Rozmowy małżeńskie 15: „Marksiści kulturowi”, których nie ma

Karl_Marx.jpg
Magdalena Ziętek-Wielomska: Patrząc z boku na prawicową i lewicową opinię publiczną, dostrzegam te same zjawiska charakterystyczne dla nowoczesnego społeczeństwa masowego. Jednym z nich jest dawanie wiary uproszczonym obrazom świata, treściom ideologicznym i dość prymitywnym stereotypom.

Zarówno odbiorcy lewicowych, jak i prawicowych zestawów bodźców są przekonani przy tym, że prawda stoi tylko i wyłącznie po ich stronie, a strona przeciwna to ucieleśnienie największego zagrożenia dla tego, co rzekomo wzniosłe i szlachetne.

Jednym ze stereotypów negatywnych, którymi karmi się prawicę, jest tzw. marksizm kulturowy. Stereotyp ten w sposób oczywisty został utworzony na potrzeby antykomunizmu, który jest dominującą ideologią polskiej prawicy. Polskim „prawiczkom”, jak mawiał ś.p. doc. Józef Kossecki, wszystko ma się kojarzyć z Marksem i komunizmem, nawet rzeczy, które powstały ileś setek czy dziesiątek lat przed pojawieniem się niemieckiego socjalizmu. Mówiąc o stereotypie marksizmu kulturowego nie neguję oczywiście realnych procesów, które „tłumaczone” są za jego pomocą. Oczywiście, że mamy do czynienia z koncentracją władzy politycznej, ekonomicznej i właśnie kulturowej w rękach, co do których nawet do końca nie wiemy, do kogo tak naprawdę należą. Oczywiście, że promuje się agendę LGTB, konsumpcjonizm, hedonizm, multikulturalizm po to, żeby zniszczyć chrześcijańskie, a jeszcze bardziej łacińskie dziedzictwo Europy.

Ale tłumaczenie tych procesów za pomocą „marksizmu kulturowego” ukrywa prawdziwe źródła tychże procesów! Źródła te tkwią jeszcze w reformacji, kiedy to Marcin Luter przypuścił bezpardonowy atak na katolicką koncepcję prawa natury, jak również w oświeceniu, kiedy to tak naprawdę stworzoną całą agendę progresywistyczną, która od 200 lat jest stopniowo wcielana w życie.

Adam Wielomski:
Całkowicie się z Tobą zgadzam. Pojęcie marksizmu kulturowego jest niczym worek, nie tylko bez dna, ale i bez ograniczającego jego pojemność materiału. Mało inteligentni ideolodzy pseudo-prawicy wrzucają doń wszystko, czego nie lubią, nie patrząc czy dany problem ma coś wspólnego z marksizmem czy nie. Generalnie marksizm kulturowy mylony jest z kulturą i filozofią postmodernizmu, która jest marksizmu zaprzeczeniem. Marksizm jest kierunkiem dogmatycznie racjonalistycznym, podczas gdy postmoderniści zwalczają rozumne struktury widząc w nich tyranię rozumu nad człowiekiem.

Kryzys naszej epoki ma znacznie szersze podstawy niż marksizm. Jego źródła mogą być wywodzone już od nominalizmu i awerroizmu końca średniowiecza, które eksplodowały w czasie reformacji, a po sekularyzacji swoich podstawowych idei, wątki te zmutowały się w oświecenie, rewolucję francuską. I dopiero ich ostateczną radykalizacją w połowie XIX wieku stał się marksizm. Rewolucja nominalistyczna to wiek XIV, reformacja to XVI, a oświecenie to XVIII stulecie. To wtedy dokonało się „odczarowanie” świata i zniszczenie jego tradycyjnego wyobrażenia. Rewolucja francuska, która wyrosła z tych idei, zmiotła tradycyjne społeczeństwa i państwa w Europie. Chronologicznie patrząc, marksizm pojawia się na końcu jako ekstremizm pewnego filozoficznego kierunku, podczas gdy inne kierunki progresywistyczne szły własnymi ścieżkami.

Gdy więc patrzę na rzekomych „marksistów kulturowych” w postaci kawiorowej lewicy, liberałów, chadeków, etc. to widzę, że nie pasują do marksizmu. Ludzie podjeżdżający do centr biznesowych i politycznych luksusowymi brykami nie są „marksistami kulturowymi”, tylko zwykłymi nihilistami, których światopogląd wynika z kultury konsumpcyjnej. W Polsce tak się ich określa, gdyż niektórym antykomunistom wydaje się, że określenie przeciwnika jako „marksisty” dyskredytuje go. W moim przekonaniu posługiwanie się taką łatką dyskredytuje tych, którzy opowiadają te banialuki. Dyskredytuje intelektualnie.

Myśl Polska, nr 31-32 (29.07-5.08.2018)