Klęska mianowana zwycięstwem

sejm_0.jpg
Genezę niewypowiedzianej wojny polsko-izraelskiej opisałem w lutowym „Kalejdoskopie”. Tu przypomnę, że natychmiast po nowelizacji styczniowej ustawy o IPN ambasador Izraela Anna Nazari publicznie zaatakowała Polskę, a następnie premier Benjamin Netanjahu. Natomiast rządzący politycy otarli twarze perfumowanymi chusteczkami, twierdząc, że to małe nieporozumienie i rozpoczęli pokutne pielgrzymki do państwa położonego w Palestynie – zarówno oficjalne jak i nieoficjalne.

Mimo rozpoczynającej się już kanikuły na dzień 27 czerwca został zwołany w trybie pilnym Sejm pod pretekstem natychmiastowego uchwalenia ustaw związanych z podpalaniem składowisk śmieci i innymi kwestiami ekologicznymi. Zebranym posłom marszałek Marek Kuchciński oświadczył, że wpłynął pilny wniosek rządu o ponowną nowelizację ustawy o IPN. W istocie chodziło o usunięcie wspomnianych wyżej artykułów 55a i 55b. Posłowie dostali 15 minut czasu na wniesienie poprawek, czego oczywiście nie zdążyli uczynić. Tę osobliwą „denowelizację” uzasadniał osobiście premier Mateusz Morawiecki. Tłumaczył zebranym, że nadal celem ustawy jest walka o prawdę czasów II Wojny Światowej. Stwierdził, iż ustawa w dotychczasowej formule spełniła swoją rolę, gdyż dokonała wstrząsu na całym świecie (sic!). Mało tego, premier twierdził: „...bo nie tylko nie ustępujemy z niczego, my na dobrą sprawę zrealizowaliśmy dużo więcej, niż sobie założyliśmy, ponieważ obudziliśmy świadomość na całym świecie”.

Morawiecki dodał: „Paradoksalnie, zdarzyło się tak rzeczywiście, że te najbardziej ostre przepisy, te dotyczące prawa karnego, wzbudziły tyle kontrowersji, że zaczęły działać kontr-produktywnie, i oczywiście tym, którzy mówią, że naród polski lub państwo polskie ponoszą jakąkolwiek odpowiedzialność za zbrodnie II Wojny Światowej, należy się więzienie, ale działamy w realiach międzynarodowych i te realia międzynarodowe bierzemy pod uwagę”.

Według premiera bardziej skutecznym narzędziem zwalczania antypolonizmu będą procesy cywilne przewidziane w rozdziale 6c. „Wydawca w Stanach Zjednoczonych czy gdzieś w Niemczech dzisiaj dwa razy się zastanowi, zanim opublikuje artykuł ze sformułowaniem ,,polskie SS”, ,,polskie gestapo” czy ,,polskie obozy koncentracyjne”, jak będzie wisiał nad nim miecz cywilnoprawnego procesu i groźba zapłaty 100 mln euro czy 100 mln dolarów”. Mówca chyba sam nie wierzył w swoje „milionowe” groźby. Natomiast samo usunięcie obu artykułów nazwał „drobną korektą czy modyfikacją”. Pochwalił się również: „ Wprowadziliśmy więcej lekcji historii, lekcje o holokauście – jako jeden z nielicznych krajów – które są obowiązkowe w Polsce. Ale właśnie dlatego żeby podkreślić, że naród polski więcej niż zdał egzamin w tych najczarniejszych latach II Wojny Światowej”. Rezygnację z penalizacji nazwał „mądrością etapu”, w czasie którego „działając z naszymi sojusznikami amerykańskimi, europejskimi budujemy prawdziwą polską narrację”.

