myślało się tylko o zabezpieczeniu przed powodziami. Zmieniamy podejście gospodarowania zasobami wody. Za wodę pitną dla mieszkańców odpowiadają samorządy przy pomocy spółek wodnokanalizacyjnych. Ten system działa dość skutecznie. Gorzej jest z wodą dla rolnictwa i przemysłu. Na jedną osobę powinno przypadać 1400 m sześciennych wody, od dwóch lat ten wskaźnik wynosi niecałe 1000 m sześć.

Jaki jest status przedsiębiorstwa „Wody Polskie”? Czy jest ono właścicielem wszystkich wód w Polsce?
- Wszystkie wody płynące są własnością Skarbu Państwa, a my w jego imieniu sprawujemy nadzór nad wodami i wykonujemy obowiązki właścicielskie. Nasze Gospodarstwo ma status państwowej osoby prawnej.

Na czym polega ochrona jakości wód?
- Zacznijmy od tego, że bezpośrednią przyczyną reformy gospodarki wodnej jest obowiązek realizacji postanowień Dyrektywy 2000/60/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 października 2000 r. – tzw. Ramowej Dyrektywy Wodnej, która ustanawia ramy wspólnotowego działania w dziedzinie polityki wodnej. Przeprowadzenie reformy było warunkiem, który Polska musiała spełnić, by korzystać ze środków z programów operacyjnych Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Wody Polskie działają w skali globalnej – ogólnopolskiej, a w skali mikro Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska, finansowane przez Wody Polskie. W związku z tym pobieramy opłaty za odprowadzanie ścieków, z czego 90 proc. tych opłat otrzymuje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Wydajemy też pozwolenia wodno-prawne.

Niedawno w Warszawie nastąpiła katastrofa ekologiczna. Gigantyczne ilości ścieków popłynęły do Wisły, a z niej do Bałtyku. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski początkowo nic nie wiedział, następnie lekceważył skutki, aż wreszcie zgodził się na pomoc. Jaki był udział Wód Polskich w ratowaniu Wisły?
- Katastrofa została spowodowana błędami budowlanymi oczyszczalni „Czajka”, nie mówiąc już o tym, że stolica wymaga jeszcze jednej oczyszczalni. Niezwłocznie po informacji, że do Wisły trafia 260 tys. m sześć ścieków na dobę Wody Polskie zadeklarowały pomoc. Projekt polegał na budowie awaryjnego bypassa z bardzo nowatorskim pomysłem położenia rur na moście pontonowym. Wojsko Polskie zbudowało w dwa dni przeprawę mostową. Natomiast Wody Polskie podjęły się skonstruowania stacji pomp i poprowadzenia ponad 2 km rurociągu, co wykonaliśmy w ciągu 10 dni! To sukces na skalę europejską, jeżeli nie światową. M. in. musieliśmy sprowadzić z Holandii pompy, a to z kolei zajęło nam jeden dzień. Ludzie pracowali 24 godziny na dobę. Gdyby nie uruchomiono awaryjnego rurociągu, do Wisły dostało by się ponad 18 mln m3 nieoczyszczonych ścieków.

Panie Prezesie, czy Polska stanowi pod tym względem wyjątek, czy też takie wypadki zdarzały się gdzie indziej?
- Nawet Warszawa nie stanowi wyjątku w Polsce, podobna katastrofa wydarzyła się w Gdańsku i niedawno w Jaworznie. Jeśli chodzi o zagranicę, to wymienię dwa kraje: Wielką Brytanię i Finlandię. Jeśli chodzi o Anglię, to w Londynie do Tamizy spłynęło 1,5 mln metrów sześciennych ścieków. W Finlandii do Bałtyku spłynęło 3,5 tys. m3 ścieków. Awarie te zostały potraktowane jako poważne. Jak widzimy, Warszawa pobiła absolutny rekord, i na tym tle wymienione przeze mnie katastrofy dziś stanowią mało znaczące wydarzenia.

Żegluga śródlądowa stanowi nie tylko najtańszy środek transportu, ale również – co dziś bardzo ważne – najbardziej ekologiczny.
- To prawda, ale przez całe lata, by nie rzec dziesięciolecia, transport ten był systematycznie zaniedbywany. By jednak nadrobić te zaległości należy rzeki przystosować do transportu. Chcemy z Wisły, Odry i innych większych rzek uczynić autostrady wodne. Przedsięwzięcia takie wymagają jednak szczegółowej dokumentacji. Porty w Gdyni i Szczecinie prowadzą już studia wykonalności. Dla Odry przewiduje się ukończenie tych prac w lutym 2020 r.

A jakie inne prace wykonywane są na polskich rzekach?
- Ukończyliśmy budowę stopnia wodnego w Malczycach. Jest przygotowywana dokumentacja techniczna dla Lubiąża i Ścinawy również w celu wzniesienia kolejnych stopni wodnych na Odrze. Pracujemy także nad przygotowaniem dokumentacji dla bardzo ważnej inwestycji na Wiśle, stopnia wodnego Siarzewo, położonego poniżej Włocławka. Dla Wód Polskich bardzo ważna jest ochrona ludności. W styczniu 2020 r. pełną funkcjonalność osiągnie polder Racibórz. Nowo budowany zbiornik na Odrze o powierzchni ponad 26 km2 pozwoli chronić przed powodzią województwa śląskie i dolnośląskie. Gdyby polder Racibórz działał przed 1997 r. nie doszłoby do strat powodziowych jakich doświadczyli mieszkańcy w tzw. powodzi tysiąclecia.

Jak wyczytałem w Wikipedii w latach 1958 zbudowano 19 elektrowni wodnych, prócz tych powstały jeszcze w Żarnowcu na Piaśnicy w 1982 r. oraz w Niedzicy na Dunajcu w 1997 r. Hydroelektrownie to oszczędność surowców i znowu zalety ekologiczne. Czy Wody Polskie planują dalsze budowy takich elektrowni?
- W takim razie uzupełniam – jeszcze w tym roku nastąpi odbiór hydroelektrowni w Malczycach. Opracowujemy program rozwoju energetyki wodnej. Najwięcej hydroelektrowni powstanie na Wiśle. Zakładamy, że powinien nastąpić częściowy zwrot inwestycji.

Środowiska ekologiczne oskarżają rząd o denaturalizację rzek. Ich zdaniem nie należy regulować czy cokolwiek budować na rzekach, podkreślają znaczenie bagien.
- Gdyby potraktować poważnie owe dezyderaty, w Polsce bagna zajęłyby obszar większy niż województwo wielkopolskie. Renaturalizacja może nastąpić, tam gdzie to jest możliwe. Obecnie realizujemy takie prace na górskiej rzece Biała Tarnowska. Nie zrezygnujemy jednak z budowy stopni wodnych na większych rzekach, ani zbiorników retencyjnych. Wszystkie nasze inwestycje zachowują rygory ochrony środowiska.

Panie Prezesie, w styczniu minie dwulecie powstania Wód Polskich. Jakby ocenił Pan bilans dokonań?
- Proszę zwrócić uwagę, że jesteśmy jedną z największych instytucji w Polsce. Zatrudniamy ponad 6 tys. pracowników i realizujemy z powodzeniem wielomiliardowe inwestycje. Zrobiliśmy w tym krótkim czasie dużo, niekiedy w rekordowym tempie. A przed nami jeszcze więcej zadań i pracy. Damy radę!

Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał: Zbigniew Lipiński
Fot. profil fb Wody Polskie
Myśl Polska, nr 51-52 (15-29.12.2019)

Dzial: