Jątrzyciele bez końca…

smolensk_2.jpg
Mamy nowy festiwal histerii antyrosyjskiej w Polsce. Ekshumacje smoleńskie dowiodły, że w trumnach niektórych ofiar były szczątki innych ofiar. „Barbarzyństwem Rosjan” przeraził się nawet pan Radek Sikorski, który pokajał się, że niesłusznie krytykował Macierewicza za ekshumacje smoleńskie. Histerię z „barbarzyńskim potraktowaniem przez Rosjan ciał ofiar katastrofy smoleńskiej” nakręca już nie tylko „Gazeta Polska” i media jej pokrewne.

Pewien poseł PiS ogłosił, że jego żona powinna przeżyć katastrofę smoleńską, ponieważ Robert Kubica przeżył katastrofę samochodu rajdowego jadącego z prędkością 300 km na godzinę. A więc zdaniem pana posła dowodzi to, że w Smoleńsku dokonano zamachu. Poza tym fakt znalezienia w trumnie jego żony i innych ofiar obcych szczątków ma świadczyć o celowym upokorzeniu przez Rosję ofiar katastrofy smoleńskiej, zwłaszcza generałów. „Myślę, że to rodzaj symbolicznej zemsty na NATO-wskich generałach” – stwierdził pan poseł, chociaż jego żona nie była generałem. Wydaje się, że jątrzeniu ze strony PiS w sprawie Smoleńska nie ma końca i przybiera ono coraz bardziej makabryczne formy.

Gdyby ktoś z tych ludzi chciał pomyśleć logicznie i bez emocji, to by sobie przypomniał, że po katastrofie samolotu LOT w Lesie Kabackim (9 maja 1987 roku) identyfikacja ofiar trwała wiele tygodni. Prawie żadne ze zwłok ofiar tej katastrofy nie było zachowane w całości. Większości z nich nie udało się zidentyfikować i dlatego pochowano je w zbiorowej mogile na Cmentarzu Komunalnym Północnym w Warszawie w kwaterze E XVIII 1. Tylko niektóre z ofiar – których zwłoki zidentyfikowano – pochowano na cmentarzach w rodzinnych miejscowościach. Ofiary katastrofy smoleńskiej też można było pochować w zbiorowej mogile i tak byłoby nawet godniej. Ale taki zbiorowy pochówek byłby równoznaczny z zasypaniem podziałów politycznych i niemożliwością jątrzenia. W stosunku do ofiar z własnego obozu PiS poszedł drogą budowy narodowego mitu – tablic pamiątkowych i pomników. Pewnego generała pochowano nawet podwójnie – na Powązkach i Jasnej Górze, o pochówku na Wawelu już nie mówiąc.

Regułą przy wypadkach lotniczych jest to, że zwłoki ofiar są przeważnie pokawałkowane i okaleczone (zresztą przy wypadkach samochodowych i kolejowych też się to zdarza). Ich identyfikacja trwa czasem wiele tygodni, a nawet miesięcy. Dokładnych badań genetycznych nie da się bowiem przeprowadzić szybko. Tymczasem po katastrofie smoleńskiej postawiono stronie rosyjskiej termin dwutygodniowy, bo trzeba było zorganizować manifestacyjne pogrzeby państwowe w Warszawie i na Wawelu. W takiej sytuacji identyfikacja ofiar musiała być prowadzona pobieżnie i nie można było uniknąć pomyłek oraz nieumyślnej zamiany szczątków. Gdzie więc tutaj jest to „barbarzyństwo” strony rosyjskiej?

Rusofobia polska jest chorobą nieuleczalną i ciągle potrzebuje paliwa do podtrzymania ognia. Tym paliwem od 1989 roku był Katyń (chociaż wtedy Rosja uznała swoją odpowiedzialność za tę zbrodnię), a od 2010 roku jest nim Smoleńsk, który będzie eksploatowany w nieskończoność zgodnie z tym, co powiedział krótko po katastrofie smoleńskiej pewien wysoko dzisiaj postawiony działacz PiS (obecnie w randze wiceministra). A powiedział on przy świadkach tego samego dnia, kiedy pierwsze trumny ofiar katastrofy smoleńskiej przywieziono do Warszawy, że polska prawica musi uczynić ze Smoleńska swój „nowy mit założycielski”. I uczyniła. Tylko kto tutaj wykazuje się barbarzyństwem wobec ofiar wypadku samolotu rządowego z 10 kwietnia 2010 roku? Rosyjskie służby medyczne, którym nie dano czasu na przeprowadzenie kompletnych badań genetycznych szczątków ofiar czy ci, którzy uczynili ze śmierci tych ofiar „nowy mit założycielski” Prawa i Sprawiedliwości?

Rusofobia polska (głównie prawicowa) jest nie tylko chorobą nieuleczalną i narzędziem w rękach cynicznych polityków, ale objawem braku suwerenności Polski. Tak jak histeria antyamerykańska i antyniemiecka, wybuchająca od czasu do czasu w PRL z inspiracji ambasady ZSRR, była objawem braku suwerenności tamtej Polski, tak histeria antyrosyjska – rozniecana obecnie przez „obóz niepodległościowy” na służbie amerykańskiej – jest objawem braku suwerenności Polski solidarnościowej.

Bohdan Piętka