W czasie bardzo ograniczonej dyskusji jedynie poseł Robert Winnicki zgłosił wniosek formalny o odłożenie obrad, krytykując bardzo ostro to posunięcie rządu. Mówił on: „Państwo chcecie zniszczyć ważny zapis ustawy o IPN-ie, choć pani Beata Mazurek pisała jeszcze parę miesięcy temu, że nie zmienicie żadnych przepisów, że nie będzie oskarżania Polski o niemieckie zbrodnie. Tak deklarowaliście. A dzisiaj co? Dzisiaj rząd, który miał wstać z kolan, pełza przed środowiskami żydowskimi, pełza przed banderowcami, przed środowiskami żydowskimi. I taka jest prawda (…) Tchórzostwo, niekompetencja, fałszywa diagnoza geopolityczna – to wszystko kłania się wam, waszemu nieudolnemu rządowi. Na koniec serwujecie Polakom wycofanie się z najważniejszego, kluczowego zapisu ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Kluczowego, bo przypomnę, że np. Niemcy czy Izrael mają prawnokarne instrumenty karania za kłamstwo oświęcimskie. Czymże innym jest sformułowanie „polskie obozy śmierci” i jemu podobne jak nie wariantem kłamstwa oświęcimskiego?”. Poseł zapowiedział zablokowanie mównicy przez godzinę na znak protestu. Marszałek odebrał mu głos i wyłączył mikrofon.

Na wniosek jednego z posłów PIS dyskusja został zamknięta i przystąpiono do głosowania nad całością „nienowelizowanej ustawy”. Tego rodzaju procedowanie miało charakter skandaliczny, ponieważ w ciągu dwóch godzin załatwiono trzy czytania, nawet nie odsyłając projektu do właściwej komisji.

Za zmianami opowiedziały się kluby: PiS, PO, Nowoczesna, PSL-UED, Wolni i Solidarni oraz część niezrzeszonych. W sumie 388 głosów za, 25 przeciw, 5 wstrzymujących się i 41 niegłosujących. Tego samego dnia w pogotowiu czekał Senat, który w równie ekspresowym tempie bez żadnych poprawek przegłosował ustawę. Także na baczność, choć przebywając na Łotwie, stał prezydent Andrzej Duda, składając pod dokumentem elektroniczny podpis.

W Wiedniu i ...Mossadzie

Ten niebywały pośpiech, łamanie procedur parlamentarnych i dobrego obyczaju sejmowego był spowodowany tajnym układem przygotowywanym od kilku miesięcy przez przedstawicieli Polski i Izraela. Mimo że zarówno Jarosław Kaczyński jak i rząd zatajali nazwiska polskich negocjatorów ujawnił je izraelski dziennikarz Barad Ravid. Byli to polscy europosłowie z PiS – Ryszard Legutko i Tomasz Poręba. Początkowe oficjalne rozmowy nie doprowadziły do uzgodnień. Natomiast obaj polscy delegaci spotkali się ze stroną izraelską w Wiedniu. Spotkanie to zostało poprzedzone rozmowami w siedzibie izraelskiego wywiadu – Mossadu. Wszystkie te rokowania zostały przez obie strony głęboko utajnione, wraz z ochroną wywiadowcza i kontrwywiadowczą.

Mimo wielokrotnych zaprzeczeń Morawieckiego proces porozumienia wynikał z nacisku amerykańskiego zarówno na Warszawę jak i Tel Awiw. Były ambasador RP przy NATO Jacek Najder utrzymuje: „To, co się dzisiaj stało, to nie jest wynik wewnętrznej debaty politycznej w Polsce. To nie jest wynik refleksji w Sejmie i Senacie, do czego była okazja. Jest to wynik nacisku środowisk zewnętrznych: amerykańskich i ze strony Izraela”. Według dyplomaty tłumaczenia premiera jakoby Polska odniósł sukces w walce o prawdę historyczną są mocno na wyrost.

Stosunki panujące w trójkącie USA-Polska-Izrael obrazuje wyznanie Leszka Millera dla „Rzeczpospolitej”: „On (Netanjahu) wtedy był po raz pierwszy premierem, był taką młodą gwiazdą polityki izraelskiej. Odbyłem z nim długą rozmowę późnym wieczorem. I ponieważ rozmowa była przy winie i taka była bardzo luźna, to na końcu go zapytałem, czy Tel Awiw rządzi diasporą żydowską w Ameryce, czy Żydzi amerykańscy rządzą Izraelem. Odpowiedź była taka, żebym nie miał żadnych wątpliwości, bo to Izrael rządzi amerykańskimi Żydami. I myślę, że właśnie przy tej okazji, przy okazji ustawy o IPN, dokładnie to widać”

Bez polskich ofiar

Popędzanie Sejmu i Senatu było spowodowane faktem, że dopiero po usunięciu artykułów 55 a i 55b premier Izraela zgodził się na podpisanie wspólnej deklaracji z premierem Morawieckim i wystąpienia na wspólnej konferencji. Deklarację tę obóz rządzący uważa za szczytowe osiągnięcie swojej polityki zagranicznej i historycznej. Tymczasem dokument ten w gruncie rzeczy umacnia żydowską wersję II Wojny oraz okupacji niemieckiej w Polsce. W deklaracji tej na samym wstępie mówi się o „zaufaniu i zrozumieniu”, „partnerstwie”, „przyjaźni” i „współpracy”. To nieprawda, albowiem takie określenia zakładają obopólne korzyści. Tymczasem z tych relacji odnosił i odnosi korzyści tylko Izrael i światowa diaspora żydowska.

Np. Polska wspiera rasistowską politykę Izraela na forum międzynarodowym, wydaje dziesiątki tysięcy paszportów obywatelom izraelskim, hojnie wspomaga organizacje żydowskie na terenie naszego kraju, daje setki tysięcy złotych na badania na temat tzw. polskiego antysemityzmu. Natomiast Izrael udzielał schronienia żydowskim oprawcom z UB, od dekad szkaluje Polskę i Polaków, interweniuje w proces ustawodawczy w Polsce.

Deklaracja stwierdza: „Oczywistym jest, że Holokaust był bezprecedensową zbrodnią, popełnioną przez nazistowskie Niemcy przeciwko narodowi żydowskiemu i wszystkim Polakom żydowskiego pochodzenia. Polska zawsze wykazywała pełne zrozumienie dla znaczenia Holokaustu jako najbardziej tragicznej karty w historii narodu żydowskiego”. Ani w tym punkcie, ani w innych w ogóle nie występują polskie ofiary niemieckich zbrodni, nie istnieje polskie męczeństwo. Nie mówiąc już o tym, że punkt ten stanowi jednoznaczne wsparcie dla żydowskiej narracji o holokauście jako czymś wyjątkowym w historii ludzkości. Obaj premierzy oświadczyli też: „Uznajemy i potępiamy każdy indywidualny przypadek okrucieństwa wobec Żydów, jakiego dopuścili się Polacy podczas II wojny światowej”.

To nic innego jak oskarżenie Polaków o udział w holokauście, tym bardziej, że zdania tego nie równoważy przypomnienie udziału elity żydowskiej w wywożeniu swoich rodaków do niemieckich obozów zagłady, powszechnej współpracy Żydów z okupantem sowieckim na Kresach Wschodnich, zbrodniczego udziału Żydów w aparacie bezpieczeństwa i sądownictwa czasów stalinowskich. Po raz drugi choć pośrednio autorzy odnoszą się do rzekomych polskich win. Piszą oni wprawdzie: „Nie zgadzamy się na działania polegające na przypisywaniu Polsce lub całemu narodowi polskiemu winy za okrucieństwa popełnione przez nazistów i ich kolaborantów z różnych krajów”.

Z drugiej strony czytamy: „Smutna prawda jest niestety taka, że w tamtym czasie niektórzy ludzie - niezależnie od pochodzenia, wyznania czy światopoglądu - ujawnili swe najciemniejsze oblicze”. Obaj premierzy opowiadają się za swobodą badań nad holocaustem i deklarują brak utrudnień dla nich. To stwierdzenie kłamliwe, gdyż na żądanie Żydów PiS zlikwidował zapisy przewidujące kary za szkalowanie Polaków, natomiast bez zmian pozostały zapisy karzące tzw. kłamstwo oświęcimskie.

Wniosek z okaleczonej ustawy oraz deklaracji jest jeden: Polaków można bezkarnie obrażać, szkalować i obrzucać obelgami, ale za podważanie żydowskiej wersji holocaustu i II Wojny Światowej idzie się do więzienia. Pod koniec dokumentu znajdujemy następujące zdania: „Oba rządy z całą mocą potępiają wszelkie formy antysemityzmu oraz dają wyraz swemu zaangażowaniu w zwalczanie jakichkolwiek jego przejawów. Oba rządy odrzucają również antypolonizm oraz inne negatywne stereotypy narodowe”. Zwróćmy uwagę, że tzw. antysemityzm ma być potępiony i zwalczany, natomiast antypolonizm li tylko odrzucony. Jest więc bzdurą stwierdzenie jakoby Deklaracja na równi stawiała antysemityzm i antypolonizm.

Jakby na ironię rząd polski wykupił miejsca w prasie zagranicznej, w tym izraelskiej, na ogłoszenia zawierające Deklarację. Czytelnik izraelski, amerykański, zachodnioeuropejski dowie się o polskim udziale o holokauście, a o interpretację niejasnych fragmentów oświadczenia zadbają już żydowscy i filosemiccy publicyści.

Objawił się polski Talleyrand

Można wprawdzie nazwać białe czarnym, a czarne różowym w zielone kropki, ale nie zmieni to istoty rzeczy. Takich właśnie zabiegów dokonują Morawiecki, politycy obozu szadzącego i wspierający ich publicyści. Szef rządu w sposób sprytny głosi swoje zwycięstwo konfrontując je z polityką historyczną i zagraniczną ekipy PO- PSL. Powtarza on w licznych wystąpieniach jak mantrę: „Dlatego zaproponowaliśmy naszą ustawę o IPN. To był ruch, który miał za zadanie wstrząsnąć świadomością i sumieniami całego świata”, choć – jak słusznie przyznaje – atak na Polskę ze wszystkich stron był gigantyczny.

Przypomnę w tym miejscu, że gen. Leopold Okulicki wywołanie Powstania Warszawskiego uzasadniał potrzebą wstrząśnięcia sumieniem świata. Jak się odezwało to „sumienie” wiemy wszyscy, a o obecnym „wstrząsie” dowiemy się wkrótce. Poza tym pan premier prezentuje się nam jako polski Talleyrand. Mowi bowiem: „My wymyśliliśmy dobry ruch, ale potem wymyśliliśmy jeszcze lepszy. Właśnie w trudnych negocjacjach w ostatnich kilku miesiącach wymyśliliśmy i obroniliśmy deklarację, która jest aktem tej rangi, którego nigdy nie było w ciągu ostatnich 70 lat po II Wojnie Światowej”.

Nieco skromniej szczycił się rzekomym zwycięstwem Jarosław Kaczyński:Te przepisy, które zostały uchylone i tak były martwe. Ciężko byłoby je egzekwować .Kiedy uchwalaliśmy te przepisy, to walczyliśmy o prawdę, gdy je uchylaliśmy – też walczyliśmy o prawdę – choć może to paradoks”.

Nie wiadomo dlaczego prezes PiS utrzymuje jakoby w ten sposób otworzyliśmy sobie drogę do ofensywy antydefamacyjnej. W wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie” (z 28.06.18) uniknął jednak wyraźnej odpowiedzi na pytanie czy porozumienie polsko – izraelskie będzie miało wpływ na funkcjonowanie ustawy S447. Pokrętnie odpowiadał: „W tym kontekście to na pewno może osłabić i tak potencjalnie negatywne aspekty tej amerykańskiej ustawy. (...) Deklaracja nie dotyka tego tematu. I to również jest dla nas korzystne”. Kaczyński w tym wywiadzie dokonał również rozszerzonej definicji antysemityzmu. Mówił on: „Antyizraelizm współczesna forma antysemityzmu, staje się coraz popularniejszą postawą prezentowaną zupełnie otwarcie przez władze i elity większości krajów w Europie”.

Czy można więc dziwić się, że młodzi publicyści, związani z ekipą „dobrej zmiany” wręcz entuzjastycznie oceniają Deklarację i porozumienie polsko–izraelskie. „Niemal wszystko, co dla Polski ważne, w tej Deklaracji uzyskano. Im więcej godzin upływa od ogłoszenia tego tekstu, tym wyraźniej to widać. To dokument o historii o znaczeniu historycznym, przełomowym. Reakcje części prasy i klasy politycznej w Izraelu potwierdzają tę opinię” – zachwyca się szef tygodnika „Sieci” i portalu w.polityce, Jacek Karnowski. A dalej już gniewnie: „Niech sobie krytycy z lewa, antypisu i narodowej prawicy kpią, ale polskim patriotom nie wolno zmarnować tego sukcesu. Rozumiem endeków, że próbują budować swoją formację także na krytyce porozumienia Polska-Izrael. Ale czy naprawdę obóz dobrej zmiany pozwoli by wmówili wszystkim, że tekst przyznający rację Polakom w sprawie fundamentalnej, to nie jest sukces?”.

Wybaczmy mu te słowa, jest młody i jeszcze nie zawsze wie co czyni i mówi. I tak jednak nie przebił innego publicysty, postulującego przyznanie Nagrody Nobla obu szefom rządów. I jeszcze jeden kwiatek tego rodzaju z publicystycznej łączki. „W dokumencie (chodzi o Deklarację – ZL) nie znalazło się nawet jedno słowo dotyczące żydowskich roszczeń, czym uwielbiają straszyć antyizraelskie i i prorosyjskie środowiska” - napisał Jacek Lisinkiewicz (GPC z 29.06.18). Zupełnie słusznie, Amerykanie uchwalili S447 tak sobie, dla kawału, również dla żartu miliarder żydowski zamieszkały w USA następnego dnia po podpisaniu ustawy przez Trumpa przeznaczył 20 mln USD dla Partii Republikańskiej.

O godność Polski i parlamentu

„Dla mnie największym wstrząsem jest to, że sprawy ustawodawcze w Polsce załatwia się na tajnych spotkaniach z przedstawicielami Mossad, albo w siedzibach Mossadu, a nie w Sejmie RP”— powiedział na antenie telewizji wPolsce.pl poseł Kukiz‘15 Marek Jakubiak. Jak mówił dalej, musi być jasność w Polsce co jest zabronione a co nie. „To były dwa najważniejsze punkty tej ustawy. Być może prezes Kaczyński ma rację, że może one byłyby martwe, ale stanowią one o tym, jak bardzo jest to dla nas temat ważny. Jeśli wykreślono z ustawy dwa penalizujące paragrafy, to wszystko idzie w złym kierunku” – ocenił polityk. Jak dodał: „Żydzi dziś uważają jedno, a jutro drugie, ale to ich sprawa, a Polska powinna myśleć tylko o swoim interesie, a nie o tym, czy mamy dobre stosunki z Izraelem czy nie. Dziś wiemy co innego. Wiemy, że antypolonizm ma miejsce w Izraelu i Nowym Jorku”.

Z kolei poseł Jacek Wilk z Partii Wolność odniósł się do sposobu prowadzenia obrad sejmowych 27.06.18: „Jeśli tak ma wyglądać proces stanowienia prawa w Polsce, to Sejm jest niepotrzebny” – zauważył. Zapowiedział też złożenie interpelacji do premiera z żądaniem ujawnienia nazwisk negocjatorów. „Oni zachowali się jak idioci, albo jak agenci Mossadu” – spuentował poseł.
Ciekawą analizę całej sprawy przeprowadził na antenie TV Media Narodowe Paweł Lisicki – redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”. Podkreślił on, że intencje autorów penalizacji były słuszne, natomiast intencjom tym nie towarzyszyło zrozumienie świata. Sakralizacja holocaustu – mówił Lisicki – stanowi część ideologii Izraela i środowisk żydowskich na świecie. Ten pogląd został upowszechniony na całym świecie. Polska zaś poszła na wojnę z najsilniejszą armią świata, nie posiadając żadnych środków: instytucji chroniących polską pamięć za granicą, zaprzyjaźnionych na Zachodzie naukowców podobnie jak my myślących o holokauście, aparatu medialnego. Deklarację nazwał dokumentem na otarcie łez, będącym formą kapitulacji wobec nacisków USA i Izraela. Jego zdaniem sukces Morawieckiego polegał na tym, że tak szybko podpisał kapitulację, choć trzeba było wcześniej. Kompletnie przegraliśmy wojnę o pamięć i polską pozycję. Musimy zrozumieć Realpolityk, co oznacza, że silniejsi mający potęgę i środki wymuszają na słabszych odpowiednie zachowanie. „Polska chciała zachować suwerenność, dostała po głowie i na tym się skończyło” – dodał red. Lisicki.

Jak zaznaczył, deklaracja niczego nie załatwia, a świadczy o wymuszeniu przez USA i Izrael zmianę polskiego prawa. Rozmówca TV Media Narodowe zauważył też: „My Polacy kochamy takie deklaracje mówiące o tym jacy jesteśmy dobrzy, wspaniali, jak pięknie walczyliśmy. Przywiązanie do takich deklaracji zawsze skazuje na nieustanne porażki, a sukces premiera nie oznacza sukcesu Państwa Polskiego”. Jak stwierdził, nowela styczniowa została odczytana na Zachodzie jako chęć uniknięcia przez Polskę współodpowiedzialności za holocaust. Z kolei nowela czerwcowa odbierana jest jako przyznanie się do własnej winy.

Plucia i obelg ciąg dalszy

Do wyjątkowego chamstwa i bezczelności posunął się Yaakow Nagel jeden z dwóch współpracowników Natanjahu negocjujących umowę z Polską. Powiedział on: „Oto kraj, który szczyci się tym, że uchwalił prawo, które według niego przywróci narodowi honor, a pół roku później anuluje go z podkulonym ogonem”. Sprzeciwił się on krytyce wielu środowisk żydowskich w Izraelu dotyczącej Deklaracji. Stwierdził on : „To wielkie osiągnięcie dla państwa Izrael” i kontynuował:.”Krytyka doprowadza mnie do szału. Mamy niesamowite osiągnięcie. Mieliśmy do czynienia z prawem, o którym wszyscy mówili, że jest straszne, i pozbyliśmy się go, nie dając im niczego w zamian. Nie ma nic złego w tym oświadczeniu”.

Równie daleko posunął się Yad Vashem w swoim oficjalnym oświadczeniu. Instytut zarzuca Deklaracji poważne błędy i przekłamania. Yad Vashem utrzymuje: „Istniejące dokumenty i dziesięciolecia badań historycznych dają całkowicie odmienny obraz: polski rząd na uchodźstwie z siedzibą w Londynie oraz Delegatura (rządu na kraj) nie działały stanowczo w imieniu polskich obywateli pochodzenia żydowskiego w żadnym momencie trwania wojny. Duża część polskiego ruchu oporu występującego w licznych nurtach nie tylko nie zdołała Żydom pomóc, ale też nierzadko aktywnie uczestniczyła w ich prześladowaniu”. Według autorów pomoc Żydom ze strony Polaków była stosunkowo rzadka, a ataki, nawet morderstwa Żydów stanowiłu zjawisko powszechne. Odnosząc się do stwierdzenia mówiącego o ujawnieniu najciemniejszego oblicza przez niektórych ludzi, Instytut uważa to zdanie za oburzającą insynuację jakoby Żydzi również ujawnili „swe najciemniejsze oblicze”.

Autorzy tego podłego dokumentu piszą jednoznacznie: „Byli Polakami i katolikami i kolaborowali z niemieckim okupantem, którego nienawidzili, prześladując polskich obywateli pochodzenia żydowskiego”. Chociaż w oświadczeniu pisze się o powinności nieużywania sformułowania „polskie obozy śmierci”, to posługiwanie się pojęciem „antypolonizm” traktuje się jako anachronizm. Odnotowując wykreślenie penalizujących artykułów z polskiej ustawy autorzy dokumentu jednocześnie zwracają uwagę na możliwości ścigania za naruszenie dobrego imienia Polski i Polaków. Co oburzające, a jednocześnie podłe, opinie Yad Vashem wsparł Jan Grabowski, mieniący się historykiem: „Oświadczenie Yad Vashem, najważniejszego w świecie ośrodka badań i edukacji o Holocauście, ukazuje we właściwym świetle cyniczny manewr polityków polskich i izraelskich Celem było wystawienie polskim władzom “świadectwa moralności” i otwarcie salonów dyplomatycznych, z których rządzący Polską nacjonaliści zostali wyproszeni po uchwaleniu w styczniu tego roku skandalicznej ustawy o IPN „.

Pod naciskiem „sojuszników”

Ostatnich wydarzeń w Polsce nie można odrywać od sytuacji międzynarodowej. Naciski, które wywarły USA na Polskę i Izrael należy widzieć w świetle przygotowań Trumpa do uspokojenia zaplecza międzynarodowego przed spotkaniem z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Prezydent USA posunął się nawet do spotkania z komendantem największego obozu koncentracyjnego na świecie zwanego Koreańską Republiką Ludowo-Demokratyczną, Kim Dzong Unem. Mając to na uwadze nie należy zapominać, że tak czy inaczej Polska skompromitowała się na oczach całego świata. Nie tylko naciski władz amerykańskich, ale również list Międzynarodowego Stowarzyszenia Adwokatów i Prawników Żydowskich spowodował paniczny pośpiech władz polskich. Nie czekały one nawet na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, do którego zwrócił się prezydent Andrzej Duda. Zmiana ustawy – z której pozostały już nic nie znaczące strzępki - jest na rękę bardzo silnemu lobby żydowskiemu i filosemickiemu w Polsce posiadającemu swoich rzeczników w rządzie w postaci obu wicepremierów. To właśnie owo lobby, tym razem w osobie wiceministra spraw zagranicznych Marka Magierowskiego hamowało aktywność Polonii Amerykańskiej chcącej zapobiec uchwaleniu ustawy S447.

Nagonka na Polskę rozpętana w Izraelu tuż po podpisaniu Deklaracji szybko rozprzestrzeni się na cały świat przy pomocy mediów kontrolowanych przez Żydów lub środowiska filosemickie. A wniosek podany do wierzenia zachodnim tępakom będzie (i już jest) następujący: Izrael obronił „prawdę” o holokauście, a Polska nie zdołała zrzucić z siebie winy za współudział w holocauście.

Należy tylko poczekać na następny krok Izraela i diaspory żydowskiej przy czynnym współudziale Stanów Zjednoczonych – obrabowania Polski z 300 mld dolarów. Czy będziemy czekać biernie?

Zbigniew Lipiński
7 lipca 2018 r.
Myśl Polska, nr 29-30 (15-22.07.2018)

Dzial: