Odszedł Kazimierz Albin (1922-2019)

albin.jpg
22 lipca br. zmarł Kazimierz Albin – ostatni więzień Pierwszego Transportu do KL Auschwitz, jeden z założycieli Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem, jego długoletni wiceprezes i prezes, jedna z bardziej zasłużonych osób dla upamiętniania martyrologii więźniów KL Auschwitz. Urodził się 30 sierpnia 1922 roku w Krakowie, w rodzinie inteligenckiej. Do wybuchu wojny w 1939 roku ukończył czwartą klasę w elitarnym krakowskim Gimnazjum Nowodworskiego.

W Pierwszym Transporcie, który przybył do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 roku, przywieziono z więzienia w Tarnowie 728 więźniów politycznych. Oprócz Polaków było wśród nich 10 Żydów. Otrzymali oni numery więźniarskie od 31 do 758 (numery od 1 do 30 otrzymali niemieccy kryminaliści, których przywieziono 20 maja 1940 roku z KL Sachsenhausen, żeby pełnili w Auschwitz rolę więźniów funkcyjnych – kapo i blokowych). Większość więźniów Pierwszego Transportu stanowiła patriotyczna młodzież polska.

Można wśród niej wyróżnić kilka grup. Do pierwszej należeli gimnazjaliści, studenci i młodzi żołnierze – nazwani przez gestapo „turystami”. Ujęto ich jesienią 1939 roku oraz zimą i wiosną 1940 roku w okolicach Zakopanego, Nowego Targu, Nowego Sącza, Muszyny, Krynicy, Bukowska, Sanoka i Baligrodu, kiedy podążali w kierunku granicy pomiędzy Generalnym Gubernatorstwem a Słowacją, z zamiarem jej nielegalnego przekroczenia i dotarcia przez Węgry do Francji, celem wstąpienia w szeregi formującego się tam Wojska Polskiego. Drugą grupę stanowili organizatorzy i uczestnicy akcji przerzutu na Węgry ochotników do Wojska Polskiego we Francji.

Do trzeciej grupy należeli młodzi konspiratorzy z utworzonego jesienią 1939 roku Związku Walki Zbrojnej. W czwartej grupie znalazła się liczna młodzież z rodzin inteligenckich, aresztowana wiosną 1940 roku w ramach zarządzonej przez generalnego gubernatora Hansa Franka akcji A-B – wymierzonej w polską inteligencję. Piątą grupę stanowili harcerze, głównie z Chorągwi Krakowskiej, a szóstą osoby aresztowane podczas obław ulicznych.

Kazimierz Albin należał do licznej w Pierwszym Transporcie grupy „turystów”. W przeciwieństwie do większości owych „turystów” udało mu się w styczniu 1940 roku wraz z bratem Mieczysławem i kilkoma kolegami przekroczyć granicę pomiędzy GG a Słowacją. Przeszli na stronę słowacką pod Leluchowem po zamarzniętym Popradzie. Po raz pierwszy zostali zatrzymani w miejscowości Sabinov koło Preszowa przez policjanta słowackiego, który jednak, wykazując sympatię, zwolnił polskich „turystów”. Do aresztu trafili dopiero po zatrzymaniu przez policję w Preszowie.

Po ucieczce z tego aresztu ponownie ujęto ich pod Koszycami. Tym razem policja słowacka postanowiła odstawić młodych Polaków na granicę w Leluchowie i przekazać ich w ręce niemieckie. Jednakże żołnierz słowacki, który miał doprowadzić Kazimierza Albina i jego współtowarzyszy do posterunku niemieckiej straży granicznej nie uczynił tego, umożliwiając im nielegalne przejście granicy i powrót przez Muszynę do Krynicy. Już w dwa dni później podjęli oni drugą próbę przedostania się na Słowację. Próba ta zakończyła się tym razem na stacji w Muszynie, gdzie zostali aresztowani przez gestapo.

Kazimierz Albin przeszedł przez śledztwo połączone z torturami w niemieckim areszcie policyjnym w Muszynie. Następnie trafił do więzień w Nowym Sączu i Tarnowie. 13 czerwca 1940 roku przeznaczonych do transportu więźniów wywołano z cel więzienia tarnowskiego. Nikt z nich nie wiedział, gdzie pojadą. Przewieziono ich samochodami ciężarowymi do łaźni żydowskiej (mykwy), gdzie zostali poddani kąpieli i dezynfekcji odzieży. O świcie 14 czerwca wyprowadzono ich z mykwy na plac pod Dębem (obecnie Bohaterów Getta), uformowano w kolumnę i pod silną eskortą policji niemieckiej poprowadzono wyludnionymi ulicami Wałową i Krakowską (mieszkańcom tych ulic zabroniono opuszczania domów i zablokowano ruch uliczny) w kierunku dworca kolejowego. Na dworcu w Tarnowie więźniów w pośpiechu wtłoczono do podstawionego pociągu, złożonego z wagonów osobowych trzeciej klasy.

W drodze do Oświęcimia pociąg zatrzymał się na Dworcu Głównym w Krakowie. Tak opisał to Kazimierz Albin: „Na widok starych wież Krakowa ogarnęło mnie głębokie wzruszenie. Zaledwie przed pół rokiem opuściliśmy z Mietkiem to miasto, a przecież tak wiele wydarzyło się w naszym życiu. Gdyby mama wiedziała, że dzieli nas tylko kilka ulic, no i oczywiście eskorta gestapo; dobrze się stało, że nie wiedziała. Dworzec krakowski wypełniony był pasażerami, przeważali Niemcy umundurowani i cywile, hałaśliwi i pewni siebie, schludni i eleganccy na tle szarego tłumu przyjezdnych, trwożnie przemykających się do wyjścia. Nasz transport nie wzbudził specjalnego zainteresowania, ja natomiast stojąc za plecami żandarma wychylającego się przez okno, z zazdrością obserwowałem wszystko, co znalazło się w zasięgu mojego wzroku. Megafony dworcowe rozbrzmiewały melodyjnymi piosenkami żołnierskimi (…). Nagle muzyka umilkła i wśród kompletnej ciszy rozległ się donośny głos spikera: Achtung! Achtung! Sondermeldung! Das Oberkommando der Wehrmacht gibt bekannt: Unsere tapfere Truppen haben heute Paris genommen [Uwaga! Uwaga! Komunikat specjalny! Naczelne Dowództwo Sił Zbrojnych podaje do wiadomości: Nasze dzielne wojska zajęły w dniu dzisiejszym Paryż]… dalsze słowa komunikatu utonęły w ogromnej wrzawie szalejących z radości Niemców. Grupa żołnierzy na peronie zaintonowała Englandlied, a słowa denn wir fahren, denn wir fahren gegen England [bo my ruszamy, bo my ruszamy na Anglię] – brzmiały złowrogo i przygnębiająco. Pod nami zapadła się ziemia, przecież cały naród wierzył w potęgę Francji (…). Pogrążeni w rozpaczy ocknęliśmy się kiedy pociąg opuszczał Kraków, kolebiąc się na rozjazdach, i nabierając pełnej szybkości” [1].

14 czerwca 1940 roku Niemcy zajęli Paryż bez walki. Francja nie chciała walczyć z III Rzeszą Niemiecką, a Francuzi nie chcieli bronić swojej stolicy. W obronie Francji chcieli natomiast walczyć młodzi Polacy, którzy tego dnia jechali za to do obozu śmierci. Na bocznicy kolejowej w Oświęcimiu czekali na nich esesmani z załogi KL Auschwitz, by ich „powitać” – krzykiem, biciem i szczuciem psami. Tak „witali” odtąd wszystkie kolejne transporty Polaków, przybywające do Auschwitz aż do września 1944 roku.
Kazimierz Albin otrzymał numer obozowy 118, a jego brat Mieczysław 116. W odwet za ucieczkę 27 lutego 1943 roku obu braci z obozu osadzono w KL Auschwitz ich matę i siostrę. Siostrę wkrótce zwolniono, natomiast matka była do wyzwolenia więziona w Auschwitz i Ravensbrück. Na skutek przejść obozowych zmarła w 1950 roku wieku 52 lat.

W wywiadzie z 2011 roku Kazimierz Albin tak wspominał swój pobyt w obozie: „Na stacji kolejowej Auschwitz skierowano nas na bocznicę. Tam czekali esesmani oraz 30 kapo, których przywieziono z Sachsenhausen. W łapach pały, pejcze. Lagerführer powiedział: »To jest obóz koncentracyjny. Jako wrogowie Rzeszy zostaliście internowani. Zdrowi mężczyźni przeżyją tu trzy miesiące, księża miesiąc, a Żydzi tydzień«. 12 godzin brutalnego bicia i ganiania po placu. Kazali nam skakać żabką. Miałem wtedy 17 lat, byłem po sześciu miesiącach śledztwa i ciężkich więzieniach (…). W Auschwitz spędziłem trzy lata. Codziennie ocierałem się o śmierć. Przeżyłem, bo znałem niemiecki. Esesman w Auschwitz mógł bezkarnie zastrzelić więźnia, jeżeli ten nie zrozumiał wydanego przez niego rozkazu! W obozie widziałem rzeczy straszne. Góry ludzkich ciał przekładane warstwami nasączonego benzyną drewna. Dniem i nocą snuł się nad nimi gęsty, gryzący dym. Uciekłem. To było 27 lutego 1943 roku. Największa udana ucieczka z obozu. Siedem osób. Po wydostaniu się za druty przepłynęliśmy wpław Sołę, po której pływały bryły lodu. Ścigający nas Niemcy musieli się dostać do oddalonego o 3 kilometry mostu. Zyskaliśmy na czasie i udało nam się oddalić od obozu. Potem dostałem się do Krakowa (…). Zrealizowałem swój pierwotny zamiar i wstąpiłem do wojska. Skończyłem podziemną podchorążówkę i zostałem szefem dywersji bojowej Obwodu Kraków AK. Pamiętam, jak w 1944 roku wykonywaliśmy na ulicy wyrok na pewnym gestapowcu. Wyjątkowy bydlak. Nie będę ukrywał, że po tym, co przeżyłem w Auschwitz, miałem sporą satysfakcję” [2].

W Armii Krajowej walczył do końca okupacji niemieckiej jako szef dywersji bojowej III Odcinka Komendy Obwodu Kraków-Miasto. W 1944 roku otrzymał stopień podporucznika. Jak wszyscy żołnierze AK, miał problemy z nową rzeczywistością polityczną Polski po 1945 roku. Mimo ujawnienia się 3 października 1945 roku przed Komisją Likwidacyjną Obszaru Okręgu Kraków znajdował się przez długi czas pod obserwacją Urzędu Bezpieczeństwa. Maturę zdał w trybie przyspieszonym w czerwcu 1946 roku i podjął studia na Wydziale Lotniczym Politechniki Krakowskiej. Po ukończeniu studiów pracował w Biurze Projektów Energetycznych w Krakowie, następnie w latach 1952-1963 w Szybowcowym Zakładzie Doświadczalnym w Bielsku-Białej, a później w Zjednoczeniu Przemysłu Lotniczego w Warszawie. Od 1966 roku był ekspertem technicznym i handlowym w Centrali Handlu Zagranicznego Metalexport w Warszawie.

Po przejściu na emeryturę zaangażował się w działalność na rzecz upamiętnienia martyrologii więźniów KL Auschwitz. Robił to z wielką klasą, bez licytowania polskiej martyrologii z martyrologią innych narodów, z poszanowaniem wrażliwości różnych środowisk. Należał do grona twórców powołanego 25 stycznia 1983 roku Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem – stowarzyszenia, którego statutowym celem stało się utrwalanie w pamięci społeczeństwa wiedzy o KL Auschwitz i przeciwdziałanie fałszowania prawdy o nim, a także zwalczania przejawów nietolerancji, agresji, ksenofobii, rasizmu, antysemityzmu i przemocy. Idea utworzenia TOnO zrodziła się w połowie 1982 roku podczas spotkania byłych więźniów KL Auschwitz w siedzibie Związku Bojowników o Wolność i Demokrację w Warszawie. W spotkaniu tym obok Kazimierza Albina uczestniczyli: Józef Cyrankiewicz, Lucjan Motyka, Czesław Sowul, Józef Szajna, Edward Hałoń, Tomasz Sobański, Ignacy Golik, Jerzy Skowroński i Maria Mazurkiewicz [3].

Kazimierz Albin wchodził w skład władz naczelnych TOnO od I Krajowego Zjazdu tej organizacji, który odbył się 27 stycznia 1983 roku w Oświęcimiu, w 38. rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz. Był długoletnim wiceprezesem, a w latach 1996-2002 prezesem Zarządu Głównego TOnO. Od 2000 roku przez trzy kadencje był też członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej przy Prezesie Rady Ministrów. Położył duże zasługi w przywróceniu pamięci historycznej postaci rotmistrza Witolda Pileckiego i innych polskich więźniów KL Auschwitz oraz popularyzowaniu historii obozu na łamach 41 „Biuletynów TOnO”, wydanych tylko do 2002 roku.

Wielką zasługą Kazimierza Albina była jego inicjatywa opracowania i wydania „Ksiąg Pamięci” Polaków deportowanych do KL Auschwitz. 19 tomów tych „Ksiąg Pamięci” – zawierających kilkadziesiąt tysięcy nazwisk oraz historie transportów Polaków do KL Auschwitz z dystryktów warszawskiego, krakowskiego, radomskiego i lubelskiego Generalnego Gubernatorstwa oraz Kraju Warty, Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie, rejencji ciechanowskiej i Okręgu Białystok – zostało opracowanych przez historyków Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau i wydanych w latach 2000-2013 przez Muzeum.

Pogrzeb Kazimierza Albina odbył się 6 sierpnia br. w Warszawie.

Bohdan Piętka

[1] K. Albin, „List gończy. Historia mojej ucieczki z Oświęcimia i działalności w konspiracji”, Warszawa 1989, s. 37-38.
[2] „Były więzień Auschwitz – rozmowa o historii”, „Rzeczpospolita”, www.rp.pl, 28.01.2011.
[3] K. Albin, „Postscriptum. Losy powojenne i powrót do Auschwitz”, Oświęcim 2013, s. 122-123.

Myśl Polska, nr 33-34 (11-18.08.2019)
fot. oswiecimianie.pl

Dzial: