Poglądy na indeksie

eckardt_1.jpg
Kłapać czy nie kłapać – oto jest pytanie. Człowiek kłapnie i ani się obejrzy jak podpadnie pod paragraf "podsycania animozji polsko-ukraińskich w sferze społecznej i politycznej oraz kwestionowanie i podważanie polskiej polityki historycznej i zastępowania jej narracją rosyjską”.

Taki paragraf stworzyła ABW, o czym poinformował jej rzecznik a propos wydalenia z Polski obywatelki Rosji Jekateriny C. Wprawdzie nie wiemy, co pod sformułowaniem „podsycanie animozji polsko-ukraińskich w sferze społecznej i politycznej” rozumie ABW, niemniej fakt pozostaje faktem – za Ukrainę można „beknąć”.

Nie ukrywam, że od lat poruszam temat relacji polsko-ukraińskich, strzępiąc klawiaturę, że jedynie pełna prawda historyczna o tamtych wydarzeniach jest warunkiem sine qua non ułożenia poprawnych relacji z naszym wschodnim sąsiadem. Nie dbałem przy tym, nie dbam i nie zamierzam dbać o żadną poprawność polityczną w tym temacie. Być może dołączam tym samym do grona wichrzycieli, godzących w relacje sojusznicze Rzeczypospolitej, na których państwo musi mieć baczne oko, by czasami nie przyszło im do głowy rozrzucać stonkę na pięknie obsiane pola polsko-ukraińskiego braterstwa, które choć obficie obornikiem nawożone, to po majdanowej rewolucji wzejść jakoś wciąż nie chcą.

Trudno dociec, czy „podsycaniem animozji” jest również posiadanie poglądu, który jest mi bliski, że w interesie Polski jest Ukraina raczej słaba, będąca strefą buforową pomiędzy Polską a Rosją, wyprana z toksycznych ideologii, w naturalny sposób cywilizacyjnie ciążąca ku Polsce, jako antidotum na oligarchiczno-korupcyjny bajzel, jaki dzisiejsza Ukraina sobą przedstawia.

W każdym razie dlatego, że jest to pogląd daleki od miłościwie nam panującego, że w żywotnym interesie Polski leży tylko silna Ukraina, sprzęgnięta z Polską w antyrosyjskim sojuszu, to być może pogląd ten jest już na indeksie. A że indeks taki istnieć musi, to jest sprawą oczywistą, bo kto to widział szukać wrogów jedynie po uważaniu.

Co do „kwestionowania i podważania polskiej polityki historycznej i zastępowaniu jej rosyjską”, to tutaj też wesoło, acz nie do końca. Jak świat światem, każde państwo ma swoją politykę historyczną. My też. Co oczywiste, polityki te nie są ze sobą tożsame, a nawet, co również oczywiste, wzajemnie się zwalczają. I choć naszą uważam za słabą (nie mówię o historykach), to nie tyle jednak, by trzeba było robić w portki przed narracją rosyjską, która finezją nigdy nie powalała. Nawet za komuny każdy średnio rozgarnięty Polak wiedział, że „ruska” wersja historii, to czysta dialektyka i nie kupował kota w worku, poza kiepami i aparatczykami systemu, wierząc że w Katyniu Polaków wymordowali Niemcy i że dopiero niezwyciężona Rosja sowiecka odkryła tę przykrą prawdę.

Dlatego trudno mi sobie wyobrazić, by ktokolwiek dał sobie nałożyć rosyjskie szkła na polską wizję historii, poza „poputczikami”, których nigdzie przecież nie brakuje. Nie obawiam się zatem jakiejkolwiek konfrontacji z rosyjską polityką historyczną. Co innego propaganda. Tutaj sobie wyraźnie nie radzimy, ale za to odpowiada państwo, które mając odpowiednie instrumenty i środki nie potrafi z nich skutecznie korzystać.

Przy okazji rodzi się pytanie, czy polskie służby, skoro już włączyły w zakres swojego działania ocenę i rozpracowywanie zagrożeń związanych z wojnami historycznymi, równocześnie rozpracowują agentury propagujące antypolską narrację historyczną o proweniencji niekoniecznie rosyjskiej? Nie da się bowiem nie zauważyć, że funkcjonują w Polsce środowiska „historyczne” uwieszone u państwowego cycka, wspierane także z zewnątrz, które za pomocą lansowanej przez siebie narracji historycznej, czynią Polskę współodpowiedzialną za Holocaust, co jest ewidentnym działaniem defamacyjnym, osłabiającym siłę Polski na arenie międzynarodowej, a w konsekwencji czyniącą ją bezbronną wobec ataków grup, których celem jest wyłudzenie nienależnych im odszkodowań.

Jeśli przyjąć na serio, że zadaniem ABW jest „ochrona państwa przed planowymi i zorganizowanymi działaniami, które mogą stwarzać zagrożenie dla niepodległości lub porządku konstytucyjnego Polski, zakłócić funkcjonowanie struktur państwowych bądź narazić na szwank podstawowe interesy kraju”, to zajęcie się tymi właśnie środowiskami, byłoby par excellence wypełnianiem tej misji. No bo skoro ABW wkroczyła na grunt polityki historycznej, to tylko kompletny gamoń mógłby nie zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z „planowanymi i zorganizowanymi” działaniami, mającymi „narazić na szwank podstawowe interesy kraju”.

Optymizm podpowiada, że ABW ślepa nie jest i że – jak na porządną służbę przystało – wzrok ma sokoli. Ale ten optymizm kończy się, kiedy uzmysłowimy sobie, że ten sokoli wzrok tak naprawdę nie jest wzrokiem ABW, a wzrokiem państwa. A państwo na odcinku ukraińskim, no cóż, jakie jest, każdy widzi.

Maciej Eckardt
Od tego numeru autor będzie publikował swoje felietony w Myśli Polskiej w rubryce „Prosto z mostu”
Myśl Polska, nr 25-26 (17-24.06.2018)