Kijowski, Petru i inni

kijowski.jpg
Większość polskich polityków jest jak góra lodowa. Na powierzchni pokazują tylko małą część tego kim są. Większość schowana jest pod powierzchnią oficjalnego życia i to ta skrywana część jest zazwyczaj dla nich mocno kłopotliwa jeżeli nie kompromitująca.

Na powierzchni robią dobre wrażenie, że się ciężko pracuje dla dobra publicznego i ma to być jak najbardziej bezinteresowne. Pod powierzchnią podejrzane interesy, prostacka pazerność i pogarda dla frajerów, którzy rzeczywiście bezinteresownie chcą coś zrobić dobrego. Najnowszy przykład to lider KOD-u Mateusz Kijowski. Głupota i nikczemność tego człowieka idą w zawody. Gdyby wielki Max Weber pisał swoje dzieło „Polityka jako zawód i powołanie” na podstawie współczesnego życia politycznego w Polsce, to musiałoby ono mieć tytuł „Polityka jako geszeft i udawanie”. Kijowski i setki mu podobnych z lewicy i prawicy, z rządu i opozycji udają, że robią politykę, czyli za Janem Pawłem II, roztropnie dbają o dobro wspólne, a w rzeczywistości załatwiają mniejsze lub większe geszefety.

Na przykład za taki brak roztropnej troski o dobro wspólne uważam zakup kolekcji Czartoryskich. Póki co ta kolekcja i tak byłaby w Polsce. Tymczasem dajemy Ukrainie miliardy dosłownie na rozkurz nic z tego nie mając. Jeżeli już te miliardy trzeba dać Ukraińcom, to czego nie zażądać od nich przynajmniej jakiejś części dzieł sztuki, które niszczeją w magazynach we Lwowie i pod Lwowem. Z punktu widzenia polskiej kultury są to zbiory bezcenne, które przynajmniej w części niszczeją, bo albo Ukraińcy nie mają pieniędzy na ich właściwe przechowywanie i konserwację, albo jest to element świadomej polityki niszczenia śladów polskości. Przykład Kijowskiego i zakup kolekcji Czartoryskich pokazują dwie strony najgorszego oblicza polskiej polityki. Jest to albo obłudne dorabianie się przy każdej okazji, albo nierozważne szastanie publicznym groszem.

Niestety głosy temu przeciwne są pomijane, albo toną w ogólnym harmiderze kłótni o sprawy mało ważne, jak to z kim Ryszard Petru jeździ na wywczasy. Polska coraz bardziej cierpi na brak mężów stanu. Jaka jest różnica między mężem stanu a politykiem najlepiej przedstawił Karl Jaspers. Według niego „Świat wolności politycznej nie mógłby istnieć bez wielkich mężów stanu; cechuje ich odwaga, rozsądek i cierpliwość. Inaczej politycy. Ci są oportunistycznymi realistami, reżyserami nastrojów, ludźmi przebiegłymi. Ten typ polityków traktuje swą działalność nie jako powołanie, lecz zawód dający widoki na przyszłość, dobry dochód i prawo do emerytury”.

Andrzej Szlęzak

Dzial: