To jest zwyczajna hucpa

sekeilsxki.jpg
„Gazeta Wyborcza” i jej polityczne zaplecze dmą w trąby oburzenia w związku z filmem Sekielskich o pedofilii wśród kleru katolickiego. Nawet z tego filmu wynika jednak, że przedstawione w nim przestępstwa dotyczą marginesu kleru. Ale ten margines próbuje się teraz utożsamiać z całym klerem, tworząc stereotyp „ksiądz-pedofil”.

Jakoś środowiska „postępowe” nie oburzały się, gdy pięć lat temu prof. Jan Hartman proponował legalizację stosunków kazirodczych i pedofilii kazirodczej. Wręcz przeciwnie – „obóz postępu” odniósł się wtedy do tego z wyrozumiałością. Tenże Hartman jest dzisiaj także oburzony pedofilią wśród części kleru katolickiego. W związku z tym postanowiłem przypomnieć co pisał pięć-sześć lat temu. Co prawda owe wpisy zniknęły z bloga pana Hartmana pt. „Loose blues. Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne”, ale można je znaleźć w innych miejscach.

Tak np. w roku 2013 pan Hartman skrytykował pomysł Zbigniewa Ziobry stworzenia rejestru pedofilów i w związku z tym napisał, że „Polowanie na czarownice to nie jest sposób na pedofilię. Piętnowanie pedofilów nie tylko narusza prawa tych osób, ale jednocześnie wywołuje niepotrzebny niepokój społeczny. Pedofilom należy się farmakoterapia” (cyt. za: wPolityce.pl).
Na całość poszedł w 2014 roku. Oto cytaty (za: niezalezna.pl):

„Ostatnio poważne państwa zaczynają przyglądać się swojemu surowemu prawu i zastanawiać się nad jego liberalizacją. Ostatnio Rada Etyki, organ doradczy rządu Niemiec, zaapelowała o zmianę prawa i dopuszczenie stosunków pomiędzy przyrodnim rodzeństwem, które nie wychowywało się razem. Nie jest więc tak, że nikt o tym dotychczas nie mówił publicznie. Jak dotąd drażliwa sprawa spoczywa jednak prawie wyłącznie na barkach artystów. Pomijając greckie i nie tylko greckie mity, mamy więc odważne interwencje artystyczne, otwierające nas na tę tematykę i dodające odwagi debacie publicznej, której bodajże jednak nigdy, aż do dziś, na serio nie podjęto”.

„W wolnym społeczeństwie nie wymagamy już od nikogo, aby w życiu prywatnym praktykował takie czy inne obyczaje, a od tego czy owego się powstrzymywał. Zgorszenie możliwe jest tylko co najwyżej publicznie. Argumenty obyczajowe mogą mieć siłę perswazyjną, lecz nie nadają się na uzasadnienie zakazów”.

„(...) legalizacja takich stosunków mogłaby doprowadzić do zwiększenia liczby par kazirodczych. (...) trudno zakładać, aby miało to jakiś dewastujący wpływ na życie ludzi, którzy na takie związki by się skusili, jakkolwiek dla innych członków rodziny świadomość o istnieniu takiej relacji w rodzinie może być trudna. (...) jeśli udaje się powiązać harmonijnie miłość macierzyńską albo bratersko-siostrzaną z miłością erotyczną, to osiąga się nową, wyższą jakość miłości i związku”.

„Czy powinniśmy zamykać drogę do takiego szczęsnego fenomenu, nawet jeśli statystycznie (w co wierzę!) związki kazirodcze są bardziej psychicznie obciążające, a nawet złe i toksyczne niż związki normalne? Swoją drogą, jeśli najczęściej są toksyczne, to raczej dlatego, że są zakazane, a nie odwrotnie. Nie mówię, że jestem za legalizacją związków kazirodczych. Twierdzę tylko, że warto rozpocząć dyskusję na ten temat”.

Dyskusji nie było. Palikot, pod pływem oburzenia opinii publicznej, wywalił wtedy Hartmana z Twojego Ruchu. Dzisiaj Hartman pisze, że:

„Nadchodzi dla Kościoła czas kary, a dla narodu czas słusznego gniewu i wyzwolenia. (...) Kościół zawsze był i nadal jest systemowo zły, jego doktryny fałszywe, pełne pychy i często wprost nieludzkie, a dobroć zjawia się w nim rzadko i wyjątkowo, wyrastając jak kwiaty na bagnie. Kościół zawsze był siedliskiem zbrodni, pychy i rozpusty, zawsze zabijał, zawsze niewolił, zawsze niszczył, gnębił i dyskryminował. Jest wzorem i natchnieniem dla wszelkiego totalitaryzmu i ucisku aż po dziś dzień. (...) Apogeum rozpasania Kościoła – złodziejstwa i zboczenia – przypadło na lata pontyfikatu Jana Pawła II. (...) Wkrótce skończy się płaszczenie się przed księżmi i biskupami, składanie niekończących się danin i hołdów, lęk przed nadprzyrodzoną mocą zaklętą w insygniach kapłaństwa, obrzydliwy, niewolniczy odruch uniżoności wobec księdza, jaki do dziś jeszcze zdarza się u starszych ludzi. Skończy się zabobonna wiara w moc obrazków i święconej wody, skończy się bulgot nienawiści o »dżenderach« i »seksualizacji dzieci«, w wykonaniu owładniętych obsesją seksualną pogromców masturbacji” (cyt. za: fronda.pl).

Jeśli tę wypowiedź zestawimy z jego wypowiedziami sprzed lat, zacytowanymi powyżej, dojdziemy do prostego wniosku, że nie o pedofilię ma pretensje do Kościoła. Uwaga ta dotyczy całego „obozu postępu” wymachującego maczugą w postaci filmu Sekielskich. Nie można tego określić innym słowem jak hucpa.

Bohdan Piętka