Hiszpańska lewica zabiera się za wyrzucanie z grobów

franco.jpg
Obecny socjalistyczny premier Hiszpanii, z braku sukcesów w zwalczaniu kryzysu gospodarczego (bezrobocie wśród młodych wynosi 33 proc.) wznieca podziały i chce rozstrzygnąć zwycięsko wojnę domową, która została przegrana 80 lat temu.

W tym celu wymyślił sobie i forsuje, przez opanowane przez lewicę instytucje, przeprowadzenie ekshumacji szczątków generała Francisco Franco pochowanych w wielkim mauzoleum i cmentarzu usytuowanym w Dolinie Poległych (Valle de los Caidos). Wobec tego amoku hiszpańskich lewaków, chcących wyrzucać z grobu, działania rządu PiS w Polsce, zachowujące jednak nienaruszalność nekropolii, jawią się jako o wiele bardziej umiarkowane i cywilizowane.

W Hiszpanii była okrutna wojna domowa, w dodatku z udziałem licznych sił zewnętrznych. W takim przypadku, po takiej wojnie, niewinnych, zwłaszcza wśród aktywnych uczestników, jest niewielu. Tym bardziej dziś, po upływie 80 lat od tych zdarzeń, rozstrzyganie o tym, czyje szczątki mają prawo być gdzie pochowane i naruszanie ich spokoju, należy uznać za działanie barbarzyńskie.

Ja mam też taki trochę osobisty stosunek do wojny domowej w Hiszpanii, a to dlatego, że miałem nieprzyjemność, tak to oceniam, osobiście zetknąć się z jednym z uczestników tych zdarzeń.
Było to we wczesnych latach siedemdziesiątych, gdy byłem jeszcze uczniem w liceum w Biskupcu koło Olsztyna. Pani profesor od polskiego, Kazimiera T., będąca także sekretarzem POP w szkole, zaprowadziła nas, uczniów 2 klasy, na jakiejś wolnej lekcji, do biblioteki szkolnej na spotkanie z pewnym „ciekawym człowiekiem”. Tym człowiekiem okazał się mocno zaawansowany wiekiem człowiek, uczestnik, jako członek Brygad Międzynarodowych, tej wojny.

Jego relacja, pozbawiona subtelności, wywarła na mnie duże wrażenie i do dziś ją w zarysie pamiętam. Bez oporów i bez emocji opowiadał o tym, jak jego oddział brał udział w topieniu w studni hiszpańskich księży. Takie rzeczy się pamięta, gdyż dochodzi tu do dysonansu. Młodzi ludzie oczekują opowieści o bohaterskich czynach, a słyszą o topieniu ludzi w studni.

W dalszej części tych jego wynurzeń wyszło, że jego udział w tej wojnie, był tylko jednym z wielu podobnych etapów jego działalności jako komunistycznego bojownika. Zaczynał od udziału w wojnie domowej w Rosji, po stronie bolszewików oczywiście. Był w jednym z pułków należących do tzw. Zachodniej Dywizji Strzelców, złożonej w części z Polaków. Ta bolszewicka formacja walczyła z Wojskiem Polskim od 1919 roku.

Gdy skończył swoją opowieść i zwyczajowo zwrócił się o pytania to zgłosiłem się tylko ja i zadałem mu takie pytanie: Czy walcząc przeciwko Polsce i Wojsku Polskiemu w tej wojnie miał świadomość, że to była, z jego strony, zdrada Polski? Po tym pytaniu, pani od polskiego zmierzyła mnie wzrokiem bazyliszka, a sam prelegent, wyraźnie zmieszany, zaczął coś bełkotać bez sensu, a nawet pokrzykiwać, nie wiadomo dlaczego, o jakiejś „moczarowskiej prowokacji”, po czym szybko wyszedł.

Efekt tej wymiany opinii był taki, że ten człowiek więcej już do naszego liceum na żadne spotkanie z młodzieżą nie przyszedł. Za to pani od polskiego straciła do mnie serce i wyraźnie zaczęła się czepiać o byle co. Wielkiej szkody nie odniosłem, bo tylko na koniec roku otrzymałem z polskiego czwórkę zamiast piątki, jak to się początkowo zapowiadało.

Na szczęście ta sytuacja nie przeciągnęła się na dalsze lata, bo pani Kazimiera, z końcem roku, wyjechała gdzieś na Wybrzeże i została tam kierownikiem szkoły. Każdy uczeń wie jaka to wielka ulga, wręcz cud, gdy masz na pieńku z nauczycielem, wracasz do szkoły po wakacjach, a jego już tam nie ma.
Wszyscy jej trochę żałowali, z moim wyjątkiem pewnie, głównie z tej przyczyny, że miała wrednego męża, niedorobionego aktora, który zdradzał ją wprost jawnie. A była kobietą niebrzydką i kolega z klasy, Krzysztof, opowiadał nam o swoich snach z jej udziałem. Znaczy casus Macrona, tutaj niezrealizowany, nie był rzadkością także w Polsce. Była też, jak wspomniałem, zaangażowana politycznie i usiłowała nam, na przykład, wmawiać, że Mickiewicz nazywając liczbą „44” zbawienie Polski, miał na myśli rok 1944 i powstanie Polski Ludowej.

Jeśli zaś chodzi o tego prelegenta, ochotnika Brygad w Hiszpanii, to dowiedziałem się potem, już z własnej inicjatywy, że po wojnie był on w tym Biskupcu funkcjonariuszem UB znanym z katowania przesłuchiwanych. Taka kontynuacja praktyk z Hiszpanii. Został, z tego powodu, wyrzucony ze służby po odwilży w roku 1956. I jak tu, mając takie odniesienia i taki obraz obrońców tej hiszpańskiej republiki, zdobyć się wobec nich na sympatię?

A wracając do działań rządu w Madrycie, to nie wróżę sukcesu hiszpańskim lewakom. Tę sprawę, wyrzucenie Franco z grobu, ciągną już ponad rok i jak dotychczas jednym znaczącym efektem, jaki uzyskali, jest powrót na hiszpańską scenę polityczną realnie prawicowej partii Vox, która, z wynikiem ponad 10 proc., po raz pierwszy weszła do Kortezów w kwietniu tego roku.

Chyba nie o to im chodziło, ale powinni wiedzieć, że każda akcja powoduje też reakcję.
Także i w Polsce mogą być jakieś reperkusje tej sprawy. Miejscowi radykalni aktywiści antykomunistyczni mogą przejść od niszczenia pomników do niszczenia grobów.

Stanisław Lewicki

Dzial: