ABW testuje na Piskorskim nową definicję „szpiegostwa”

polityka_0.jpg
„ABW już promuje tezy teoretyków prawa, że pojęcie szpiegostwa należy rozszerzyć. Np. by nie ograniczało się do współpracy z obcym wywiadem. Człowiekiem, na którym ABW, prokuratura i sąd przećwiczą te tematy, jest Mateusz Piskorski, czterdziestolatek o bogatym życiorysie” – pisze Ewa Siedlecka w a artykule „Szpiedzy hybrydowi” („Polityka”, nr 22/2018).

Artykuł jest pierwszym poważnym głosem, wyrażającym zaniepokojenie tym, co wokół sprawy Piskorskiego się dzieje. Autorka nie jest oczywiście zwolenniczką Mateusza Piskorskiego, ale boi się, że będzie to precedens. Poszerzona znacznie definicja „szpiegostwa” może stać się – jak pisze – narzędziem w reku władzy, która uciszać będzie wszystkich niewygodnych, także tych z opozycji liberalnej.

Pisze: „Pod koniec maja prokuratura wniosła do sądu akt oskarżenia. Na stronach Prokuratury Krajowej ukazał się komunikat: że Departament ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował akt oskarżenia, dotyczący „brania udziału w działalności rosyjskiego wywiadu cywilnego Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) i Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR)” i w działalności wywiadu chińskiego.

Uzasadniając zarzuty, prokuratura napisała: „W toku śledztwa ustalono, że Mateusz R, prowadząc zakrojoną na szeroką skalę działalność oraz wykorzystując swoją pozycję społeczną, zawodową i polityczną oraz kontakty wśród polityków i dziennikarzy krajowych i zagranicznych, oddziaływał na grupy społeczne w Polsce i za granicą. W Polsce i za granicą promował on cele polityczne Federacji Rosyjskiej. Próbując kształtować opinię publiczną poprzez prowokowanie anty-ukraińskiego nastawienia Polaków i antypolskiego nastawienia Ukraińców, dążył on między innymi do pogłębiania podziałów między Polakami i Ukraińcami i między Polską i Ukrainą. Działania te oskarżony realizował w powiązaniu z rosyjskimi służbami wywiadowczymi, osiągając z tego tytułu pokaźne korzyści majątkowe”.

A więc jego działania polegały na „kształtowaniu opinii”. Czy to szpiegostwo? Czy są dowody, że kształtował tę opinię na zlecenie rosyjskiego wywiadu? Prokuratura wyraża się bardzo enigmatycznie: „w powiązaniu z rosyjskimi służbami". Co dokładnie znaczy „w powiązaniu"? Jeśli dostawał pieniądze z Rosji, czy powinien był sprawdzić (jak?) czy pochodzą od wywiadu? Analogicznie: czy firma Cambridge Analytica powinna była sprawdzić, czy za pieniędzmi, które dostawała za przygotowywanie danych pozyskanych z Facebooka pod kątem manipulacji wyborcami w różnych krajach, nie stoi np. wywiad rosyjski albo inny?”.

Co bardziej niepokojące, w ABW szerzone są „teorie”, które poszerzają zakres pojęcia „szpiegostwo”, które teraz jest ściśle w prawie określone: „Opisane jest ono w art. 130 Kodeksu karnego. To „branie udziału w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej” lub w „działaniu na jego rzecz” i „udzielanie temu wywiadowi wiadomości, których przekazanie może wyrządzić szkodę RP". A także o „gromadzenie lub przechowywanie” takich wiadomości w celu przekazania ich obcemu wywiadowi”, „wchodzenie do systemu informatycznego w celu ich uzyskania”, i o „organizowanie lub kierowanie" działalnością obcego wywiadu.

W publikacjach zamieszczanych na stronie ABW postuluje się poszerzenie definicji szpiegostwa. Argumentuje się, że wymóg, by konieczna była współpraca z wywiadem obcego państwa, nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości i metod działania rozmaitych agend niekoniecznie wywiadowczych, ale działających na rzecz interesu „państw obcych", przeciw interesowi Polski. Np. Piotr Burczaniuk, z Katedry Prawa UKSW, relacjonując poglądy doktryny w artykule „Przestępstwo szpiegostwa – rys historyczny, aktualne regulacje na tle doświadczeń praktycznych i analizy prawno-porównawczej wybranych państw” (w „Uprawnienia służb specjalnych z perspektywy współczesnych zagrożeń bezpieczeństwa narodowego. Wybrane zagadnienia", strona internetowa ABW) pisze, że definicja przestępstwa szpiegostwa w Kodeksie karnym „nie odpowiada na wyzwania współczesnych zagrożeń bezpieczeństwa zewnętrznego państwa”.

W szczególności problemem jest, że „mianem obcego wywiadu nie można określić obcych agencji telewizyjnych, radiowych i prasowych, placówek badawczych i naukowych”, bo „metoda zbierania przez te podmioty informacji ma charakter jawny”. Trzeba więc tak zmienić definicję szpiegostwa, by obejmowała „działania prowadzone przez podmiot lobbujący, w swoisty sposób „zlecane” przez przedstawicieli innych państw (bezpośrednio lub pośrednio przez ich służby specjalne - w szerokim rozumieniu tego słowa)”. Jako przykład podaje zlecanie np. „analiz, opinii, ukierunkowanych artykułów prasowych, w celu przyjęcia określonych rozwiązań legislacyjnych zbieżnych z interesami tych mocodawców bądź oddziaływania na kształtowanie zgodnego z tym interesem otoczenia politycznego”.

Autorka komentuje to tak: „Tak rozszerzona definicja szpiegostwa może sprawić, że internet, w tym media społecznościowe, okażą się zbiorem potencjalnych agentów wpływu piszących lub powielających rozmaite analizy i opinie szkodzące (z punktu widzenia ekipy aktualnie rządzącej) Polsce i jej interesom. Zapewne trudno byłoby im udowodnić, że działają „w celu” Polsce wrogim, ale ta trudność pojawi się dopiero na etapie sądowym. Wcześniej podległa rządowi prokuratura może wnioskować o areszt, stawiać zarzuty, pisać akty oskarżenia”.

Piotr Niemczyk, b. pracownik UOP zauważa: „Jak zaczniemy wprowadzać mgliste pojęcia do prawa karnego, okaże się, że można to dowolnie rozciągać, także np. w ramach walki politycznej. Każda wypowiedź niekorzystna dla rządu może być uznana za działanie agenta wpływu. Nie jesteśmy bezbronni wobec pożytecznych idiotów czy lobbystów działających na szkodę państwa. Jeśli jest zarzut, że ktoś szkodził stosunkom polsko-ukraińskim, to trzeba wykazać, że rozpowszechniał nieprawdziwe informacje, które naruszyły czyjeś dobra. Jeśli brał pieniądze za forsowanie określonych poglądów – można ukarać za prowadzenie nielegalnej działalności lobbingowej”.

Siedlecka kończy taką konkluzją: „W przypadku walki z prawdziwym czy domniemanym manipulowaniem opinią publiczną otwiera to drogę nie tylko do stawiania zarzutów za działalność polityczną. Damy też prawo służbom specjalnym do uruchomienia prewencyjnej inwigilacji internetu, mediów czy ośrodków naukowych. Uznane zostaną bowiem za potencjalne narzędzie wojny hybrydowej, którą spenalizujemy. Znowu ta fałszywa, za to wygodna dla polityków, alternatywa: wolność albo bezpieczeństwo”.

Dzial: